piątek, 21 września 2012

Imagin tryzdyiesty czwarty~ Zayn.


Siedziałaś jak zwykle, piątek wieczór, nic ciekawego w tv, na komputerze też nic, znudzona wgapiałaś się w kolejne tweety, które w zawrotnym tempie zawalały twoje timeline. Co jakiś czas, ale też sporadycznie odpisywałaś komuś na tweety, ale nic więcej ci się nie chciały. Twoje mentions również szalały, @onedirection odpisali i follow'nęli cię na twitter'ze. Wczoraj, coś tam napisałaś do nich o Polsce, a Nialler ci odpisał, ale to było wczoraj! A mentions dalej szalały....
Wczoraj byłaś w niebo wzięta, latałaś po całym domu, piszczałaś, krzyczałaś, podjara na maxa, ale dzisiaj coś jakoś nie bardzo, miałaś chandrę, z niewiadomego powodu, akurat dzisiaj, z tą myślą było ci jeszcze gorzej. Odkąd wróciłaś ze szkoły cały czas miałaś otwarte karty z twitter'em każdego z chłopaków i oczywiście oficjalnego konta, ale odkąd je włączyłaś cały czas były bez zmian. W pewnym momencie tweet'ów na twitterze przybywało jeszcze więcej i tempie tak zawrotnym, że nie nadążyłaś ich czytać. Wtedy zauważyłaś, że @onedirection dodało tweeta, pomyślałaś, że znów spam do nich, więc nawet nie czytałaś timeline. Otworzyłaś ich tweeta i dostałaś palpitacji serca. Ręce zaczęły ci drżeć, w gardle cię ścisnęło, nawet nie byłaś w stanie krzyczeć. Gdy po raz 2343656747357 przeczytałaś posta o treści "Poland, here we come! Xx" zaczęło to do ciebie docierać. Myślałaś, że rodzice wywalą cię z domu, ale w tym momencie nie zwracałaś na to uwagi. Biegałaś po całym domu, krzyczałaś, śpiewałaś, skakałaś, nawet jedna łza spłynęła ci po policzku, sto razy "gorzej" niż wczoraj.
Oczywiście, jako że już kilka miesięcy wcześniej orientowałaś się, więc teraz bez problemu wiedziałaś, gdzie jest przedsprzedaż i pobiegłaś zamówić bilety przez internet...
***
-Mamo, do cholery, gdzie ta bluza?!- wykrzyczałaś trzy godziny przed koncertem One Direction na Okęciu w Warszawie. Nie miałaś pojęcia jakim cudem, ale prezydent miasta udostępnił największą część lotniska, gdzie miał się odbyć koncert na świeżym powietrzu.
Zamierzałaś się ubrać w bluzę z motywem 1D, którą przywiozła ci ciocia z Anglii. <1.bp.blogspot.com/-RvRaM7tdu60/UBfh9K1p02I/AAAAAAAAAFg/BirBSBPK0s8/s1600/559151_423140564388709_340702165_n.jpg>, do tego leginsy z motywem galaxy i szare converse'y. Miałaś długie, ładne nogi, więc nie było problemu z wyglądem leginsów. Włosy? Naturalnego koloru platyny pozostawiłaś rozpuszczone, sięgały ci do połowy pleców. Zaczesałaś grzywkę i szybko pobiegłaś zjeść obiad i umyć zęby, koncert zaczynał się za jakieś cztery godziny, ale jeszcze musiałaś szybko pobiec z dziewczynami do centrum handlowego, odebrać od takiego kogoś plakat na koncert.
Tak dobrze, że twoi znajomi również byli directioners....
***
-To jest amaZAYN!- Wykrzyczałaś przyjaciołom, staliście pod samą sceną, pierwszy rząd, genialnie. Koncert się jeszcze nie zaczął, więc puszczano przypadkowe piosenki, ale już przy nich mieliście świetną zabawę i ubaw. Koncert się zaczął, weszli na scenę, upadłabyś bezwładnie, gdyby twój kolega, który tam z wami był cię nie złapał, całkowicie straciłaś wszędzie czucie, ale jednak robiłaś wszystko, żeby nie zemdleć. Minuty i piosenki leciały, a ty z każdą sekundą kochałaś chłopaków coraz bardziej, choć wcześniej nie miałaś pojęcia, że to w ogóle możliwe. Nie mogłaś się opanować, już byliście tam przez przeszło godzinę, a ty wciąż cała drżałaś. "Żeby nie zemdleć, żeby nie zemdleć, żeby nie zemdleć, żeby nie zemdleć!"- wmawiałaś sobie cały czas. Kolega, który wcześniej cię złapał, teraz wziął cię na barana -Tylko bez żadnych podtekstów debilu!- krzyknęłaś do niego i powróciłaś do zabawy.
Wtedy, zaczęło lecieć Moments. Zayn podszedł pod sam kraniec sceny, zszedł z niej, i pomimo zakazu ochroniarzy przebiegł wzdłuż barierek przybijając wszystkim piątkę. I zaczął śpiewać swoją zwrotkę. I wtedy...... Zatrzymał się. Podał i trzymał cię za rękę, patrzył ci głęboko w oczy. Nie, nie chciałaś płakać, żeby sobie niczego nie pomyślał, po prostu uśmiechnęłaś się najładniej jak tylko potrafiłaś i śpiewałaś razem z nim. Puścił do ciebie oczko, a następnie wrócił na scenę. Myślałaś, że serce ci wyskoczy, zeszłaś z chłopaka i zaczęłaś piszczeć razem z przyjaciółkami. I tak tego tłumu byście nie przekrzyczały, więc mogłyście się drzeć do woli.
Koncert dobiegał końca, chłopaki mieli zaśpiewać ostatnią piosenkę~ LWWY. "Cóż, chociaż wspomnienia na sam koniec będą najlepsze" pomyślałaś sobie i starłaś łzę spływającą po policzku.
-Dobra, koniec, zmywamy się.- powiedział kolega, który już dwa razy miał cię dzisiaj w objęciach.
-Okay, ale musimy sobie jeszcze trochę poczekać, przecież nie będziemy pchać się przez to bydło, jesteśmy w pierwszym rzędzie, a ja chcę jeszcze pożyć!, hahaha.- Odpowiedziałaś mu. Poczekaliście, wszyscy się ogarnęli, więc i wy zaczęliście powoli wychodzić. Szliście cały czas gadając, było już naprawdę mało ludzi, więc wyszłaś i szłaś przodem do znajomych. Cały czas nawijałaś o Zayn'ie, twoja paczka nie od dziś wiedziała, że to właśnie on jest twoim mężem number one. Nawijałaś i nawijałaś i nie mogłaś się zamknąć, właśnie opowiadałaś, jaki on jest cudowny na żywo, i, że jakbyś mogła to byś go schrupała, choć i to byłoby szkoda robić. Wtedy znajomi zaczęli ci pokazywać jakieś gesty, ale nie załapałaś nawet o co chodzi, bo szybko przestali.
Wpadłaś na Malik'a, potknęłaś się o jego nogi i niechcący upadłaś mu w ramiona. Byłaś na skraju omdlenia, coś takiego, to już za dużo. Twój puls wynosił chyba z milion. -Cudowny jestem, tak?- powiedział Zayn patrząc ci w oczy i unosząc brew. -Aaaayyyyeeemmmm....-Język ci się plątał. -Uhm.- Wydusiłaś tylko i spaliłaś się ze wstydu. Wtedy postawił cię ładnie na ziemi i zorientowałaś się, że twoi znajomi stoją kilkadziesiąt kroków od was, a twoje przyjaciółki skaczą z radości. -Cholera, mogli mi powiedzieć, wpadnę na Zayn'a Malik'a!- powiedziałaś do siebie szeptem, potrząsnęłaś i spuściłaś głowę, ale on najwidoczniej to  usłyszał. -Widziałaś, że na początku chcieli cię ostrzec, poprosiłem ich, żeby nic ci nie mówili, że za tobą stoję. Tak na marginesie, Zayn jestem, niezmiernie mi miło, jak również niezmiernie mi miło, że znasz słowa naszych piosenek.- ukłonił się lekko i pocałował cię w dłoń. " Boże, boże boże boże boże boże boże gooooooooood! Zapamiętał mnie z koncertu!" w środku nie mogłaś się opanować, ale jednak trzeba było zachować chociaż pozory. - [T.I], jestem twoją żoną. -Palnęłaś i myślałaś, że zejdziesz! Aż całkowicie spuściłaś głowę i nie mogłaś uwierzyć, że powiedziałaś to na głos. -Rozumiem, co sugerujesz.- Gdy to powiedział, słodko się uśmiechnął i bardzo niepewnie musnął swoimi wargami twoje. I właśnie w tym momencie zapomniałaś, jak się oddycha. Nie wiesz, jakim cudem, ale opanowałaś się, żeby się na niego nie rzucić. Wyszłabyś na kompletną idiotkę, może właśnie to cię powstrzymało? Ugięły się pod tobą kolana i upadłaś, ale on zdążył cię złapać. -Ale przypał. - znów powiedziałaś, znów za głośno. -Wcale nie przypał kotku, to bardzo słodkie.- Powiedział swoim magicznym tonem. -Może wybierzemy się teraz na kawę? - Uśmiechnął się teraz ni to słodko, ni to łobuzersko.
Zgodziłaś się bez najmniejszego wahania, aczkolwiek odpowiedziałaś dopiero po chwili, nie chciałaś przecież wyjść na jakiegoś napaleńca. Przeprosiłaś przyjaciół i spędziłaś kilka ładnych godzin na rozmowie z tym cudownym BadBoi'em....





_______________________________________

LooooooL. xd Przepraszam, jakiś taki dziwny, ale okej, to nie mi ma się podobać. :P
Edit, serio dziwny. O.oo

Nie wyszło mi trochę z tym opisem koncertu, miało go w ogóle nie być, chciałam to pominąć, ale pomyślałam, że trochę napiszę. To było absolutne minimum, mniej się nie dało. XD Bo tak z drugiej strony, pomyślałam sobie, że jakbym miała opisywać koncert, to zajęło by mi to 2488934573463763712965 linijek, a was by po prostu nudziło, stąd też wyszło jak wyszło, mam nadzieję, że nikt się nie zawiódł. xd

Przepraszam, miałam mieć dzisiaj  coś specjalnego, ale niestety nie udało mi się załatwić, ten plastik, z którym gadałam nie chciała mi tego udostępnić, a nalegałam dość krótko, bo myślałam, że się zrzygam jak jeszcze przez kolejne 30 minut będę musiała patrzeć na tą tapetę. Zresztą, nie lubię jej, i ona chyba to wie, więc nawet nie chciała mi tego dać na jeden dzień. #BITCH! 

 
W ogóle przepraszam, ostatnio sama zauważam, że moje imaginy nie są.. hm.... "fajne"? Chyba dobre słowo. Ten styl, słowa, fabuła i wszystko, nie wychodzi mi. Nie wiem, nie mam pojęcia dlaczego, może dlatego, że strasznie się wysilam, żeby napisać tego cholernego "happy" imagina? Przepraszam, wiem, że nie powinnam się tak rozpisywać tutaj i o tym, ale po prostu NIE chcę, żeby to się wam NIE podobało. :C Postaram się to zmienić, może w końcu ogarnąć życie. Może jak ja się ogarnę, to i imaginy będą bardziej ogarnięte? 
Na razie.... Mam do was prośbę, tak, prośbę, choć nie wiem, czy mam takie prawo. Chodzi o to, żebyście poczekali, trochę, nie wiem, może miesiąc? Dłużej raczej nie, muszę zamknąć raz na zawsze pewne sprawy, przestać...... A, zresztą, bo jeszcze się ośmieszę. ;c Jak po tym miesiącu dalej będą takie chujowe imaginy, to po prostu napiszcie do mnie, albo piszcie cały czas, czy widać jakieś postępy, czy wam się mniej, czy bardziej, czy tak samo podoba, okej? Proszę, to dla mnie bardzo ważne. Wiem, i przepraszam, wymagam od was zaangażowania, ale może czasem podziała to w dwie strony? :) Ja angażuję się pisząc to, a wy zaangażujecie się starając się mi pomóc zmienić i ogarnąć? :-)
Teraz zapewne polecą na mnie hejty, zdaję sobie z tego sprawę, ale cóż. Życie to nie bajka, czasem trzeba się ogarnąć bądź zaangażować. Ode mnie, to tyle.

Jeśli ktoś przetrwał do końca, ma u mnie czekoladę. :3 


Dziękuję, za komentarz rownież.... Się nie pogniewam. :P (3 #LoveYouAll. Xxx


czwartek, 20 września 2012

Werson, z przeprosinami. xx



Przepraszam, ale dziś nic nie napiszę. :c
Pomijam fakt, że mam fchuj nauki, mam też rozwaloną głowę. Tak się jarałam LWWY, że aż się potknęłam i jebnęłam na wieszak. To mi rozcięło skórę i tak krew fajnie leciała, wiecie, tak jak na filmach :>, teraz tak cholernie boli mnie głowa, że idę spać, tak, wiem, że bardzo wcześnie, ale naprawdę nie wyrabiam, w dodatku ostatnio w ogóle jakoś się źle czuję, zresztą to chyba widać po imaginach, takie nieogarnięte. :C
Postaram się trochę bardziej zmienić styl, pisanie, no, i wiecie, żeby nie wyglądały na takie na odwal, mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. ;)  I, że imaginy będą wam się bardziej podobały. <3

Wiem, że obiecałam, że wczoraj będzie, ale... Tego nie przewidziałam, naprawdę strasznie was przepraszam, wiem, możecie się na mnie wkurzać, że nie dotrzymuję słowa, wcale się wam nie dziwię, ale... Mam nadzieję, że chociaż mi wybaczycie, może uda mi się jutro zrobić coś speszyl.
Jeszcze raz bardzo was przepraszam, mam nadzieję, że więcej nie będę musiała was tak zawodzić. :'C
#SoSad.





środa, 19 września 2012

Imagin trzydziesty trzeci~ Hazza. <+18>



Nie byliście razem długo. Jakiś miesiąc, góra półtora. Ale jednak to był ON, kochałaś go odkąd wygrał X-Factor, odkąd pierwszy raz go ujrzałaś. Jednak to nie była miłość taka, jaką obdarzacie siebie teraz. Do końca życia będziesz dziękować bogu, że tak się napracowałaś, żeby zdobyć ten bilet, tyle nerwów, jazdy w różne miejsca, musiałaś wykazać się tym, że jesteś nieźle ogarnięta. Myślałaś, czy nie będziesz żałować, że aż tyle spraw musiałaś załatwić i doprowadzić do końca, żeby pojechać na jeden, głupi koncert, na zaledwie kilka godzin. Ale opłacało, ten koncert zmienił twoje życie.

Harold zaprosił cię na spędzenie wspólnego weekend'u. To miała być wasza pierwsza, dłuższa, prawdziwa wycieczka. Przez trasę koncertową ciągle go  nie było, aczkolwiek dzwonił co najmniej dwa razy dziennie.
Byłaś bardzo szczęśliwa, umówiliście się na wieczór na 19, o 20 mieliście wyjeżdżać. Harry rzucił coś, że jedziecie nad jezioro, ale nie chciał podawać więcej szczegółów.
Poszłaś szybko na jakieś zakupy, niby miałaś fazę na kupowanie stroi, butów i lakierów do paznokci, ale według ciebie żaden strój nie nadawał się na weekend Z NIM.
Z [I.T.BFF] przeleciałaś z 30 Londyńskich sklepów, dopiero w ostatnim znalazłaś to, czego tak naprawdę szukałaś. < kostiumkapielowy.pl/photos/stroj-kostium-kapielowy-bikini-z-kokarda-38-m-2072107302.jpg >. Niby bardzo prosty, aczkolwiek na twojej nadzwyczaj idealnej figurze leżał świetnie. 18.30. Zaczęłaś się zbierać, jeszcze tylko szybka kąpiel, ale bardzo szybka, 15 minut i wyszłaś z łazienki. Ubrałaś się w bluzę z motywem misia pandy i leginsy 'galaxy'. Do tego jaskrawożółte vans'y i kilka delikatnych dodatków. Zrobiłaś szybko make-up, ale był strasznie naturalny, ledwo zauważalny. *dzwonek do drzwi* Pobiegłaś otworzyć, po drugiej stronie stał wysoki, lokersowaty chłopczyk w czarnych rurkach i koszulce NIRVANA'y. Rzuciłaś mu się na szyję, tak bardzo tęskniłaś, lekko go odrzuciło, po czym się od niego odlepiłaś, powiedziałaś "przepraszam" i się zawstydziłaś. Loczek podniósł swoją rękę, przyłożył ją lekko do twojej brody, a następnie złożył na twoich ustach gorący pocałunek. Wziął cię na ręce, lekko obrócił i powiedział, że strasznie się stęsknił. Mieliście jeszcze pójść do centrum, Harry miał przekazać coś chłopakom, więc w drodze do salonu, po swój plecak spytałaś, czy możecie już wychodzić. Spojrzał na ciebie z miną 'WTF' i lekko uniósł brew. Zapytałaś o co chodzi, a on kazał ci spojrzeć w lustro. Niby nic nie zauważyłaś, nie było plam, dziur, zaciągnięć... Chłopak poszedł do łazienki, po czym wrócił z suszarką. -Głuptasie, chyba nie myślałaś, że wypuszczę cię na noc z mokrą głową, nie?- powiedział z dość dziwną miną. Ugh! Głowa! Kompletnie o niej zapomniałaś... Nie wiedziałaś, co masz odpowiedzieć. Z jednej strony był uroczy, że pamiętał, a z drugiej nie chchiałaś wyjść na idiotkę, więc szybko znalazłaś ripostę. -Wiesz kotku, chciałam sprawdzić, czy jesteś dla mnie dobrym i opiekuńczym mężczyzną. Test wyszedł pozytywnie.- odpowiedziałaś z cwaniackim uśmieszkiem. Teraz to jego wryło, ale tylko na chwilę. -Nie jestem głupi, ale bardzo się cieszę, że mnie akceptujesz.- powiedział biorąc cię na ręce i niosąc przed lustro, gdzie wręczył ci suszarkę.

Gdy wysuszyłaś włosy wziął twój plecak i poszliście do samochodu.

Zahaczyliście o centrum, przywitałaś się z chłopakami i Zayn znów klepnął cię w tyłek. Zawsze to robił, tym samym przeszywając Harry'ego wzrokiem. Ten zawsze krzyczał coś w stylu "Łapy przy sobie!" a następnie zawsze wywiązywał bójkę. Potem Liam i Lou musieli ich uspokajać i odciągać od siebie, a ty zawsze w tym czasie gadałaś z Nialler'em. Te bójki to takie żarty, Zayn zawsze UWIELBIAŁ wkurzać Hazzę, ale kiedyś skończyło się to wizytą w szpitalu i złamaną kończyną Harry'ego. No, ale cóż, chciał zgrywać bohatera, nie będziesz go powstrzymywać, zresztą kochałaś gadać z Niall'em. Jakoś czułaś się przy nim jak przy starszym bracie, pomimo tak krótkiej znajomości.
***
Wreszcie się odświeżyłaś. Potrzebowałaś tego najbardziej, jak to tylko możliwe. Po półtorej godziny jazdy w gorącym samochodzie byłaś cała spocona. W ręczniku poszłaś do pokoju po rzeczy potrzebne po prostu kobiecie. Usłyszałaś, jak drzwi się zamykają. "O nie! Wracaj palancie!" Krzyknęłaś i pobiegłaś do łazienki. -Nie! Będziesz tu siedzieć przez najbliższe pół godziny, a ja chcę się tylko wykąpać!- powiedział błagalnym tonem. -To jest chamskie, ale okej, zobaczymy, co powiesz przy najbliższej okazji. A miałam dla ciebie niespodziankę...- skłamałaś. -Wystarczy mi, że jesteś. Nie potrzebuję od ciebie żadnych niespodzianek.- powiedział tak uroczym tonem. Aż mimowolnie się uśmiechnęłaś, rzuciłaś jeszcze tylko "zobaczymy" i poszłaś przed tv. Rozłożyłaś się wygodnie i zaczęłaś oglądać film. Szum wody ustał szybko zrobiłaś to, czym chciałaś go ukarać. Wszedł. Stanął jak wryty. Stał i się gapił, nie mógł wydusić z siebie słowa. Leżałaś przed nim całkiem naga, z ręcznikiem obok siebie. -Wiem kotku, że jesteśmy ze sobą krótko, ale... Wiesz... Zbyt bardzo cię pragnęłam od przeszło dwóch lat.- powiedziałaś kuszącym tonem. Podszedł do ciebie i usiadł na łóżku. -No chodź, nie bój się, pokaż, na co cię stań. Przecież nie gryzę. ... Jeśli nie muszę.- Dodałaś śmiejąc się. Zobaczyłaś na jego twarzy ten łobuzerski uśmiech, ten, przy którym zawsze uginały się pod tobą kolana. Nie wiedziałaś, czy uda ci się to, co zaplanowałaś, przecież Harry Styles siedział przed tobą w samych bokserkach, w dodatku z namiocikiem na środku i tak bardzo cię pragnął. Gdy już wstawał, by cię pocałować, szybko mu umknęłaś i zaczęłaś uciekać. Zatrzymałaś się na chwilę i prawie upadłaś ze śmiechu widząc jego zdezorientowaną minę. -No co, skarbie, powiedziałam, że mam niespodziankę. Nie chciałeś, to nie.- Powiedziałaś i oblizałaś palec. -Ooooo, czyżby? Ja się tak łatwo nie poddam.- powiedział z napaloną miną, szybko pobiegłaś do łazienki. Zamknęłaś ją na klucz i głośno się zaśmiałaś. Klucz od twojej strony wypadł z dziurki i zamek w drzwiach się przekręcił. Stanął w nich Styles i położył rękę na framudze. Lekko się przestraszyłaś, natomiast teraz to on się uśmiechnął i powiedział -Może i nie jestem jeszcze dorosłym i dojrzałym facetem, ale takie drzwi śrubokrętem otworzę bez problemu.- uśmiechnął się słodko. -A teraz kochanie zabawimy się po mojemu.- znów ten cwaniacki uśmiech. Podszedł do ciebie i wziął cię na ręce. W jego oczach widziałaś taki ogień, że nie wiedziałaś, czy się go bać, czy się na niego napalać. Zaniósł i położył cię na łóżku. Zrywanie ubrań mieliście już z głowy, więc więcej czasu mogliście poświęcić na lizanie się. *Pomyśl sobie, liżesz się z Harry'm Styles'em...*
Całował cię tak namiętnie i tak... Jak jeszcze nigdy, widziałaś i czułaś, jak bardzo cię pragnie. Wjechał niżej, całował twój brzuch, miałaś łaskotki, a on się tylko z ciebie wyśmiewał. Miałaś na niego cholerną ochotę, przecież niemal dwa lata codziennie fantazjowałaś o nim ze swoją najbliższą przyjaciółką. Zaczął bawić się twoją 'myszką', ale byłaś już na pograniczu, nie chciałaś zbyt szybko kończyć tej idealnej chwili. Wstałaś i zdjęłaś jego bokserki. Potocznie mówiąc, zaczęłaś robić Styles'owi loda. Pomagałaś sobie ręką, a on tak przyjemnie mruczał, był taki seksowny z głową odchyloną do tyłu.
Wstał gwałtownie, położył cię na łóżku i takim zwierzęcym głosem powiedział "Dobra, nie mogę już dłużej czekać, bo zaraz eksploduję." Tylko się uśmiechnęłaś, ale sama do siebie. Wszedł w ciebie, bardzo powoli, był taki delikatny. Taki... Wrażliwy, widać, że strasznie nie chciał sprawić, żeby cokolwiek cię zabolało. Okej, ale początek początkiem, po dwóch minutach pieprzył cię jak szalony. Nie, żeby ci się nie podobało, ale nie pomyślałabyś, że on może być aż taki napalony. Wyjął na chwilę swojego penisa z ciebie, a ty znów się nim zajęłaś, ale dosłownie tylko chwilę, bo on za chwilę już leżał i posadził cię na sobie. Skakałaś po nim, a on się patrzył na twoje piersi jak malutkie dziecko, wziął je w ręce i uśmiechnął się jak dziecko, które dostało nową zabawkę. Aż się zaśmiałaś, i zmieniliście pozycję. Teraz to znów on był na tobie. Wkładał swojego penisa w ciebie, a ty patrzyłaś na niego takim...... Namiętnym wzrokiem, delikatnie musnął twoją wargę i znów poruszał się w przód i w tył. Nie powiesz, niezły był. Dyszał i mruczał, podczas gdy ty ciągle wykrzykiwałaś jego imię, było ci tak dobrze. Jego wielki penis wchodził i wychodził z ciebie w zawrotnym tępie, byliście już spoceni, a ciebie zaczynało boleć gardło. Ale to nic, wypróbowywaliście najróżniejsze pozycje, Harry co chwilę wracał  i 'przysysał' się do ciebie. W końcu już nie mogłaś wytrzymać, krzyknęłaś głośno i wygięło cię w pół. Opadłaś bezwładnie na łóżko, Harry położył się obok ciebie i opuszkami palców muskał twoje ciało.
Jemu pomogłaś swoimi gorącymi ustami, nie musiałaś nawet bardzo się starać, Harry doszedł równie szybko co ty. Uśmiechnął się tylko i powiedział "Tak bardzo cię kocham...."
Zamknęłaś mu usta pocałunkiem i zasnęłaś w jego objęciach.
Rano obudził cię tak cholernie słodkim "Dzień dobry", że miałaś kisiel w gaciach.
A po chwili uniósł brew i dodał "Skarbie, ale wiesz, że my jesteśmy tu cały weekend, prawda?" i znów ten łobuzersko-cwaniacki uśmiech....




__________________________________________

For @literowe_uomo, w końcu się doczekałaś. :3 <3

Sorry memory, że się spóźniłam, i że wczoraj nie było imagina. Ale wczoraj przy kompie byłam niecałą godzinę, głównie po lekcje... Za to macie dziś dzisiaj +18, wysiliłam się, dla Was. <3
Funkcja "dodaj komentarz" nie gryzie, a ja chcę znać waszą opinię na temat moich "prac". :) Ostatnio mam wrażenie, że piszę strasznie źle, ale nikt mi tego nie powie prosto w monitor... :c

Nie wiem, o której jutro będę, ale raczej na 100% imagin jutro będzie, pomimo iż mam dużo nauki, postaram się. <3


< Polecam bloga http://always-believe-your-dreams.blogspot.com/, czytajcie, Stefa ma już 13 rozdziałów, a tylko 1,1K wyświetleń.... :c <3 >

A u mnie... Komentujcie, nawet krytycznie, lubię krytykę, wtedy staram się się poprawiać, a tak... Chujowo, bo nie wiem, czy dobrze, źle, czy tako... No, to tyle, dziękuję, że w ogóle czytacie. <33




poniedziałek, 17 września 2012

Imagin trzydziesty drugi.



                               Macie NIE BRAĆ przykładu, z moich imaginów.




"Odszedł, haha, czaisz? Odszedł. Tak po prostu. Bez słowa wyjaśnienia, bez żadnej skruchy, przeprosin. Po prostu zniknął. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może nie jestem już wystarczająco dobra, może mam za małe cycki, za krótkie nogi? Może jestem zła w łóżku? Chuj wie, nie odpowiem na to pytanie. I na pewno też nikt inny na nie nie odpowie, poza NIM.
Znów wstałam z łóżka, przecież w końcu trzeba. Wstałam, i nic. Pustka, dom był cichy, nieprzepełniony żadnymi zapachami dochodzącymi z kuchni, podczas, gdy ON zawsze przygotowywał mi śniadanie. Nie było słychać brzęczenia garów z samego rana.
 Nie było już czuć JEGO perfum na mojej pościeli, ręczniku, czy kocu. Nie było jego ubrań porozwalanych po całym domu, czy kosmetyków niechlujnie poukładanych na białej szafce w łazience, zawsze zasypanej JEGO zarostem, który ON zostawiał wychodząc od golenia. Nie było nic, żadnych oznak tego, że kiedyś tu był, że tak namieszał w mojej głowie. Że przyszedł, pobył, i się znudził. To była kompletna pustka, żyłam bo żyłam, nigdy, jak zaczynałam, nie udało mi się dokończyć próby samobójczej. Dlaczego? Nie mam pojęcia, może tak miało być?
Żałuję, cholernie żałuję tego, że w ogóle po raz kolejny aż tak bardzo się zaangażowałam. Że znów się zawiodłam, pomimo iż miałam w swoim życiu już tyle nauczek, jeszcze było mi mało.
Nie miałam nikogo, czułam cholerną pustkę, przyjaciele, rodzina, teraz ON, wszyscy mnie opuścili. Samotność doskwierała mi tak bardzo, że znów chciałam ze sobą skończyć. Wszystko już mam zaplanowane...."

***

"Znów wstałam, znów nie miałam dla kogo, nawet nie miałam siły na to, żeby się ubrać. Ale zrobiłam to, a wiesz dlaczego? Bo wciąż mam nadzieję, że ON wróci. Że ktoś zapuka do drzwi, a ja w brudnym fartuszku kuchennym podejdę do drzwi nie sprawdzając w wizjerze kto stoi po drugiej stronie. I wciąż się łudzę, że to będzie ON. Że stanie przede mną, uklęknie, wręczy mi piękny bukiet i będzie błagał o przebaczenie. A ja pomimo, iż tak strasznie mnie zranił, rzucę mu się na szyję i od tak, po prostu wybaczę. Ale właśnie, łudzę się....
Tak, przyznaję się, jestem od niego uzależniona, od jego zapachu, słów, dotyku, głosu. Męskiego, a tak bardzo chłopięcego. Tego czułego, przecudownego, miękkiego, lekko ochrypłego barytonu i każdej, dogłębnie przemyślanej odpowiedzi i myśli wypowiedzianej nim. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to już kilka miesięcy, ale ja wciąż to czuję. Wciąż tęsknię, i to tak bardzo, że nikt nie może sobie nawet tego wyobrazić. To wciąż boli, a ja wciąż czuję każdą małą, słoną łzę bólu spływającą po moim zimnym, bladym policzku, gdy oglądam jego zdjęcia. Nawet nie mam za co opłacić rachunków, odkąd odszedł nie liczy się już dla mnie nic. Nie potrzebny mi grzejnik, telewizor, nawet jedzenie. Nic nie jest mi potrzebne, gdy nie ma jego. Tylko on jest powodem mojego śmiechu i płaczu. Moich humorków, mojego życia. Ale jego już nie ma, więc....
Ubrałam się, założyłam jakieś stare, podarte jeansy, znoszony top i jakieś kilkuletnie trampki. Narzuciłam na siebie jakąś pierwszą lepszą z brzegu kurtkę, gdyż na dworze było zaledwie kilka stopni. I wtedy wszystko się zaczęło, na nowo, od samego początku, wszystko wróciło. Przyłożyłam oba rękawy kurtki do twarzy, przykryłam nią usta powstrzymując się od krzyku. Wzięłam jeden, głęboki wdech. Znów to samo, znów ten magiczny zapach, który sprawiał uczucie motylków w brzuchu. Nie chciałam na nią patrzeć, ale otworzyłam oczy. Przed oczami stanął mi obraz, gdy to on w niej chodził. Wiele momentów, w których mnie nią okrywał, gdy dostawałam gęsiej skórki. Jak idealnie na nim leżała, dopasowana, pięknie wyprasowana, pachnąca. Wszystko zaczynało powoli wracać. Nie chciałam tego, wzięłam klucze, poukładałam wszystko szybko, ale estetycznie. Wyszłam przekręcając klucz w drzwiach i pierwszy raz od czterech miesięcy wyszłam z domu. W torbie miałam kolejną, nową żyletkę, już znałam cel mojej "podróży". Do innego, lepszego świata.
Zamierzałam iść nad rzekę, tam o tej porze dnia i roku jest praktycznie pusto, nikt mi nie będzie przeszkadzał. Założyłam kaptur, schowałam ręce w kieszenie i szłam znając cel, nie tak jak inni ludzie, po prostu przechadzka po parku. "Już, już niedługo, jeszcze dziesięć minut,  i będę na miejscu" powtarzałam sobie. Z głową schyloną w kierunku ziemi, patrząc, żeby znów się nie potknąć szłam dalej. Wpadłam na kogoś, prawie się przewróciłam, ale mnie złapał. Nie patrząc na tą osobę powiedziałam tylko 'sorry' i poszłam dalej. Dogonił mnie i stanął przede mną, łapiąc za ręce w nadgarstku, fala bólu zalała mnie natychmiastowo, ręce piekły, jakby je ktoś poprzypalał, przecież zaledwie wczoraj płynęły z nich strugi krwi. Uniosłam głowę, i mnie zamurowało. Ta pięknie uniesiona do góry brązowa grzywa z blond pasemkiem. Te piękne, brązowe oczy z cholernie długimi rzęsami, w których topiłam się jak w oceanie za każdym razem, gdy tylko w nie patrzyłam.
Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, on tylko podwinął moje rękawy i łza stanęła mu w oku. -To przeze mnie? - Wydusił w końcu. -Nie.- skłamałam drżącym głosem. -Możesz mnie bić, lać, nie chcieć, wrzeszczeć na mnie, torturować, wszystko mi wygarnąć, wzbudzić we mnie poczucie winy, ale proszę, nie okłamuj mnie!- krzyknął szeptem i zobaczyłam, jak przezroczysta, niczym kryształ, maleńka, słona łza osuwa mu się po opalonym, męskim policzku. -Nie... Nie chcę, żebyś się nade mną litował. Sam wybrałeś, opuściłeś mnie, nie można być z kimś dla przymusu. W pełni zdaję sobie z tego sprawę, rozumiem, nie zmuszaj się. Kocham cię, ale odszedłeś i..... -Zamknął mi usta pocałunkiem. Nie tyle namiętnym, co delikatnym, wrażliwym, stęsknionym... -I już nigdy więcej....- Dodał przytulając mnie do ciebie najbardziej czule, jak to tylko możliwe. -Nigdy więcej.....- dodałam najcichszym szeptem. "


Siedziałaś Zayn'owi na kolanach, po czym wyrwałaś pierwszą kartkę z pamiętnika. On był cholernie poruszony tym, co przeżywałaś. Powiedział, że następnym razem jak odejdzie, to pozwala ci na zabicie go. Nie odpowiedziałaś nic, ani się nie zaśmiałaś. Ta chwila była dla ciebie zbyt ważna, żeby przywiązywać uwagę do żartów. Wzięłaś zapalniczkę i podpaliłaś przed chwilą wyrwaną kartkę.
Spłonęła szybkim, dynamicznym ogniem, a wraz z nią spłonął cały twój ból, strach i cierpienie, które czułaś przez ostatnie pół roku.






_____________________________________________

Jak? Hahahaha, specjalnie dla was się na maksa wysiliłam i napisałam szczęśliwe zakończenie. Widzicie, jak się dla was poświęcam?  :)))

To jak, komentarz, maybe? :d

Chciałam wam w ogóle podziękować, bo tak dopiero dzisiaj się skapnęłam.
Jak wróciłam na wersonowo po tej dłuuugiej przerwie, to miałam coś ponad 2000 wejść. Jestem tu od półtora miesiąca, a jest już ponad 15.000 wejść. Czyli wychodzi na to, że zdobyłam 13.000 wejść w ciągu miesiąca, zgromadziłam ponad 200 komentarzy i <chyba> zyskałam..eemm.... zgubiłam słowo... no, wiecie, o, regularnych czytelników. Miałam wzloty i upadki, imaginy (trochę) dobre, i te gorsze, i w ogóle, a wy nadal tu jesteście, odwiedzacie, piszecie mi o blogu na twitter'ze, kiedyś się spotkałam, że ktoś polecił go na facebook'u. Jest mi tak cholernie miło i w ogóle... Że ojejciu. *-*
Aż się wzruszyłam. <3

Chcę wam tylko podziękować, za wszystko, za to, że jesteście i ze mną wytrzymujecie, moje humorki, czy coś tam... Kocham was, wszystkich! <3
Xxx


Ps. Nie wiem, czy imagin jutro będzie, mam lekcje do 15.30 i później zajęcia, ale się dowiadujcie. <3

niedziela, 16 września 2012

Imagin trzydziesty pierwszy.

Again.  Czytasz na własną odpowiedzialność,   N I G D Y    nie bierzcie  przykładu z moich imaginów.






Tego dnia nie mogłaś już wytrzymać. Narzuciłaś na siebie ciemnobrązowy sweter z za długimi rękawami i za szerokim obwodem. Wciąż był przesiąknięty JEGO zapachem. Jego zapachem mango z nutką wanilii i tego czegoś, co nadawało temu zapachowi męskości. Przeszłaś jeszcze jedno kółko wokół całego domu, nie powinnaś była tego robić. Zadało ci to kolejną porcję bólu. Łóżko, nietknięte od waszej ostatniej wspólnej nocy. Wszędzie czułaś jego zapach, obecność. Przy podmuchu wiatru, który dostał się do domu przez otwarte okno, przypomniało ci się, jak zawsze cię obejmował, szczególnie gdy gdzieś razem szliście, a było bardzo zimno. Gdy szczęka ci dygotała on zawsze stawał naprzeciwko ciebie, muskał ustami twoje, po czym przytulał w taki sposób, że aż dostawałaś gęsiej skórki, tyle że nie od zimna. Jeszcze na chwilę ściągnęłaś ten swetr, położyłaś go na sofie, na której jeszcze była plama z jego krwi, gdy robiąc ci kanapkę skaleczył się nożem. Zamknęłaś oczy. Myślałaś tylko i wyłącznie o zimnie, które natarczywie okrywa każdy centymetr twojego ciała. Czekałaś. Może to był sen, a ty zaraz się obudzisz, a on znowu przytuli cię tak jak zawsze? Szczęka zaczęła ci dynamicznie drgać, w górę i w dół, coraz szybciej i coraz głośniej. Ale nic się nie stało, nie przyszedł, nie objął cię. Otworzyłaś oczy. Założyłaś na siebie ten swetr, który znów pobudził twoje receptory zapachowe. Poszłaś jeszcze do Miśka, pogłaskałaś go i powiedziałaś, że niedługo znów dostanie jedzenie. On tylko zamruczał... I nic. Nic więcej, on niczego nie rozumiał, nie zdawał sobie sprawy, jak wiele dla ciebie znaczy  to, że dostałaś go od NIEGO.
Na stoliku położyłaś list do swojej siostry, "znajdzie go niedługo", powiedziałaś do siebie. Wyjęłaś z kieszeni telefon, na tapecie ciągle był on, w plikach miałaś same jego i wasze wspólne zdjęcia i filmiki, piosenki, które napisał specjalnie dla ciebie. Kliknęłaś przycisk 'new message'. "[I.T.Siostry], kochana starsza siostro. Nigdy mnie nie zawiodłaś, mam nadzieję, że teraz również nie. Musiałam pilnie wyjechać, nawet nie zdążyłam nakarmić Miśka. Dziś chyba masz popołudnie, o ile dobrze pamiętam, więc mogłabyś z rana przyjechać i dać mu trochę karmy? Na stole jest do ciebie list, odbierz go przy okazji. Kocham Cię bardzo, pamiętaj o tym zawsze. Xxx [T.I]." 'send'. Sms wysłany, wszystko załatwione. Na pewno nie przeczyta go szybko, jest po 4. a.m., jeszcze śpi. Wzięłaś jeszcze do ręki kurtkę, spojrzałaś na Miśka, następnie na wasze wspólne zdjęcia, po czym szybko odwróciłaś wzrok i wyszłaś zamykając drzwi na klucz.
Szłaś ciemnymi jeszcze ulicami ośnieżonego Londynu. Płatki śniegu spadały na ziemię, ale się nie topiły, był silny mróz. Czułaś to, ale nie przywiązywałaś do tego uwagi. Idąc patrzyłaś na te wszystkie pięknie przystrojone domy, w których widać było radość, ciepło rodzinne i miłość, były przepełnione miłością. Uśmiechnęłaś się blado i szłaś dalej. Zimne powietrze uderzało cię w twarz niczym jakieś kolczaste bicze, za wszelką cenę chcące wycisnąć z ciebie łzy. "Nie dam się, nie tym razem, będę silna.", mówiłaś do siebie niesłyszalnym szeptem. Szłaś dalej przez wielkie zaspy i podziwiałaś tak piękne miasto, jakim jest Londyn. Cały przystrojony świątecznymi ozdobami, setki choinek, sztucznych krasnali. Wszyscy bardzo się cieszyli na myśl o świętach, czuć i widać było to w każdym calu. Ty nie miałaś się z czego cieszyć, szłaś więc dalej. W oddali zauważyłaś już cel swojego spaceru. Tower Bridge, doskonałe miejsce.
Weszłaś na most. Zdrętwiałymi rękami starłaś łzy ściekające po policzku, nie byłaś wystarczająco silna, wszystko powróciło. Siadłaś na barierce, wyjęłaś z ręki telefon, ponownie zamknęłaś oczy, "To nic kochanie, nic się nie stało, wiem, że jestem nikim. Ciebie znają na całym świecie. Miałeś prawo odejść, zostawić mnie, znaleźć sobie inną, o wiele ładniejszą, być może inteligentniejszą, rozumiem wszystko. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego zrobiłeś to bez słowa? Nie napisałeś do mnie nawet głupiego spierdalaj, mam inną. Nic, nie odezwałeś się, odszedłeś bez słowa. Dopiero w szarych, pustych brukowcach zobaczyłam zdjęcia. Zdjęcia, których nie chciałam nigdy zobaczyć. Zdjęcia, które zadały mi cios prosto w serce. Czyżbyś zapomniał, o mnie? Nie wysłałeś nawet sms'a odkąd wylądowaliście na lotnisku pierwszego miasta trasy koncertowej. Dopiero trochę ponad dwa miesiące temu obiecywałeś mi wszystko, że będziesz myślał o mnie w każdej minucie, dopóki bije twoje serce. Obiecałeś, że jak wrócisz z trasy to się pobierzemy, a ja. Ja głupia ci uwierzyłam, bezgranicznie ci zaufałam i powiedziałam, że będę cię kochać dopóki bije moje serce. Właśnie, dopóki bije moje serce...." Mówiąc to na głos, odsłoniłaś prawy nadgarstek zakryty swetrem. Jego materiał przykleił ci się do zadanych sobie zaledwie wczoraj starą, tępą, zżółkniętą i zakrwawioną żyletką, świeżych, nowych, kolejnych ran, które były odskocznią od tego bólu i cierpienia jakie ci zadał ci ON. Oderwałaś swetr od nadgarstka, sycząc przy tym, strasznie bolało. Okryłaś rany ręką i zamknęłaś oczy. Zobaczyłaś łzy w jego oczach, które widziałaś gdy odjeżdżał. Czy były one prawdziwe? Może tylko udawał? A może wiedział, co chce zrobić od samego początku?
Na te pytania już nigdy nie dostaniesz odpowiedzi. Ponownie wzięłaś do ręki telefon i po raz kolejny kliknęłaś opcję nowej wiadomości.
"Kocham Cię, kocham cię Liam, może nie kochałam odkąd istnieję, ale będę kochać na zawsze, aż po wieczność. xx,  [T.I.]" Wysłałaś i cisnęłaś telefonem o jezdnię, o tej porze nikt nie przejeżdżał, ale telefon i tak rozpadł się na tysiąc kawałków. Woda w Tamizie dziwnym trafem nie była zamarznięta, płynęła powoli wzdłuż brzegu. Odbijały się w niej tysiące świateł, światełek i latarni, znajdujących się w pobliżu. Wyglądało to przepięknie.
Wyjęłaś z kieszeni wszystkie wasze wspólne zdjęcia. Stanęłaś na barierce, przerwałaś je na pół i rzuciłaś na rzekę, pięknie wirowały w powietrzu, a maleńkie płatki śniegu, które tańczyły wokół zdjęć pięknie kontrastowały z ich ciemnym kolorem. Gdy ostatni kawałek zdjęcia wylądował na wodzie, ty przesunęłaś jedną nogę w przód. Potem drugą, i już leciałaś. Dopiero teraz czułaś się wolna jak ptak, zdałaś sobie sprawę, że już nigdy więcej nie będziesz musiała cierpieć.




__________________________________________________


Mam nadzieję, że się podobało i, że nie spieprzyłam tego aż tak bardzo. :d 
Byłabym bardzo wdzięczna za komentarz z opinią. 
Nie musi być pozytywny, krytyka jest dla mnie nawet czasem bardziej ważniejsza, gdyż wiem, co robię źle i staram się to poprawić. :)
A jeśli się wam podoba, to również chcę wiedzieć co. :)
Serio, to dla mnie naprawdę ważne. Skoro ja piszę jednego imagina, czasem nawet po 2-3 godziny dziennie, żeby był dopracowany jak najdokładniej, to dla Was poświęcić minutkę, czy góra dwie na napisanie jakiegoś tam komentarza, to chyba nie jest aż tak dużo nie? ;-) 
Staram się jak mogę, piszę to wszystko dla was. <3 Ale czasem mam wrażenie, że piszę to sama dla siebie, więc..... :P 

No, to tyle, sorry, że się dzisiaj tak rozpisałam i to na jeden temat, ale napisałam to, co szczerze myślę. Liczę na was. <3
I mam nadzieję, że doceniacie to co robię dla was.
Czasem czytam 'komentarze' od was na twitter'ze, czy facebook'u, to dochodzę do wniosku, że mam czytelników. *-* I jest mi cholernie miło, kocham was wszystkich, którzy chcecie czytać te moje wypociny! Xxx

sobota, 15 września 2012

Imagin trzydziesty.



Czytasz na własną odpowiedzialność,   N I G D Y    nie bierzcie  przykładu z moich imaginów.


Poszłaś tam, po raz kolejny, znów nikogo nie było, wokół były tylko liście, zero oznak tego, w jakim miejscu się znajdujesz. I ty, ty, która myślała, że ma już wszystko i kompletnie nic innego nie jest jej do szczęścia potrzebne. Myliłaś się, było coś potrzebniejszego od oddychania~ ON.
Siedziałaś na ławce i przypomniało ci się coś, co odmieniło życie was obojga.
Wspomnienia wróciły, wszystko wróciło.
W tej chwili zapomniałaś nawet o oddychaniu. Wzięłaś głęboki wdech z braku powietrza, znów to samo, znów poczułaś ten jego zapach. Męski, stanowczy, a zarazem delikatny i chłopięcy.
Większy podmuch chłodnego wiatru przeszył cię pod kurtką. Wtedy poczułaś jego dotyk. Ten dotyk, którym okrywał cię każdego dnia, za każdym razem, gdy byliście na tyle blisko siebie, żeby było to możliwe. Ten dotyk, pod którym zawsze twoje ciało zaczynało drżeć. Ten dotyk, pod którym czułaś się najbezpieczniejszym człowiekiem w całym wszechświecie. Już nigdy go nie poczujesz.
Dziś był zimny dzień, a noc stawała się lodowata. Siedziałaś na tej ławeczce w krótkiej, czarnej wiatrówce i samych leginsach. Nie zwracałaś uwagi na to, że zaczyna się robić zimno, nawet nie zauważyłaś, że słońce zaczęło znikać za horyzontem. Usłyszałaś wycie wilków, często z NIM przesiadywaliście na werandzie i słuchaliście ich wycia razem, tego kojącego uszy dźwięku, dźwięku, który spośród milionów zabieganych ludzi słyszeliście tak naprawdę tylko wy. Wtedy przypomniał ci się jego uśmiech. Jego śmiech, dźwięk jego głosu. Łagodny baryton kojący twoje uszy. Przypomniało ci się, jakim słodkim i kojącym, a zarazem radosnym tonem witał cię każdego dnia, gdy się widzieliście, ale również jaki smutek był słyszalny, gdy tylko musieliście się rozstać choćby na noc. I znów do twojej głowy weszła ta myśl, która nie dawała ci spokoju po nocach, to wydarzenie, które na zawsze zmieniło bieg wydarzeń....
"Tego wieczoru już kładłam się do łóżka. Wzięłam jeszcze tylko mojego iPhone'a, chciałam sprawdzić jeszcze tylko twittera. Mentions ciągle szalały, ale nie byłam dziś w nastroju odpisywać dziewczynom. Jutro mieliśmy się nie widzieć, miał dużo prób i wywiadów. Już byłam od niego uzależniona, naprawdę nie wiem, jak wytrzymam jutrzejszy dzień bez mojej heroiny. Chciałam jak najszybciej zasnąć, jak najpóźniej wstać i jak najwcześniej znów zasnąć, inaczej to będzie mordęga. Położyłam się już, wysłałam do niego ostatniego sms'a i położyłam głowę na poduszkę przesiąkniętą jego magicznym zapachem. Przychodził tu codziennie, często się na niej kładł, sadzał mnie na sobie i prowadziliśmy długie konwersacje patrząc sobie głęboko w oczy. Ja zawsze przegrywałam, bo zaczynałam się śmiać, wyglądał przekomicznie, grał takiego zamyślonego, zawsze chciał dobierać słowa jak najlepiej. Każda myśl była przemyślana dogłębnie i rozwinięta bardzo dokładnie. To też w nim kochałam, nie dało się nie znaleźć tematu. Biorąc ostatni, głęboki wdech zaczęłam przysypiać. Ocknęłam się, myślałam, że to deszcz, ale było to bardzo nieregularne. Coś zaczęło stukać w moje okno. Zupełnie, jakby małe kamyczki. Wstałam i podeszłaś do okna uchylając je. Było okropnie ciemno, gdybym nie wiedziała gdzie jestem, nawet nie odróżniłabym nieba od ziemi. Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki nie usłyszałam jego głosu. Powiedział, żebym zeszła na dół. -Pogięło cię? Rodzicie się obudzą i będę uziemiona na miesiąc!- odpowiedziałam mu krzycząc szeptem. Chwila ciszy. -Hm. No dobra, ufasz mi?- Powiedział. -No jasne, że ci ufam, skąd to pytanie?- oburzyłam się. -No to skacz.- Powiedział, niepewnie. -Chyba cię coś boli kotku.- Rzuciłam nie wiedząc czy się śmiać z jego głupoty, czy z tego, że za każdym jego głupim pomysłem tak do niego mówiłam. Zapalił jakąś wielką latarkę, o bardzo mocnym świetle i spojrzał na mnie, następnie dodał. -Będzie bolało, i to dużo dużo bardziej, jeśli nie  przeprowadzimy tej rozmowy.- Powiedział bardzo stanowczym tonem. Spojrzałam na niego i zauważyłam jego wyraz twarzy. Za wszelką cenę starał się to ukryć, ale ten ból na jego twarzy aż raził. Zgodziłam się, widziałam, że coś go męczy. Przełożyłam nogę przez parapet, zamknęłam oczy,           skoczyłam. Zimny powiew wiatru uderzył mnie w twarz niczym wielka śnieżka podczas zimowych poranków. Lot był króciutki, nie zawiodłam się, złapał mnie bez problemu, ale że jest nieogarnięty, to już inna sprawa. Potknął się o jakiś korzeń i już leżeliśmy na ziemi. Ja się zaśmiałam, stopniowo zniżając ton śmiechu aż do bezgłośnego, gdy zauważyłam, że JEMU nie jest do śmiechu. Chciałam go pocałować, bardzo namiętnie, jak zawsze na powitanie, ale on przechylił głowę w inną stronę. Coś musiało być nie tak, od razu wstałam, on za mną. Nic nie mówiąc wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić przez dziką puszczę czarnej nocy. Powietrze stawało się z każdym krokiem coraz zimniejsze, w końcu moja szczęka zaczęła nerwowo chodzić w górę i w dół. Chłopak to usłyszał, zdjął swój swetr i nałożył na ciebie, całując cię w czubek głowy. Tak bez słowa, bez niczego, bez uczucia.... Zaszliśmy pod huśtawkę, rzadko tam bywaliśmy, a jak już, to przez coś dziwnego. Zaczęłam mieć dziwne przeczucia.
Siadł na huśtawkę, posadził mnie okrakiem na sobie. Spojrzał mi prosto w oczy, ale od razu odwrócił wzrok. Jego twarz wyrażała tyle bólu, a gdy ja jemu spojrzałam w oczy, zakręciła mi się łza. Nie widziałam jeszcze nigdy u nikogo tyle bólu, przerażenia, smutku... Zauważyłam łzę w prawym oku. Nie była to łza oznaki tego, iż jest słaby, tylko, że jest coś, z czym...... Z czym może sobie nie poradzić. Bałam się zapytać, bałam się w ogóle odezwać. Wtedy spojrzał na mnie. Pierwszy raz tej nocy spojrzał na mnie swoim przeszywającym wzrokiem. Objął mnie, złapał moją twarz w swoje obie, silne ręce. Złożył na moich ustach pocałunek. Zbyt namiętny, zbyt wiele było w nim uczucia, jak na nasze zwykłe całusy. Jego wargi były gorące, język namiętnie świdrował moje podniebienie. Zaparło ci dech w piersiach, on natychmiast, gwałtownie przerwał. Potrząsł głową, i chyba powiedział 'przestań', ale do siebie, bo zbyt cicho, aczkolwiek w głuchej ciszy ciemnej nocy słychać było nawet rytm jego serca. Ponownie ma mnie spojrzał i w końcu powiedział: [T.I.], wyjeżdżamy jutro, trasa, koncerty, nie____________ *zadrżał mu głos* Nie mam czasu na związek. Muszę całkowicie poświęcić się karierze, nie chcę cię już." Postawił mnie, pocałował mnie jeszcze raz w czoło, teraz bardziej 'bez uczuciowo'. Odszedł."

Zgięłaś i rzuciłaś gdzieś w czarny las swoją kartkę z pamiętnika. Wiedziałaś, że już na nic się nie przyda.

Nie chciałaś tego, mogłaś go powstrzymać, powiedzieć, gdyby.... Gdyby poszedł choć minutę później, on by nie nadjechał. Nie wyleciałby zza zakrętu, nie wyhamowując. "W ogóle, gdybym się nigdy nie urodziła, nie.... Nie doszłoby do tego" myślałaś. Każdego następnego dnia ta myśl chodziła ci po głowie, nawiedzało cię to w snach.

Tego też nie chciałaś. Chciałaś znów  go spotkać, wiedziałaś, że wciąż cię kocha. Dlatego tak go bolało, gdy mówił ci, że "już cię nie kocha".

"Idę do ciebie kochanie". Powiedziałaś zamykając oczy.
Wstałaś z ławki nad grobem TWOJEGO loczka. Twojego, już wkrótce na zawsze....
Krew płynęła strugami, przebiłaś tętnicę. O to ci chodziło,
Padłaś na ziemię, bezwładnie, nieruchomo leżałaś na coś, co było już nieuniknione. Na coś, co wreszcie zaprzestałoby twojemu cierpieniu....
"Kocham cię Harreh", powiedziałaś i twoje serce stanęło.






_______________________________________________

Dla Dominiki, która mnie nachnęła. Za cenne wskazówki, i w ogóle, że jesteś. <3 Xxxx

Trochę przeze mnie ukoloryzowana, aczkolwiek historia, która miała miejsce naprawdę, niecały rok temu. Dopiero teraz jestem w stanie jakoś normalnie o tym myśleć, czy pisać, więc powstało to.
X, wiedz, że pomimo tego, że znałyśmy się tylko przez internet, kochałam cię. Żałuję, że już cię przy mnie nie ma...


Nie chcę.........
Nie chcę o  tym wszystkim myśleć. O tym, co mnie do tej pory otacza. O tym, o ludziach, jak mnie traktują i postrzegają. Tak, jestem samotna, nie umiem już w pełni zaufać ludziom, zbyt wiele razy się zawiodłam...


piątek, 14 września 2012

Imagin dwudziesty dziewiąty~ Niall.

Ahhhh.... Londooooooooooon... *_____________*


Boks trenowałaś odkąd pamiętasz, miłością do niego zaraził cię twój tato, gdy miałaś jakoś z siedem lat. Tyle czasu trenowałaś, poświęciłaś temu całe swoje życie. Był całym twoim życiem. Lata treningów, współpraca z najlepszymi ludźmi na świecie doprowadziła do tego, do czego doprowadziła. Byłaś najbardziej znaną, rozchwytywaną i najlepszą bokserką na świecie. Latałaś wszędzie, do każdego zakątka świata na walki, wszystko oczywiście załatwiał twój tato, który był również twoim menagerem.
*Kilka miesięcy wcześniej*
Pewnego dnia siedziałaś w wannie, za chwilę miałaś wychodzić, gdyż za półtorej godziny miałaś trening, kiedy do drzwi łazienki nachalnie zaczął pukać twój tato z rozkazem, żebyś jak najszybciej wychodziła, bo ma ci coś ważnego do przekazania.  Wyszłaś i tato wręczył ci pewną kopertę. Była złota, napisana pięknym pismem, dość ciężka. Otworzyłaś jak najszybciej, było to zaproszenie na pewną światową galę. Byłaś nominowana w kategorii "The most beautiful boxer in the world", czy jakoś tak. Chciałaś to wyrzucić do kosza, ale twój tato się nie zgodził, powiedział, żebyś poszła. Choćby dla fanów. I tu był twój słaby punkt. Swoich fanów kochałaś nad życie, a miałaś ich bardzo bardzo wielu. Postanowiłaś iść na tą galę.
*TERAŹNIEJSZOŚĆ*
Właśnie w drodze na trening przypomniały ci się czasy z gali. Oczywiście wygrałaś statuetkę, do której byłaś nominowana, było ci niezmiernie miło, szczerze mówiąc się tego nie spodziewałaś. Ale nie to najbardziej utkwiło ci w pamięci. Siedziałaś tam koło zespołu One Direction, oczywiste było, że bez nich taka gala by się nie odbyła. Najbliżej ciebie siedział Niall Horan. Gadaliście długo, praktycznie przez całą galę, zaciekawił cię bardzo, nie miałaś na to nadziei, ale gdzieś tam, nieświadomie w głowie miałaś w myślach, że na tej gali się nie skończy. Niestety się zawiodłaś, nawet nie wymieniliście się numerami telefonu, ani nawet nie wcisnął głupiego przycisku 'follow' przy twoim profilu na twitter'ze. Co było dziwne, bo cała czwórka od razu po wyjściu z gali już się follow'ała. Właśnie dojechałaś na halę. "No, nic, trzeba żyć dalej, nie będę się przecież zadręczać myślami o gościu, którego widziałam raz w życiu i gadałam z nim jakieś trzy godziny" powiedziałaś do siebie. Weszłaś na ring i zaczęłaś trenować. Wciąż zadręczałaś się myślami o Nialler'ze, nie mogłaś sobie darować, że znów powraca ten czas, w którym większość czasu przeznaczasz na myślenie o NIM, przecież za tydzień miałaś walkę. . . .  Wieczorem poszłaś do wanny, wzięłaś długą i kojącą kąpiel chcąc zapomnieć o problemach życiowych. Wzięłaś telefon i zaczęłaś pisać z [I.T.BFF], którą znałaś od kilkunastu lat. Wiedziała o wszystkim, co działo się w twojej głowie, więc starała się praktycznie w ogóle nie mówić o chłopakach z 1D. Była ich zapaloną fanką, przed ową galą nawijała o nich przez 3/4 waszych rozmów. Nie przeszkadzało ci to, przecież musiała się wyszaleć i w ogóle, kochałaś ją za to, i za to pozytywne podejście do życia. Tak często dawała ci siłę. . . Mimo iż z pozoru twoje życie było sielanką i marzeniem każdej dziewczyny, w rzeczywistości wcale tak nie było. Oczywiście, nie mogłaś narzekać, przecież mogło być o wiele gorzej, aczkolwiek codziennie musiałaś się borykać z H8'ami. Dwa lata temu umarła twoja mama. Kiedyś miałaś do czynienia z psychofanem, który nie dawał ci żyć, w szkole też nie masz znajomych, wszyscy nie chcą się z tobą kolegować, ponieważ mają cię za pustą gwiazdeczkę. Oczywiście nie [I.T.BFF]. Właśnie przez rozmowy z nią jeszcze chodziłaś do szkoły, nie zaprzestałaś treningom. 
Gdy się tak relaksowałaś w tej wannie, przyszła do ciebie kolejna wiadomość od twojej przyjaciółki, jednak była ona dość dziwnej treści- "W TEJ CHWILI WEJDŹ NA TWITTER'A, NA KONTO @NiallOfficial!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!" Wiedziałaś, że nie pisze tego z byle powodu, nie chciała cię dobijać, więc skoro powiedziała, żebyś weszła, to musiało się coś stać. Pospiesznie otworzyłaś nową kartę na telefonie. To, co zobaczyłaś cię zamurowało, prawie wypadł ci telefon. Tweet Horan'a brzmiał "  Wszystkie bilety na walkę @ [ nazwa twojego twitter'a ] wyprzedane! Nie zdążyłem! #SoSad.... " a po chwili "DM bbe!", ale ten tweet po minucie został usunięty. Twoje mentions oszalały, ale nie zwracałaś na to uwagi. Weszłaś szybko w DM. "przepraszam, strasznie przepraszam, że tak jakby 'zerwałem' naszą znajomość. Stało się tak ponieważ. . . . Nie wytłumaczę ci tego teraz, może jak zechcesz, to kiedy indziej. Zostawiam ci mój numer, jakbyś kiedyś miała ochotę, to napisz- xxx xxx xxx.  Xxx" Od razu zobaczyłaś, że masz kilkadziesiąt nieodebranych od przyjaciółki, więc szybko do niej zadzwoniłaś i zrelacjonowałaś jej wszystko. Nie mogłaś uwierzyć, myślałaś, że to sen, ale nie, to nie był sen, gdy bo wciśnięciu zielonej słuchawki znów usłyszałaś ten kojący, męski głos. Nie mogłaś opisać słowami, jaką radość usłyszałaś w jego głosie, gdy się zorientował, że to ty. Powiedziałaś mu, żeby się nie przejmował walką, ma miejsce w pierwszym rzędzie i że serdecznie go zapraszasz na AfterParty < yep, istnieje takie coś. >. Zgodził się, nawet nie pozwalając dokończyć ci zdania. To było takie słodkie. 
*Dzień walki*
Niall przyszedł jako pierwszy ze wszystkich, jeszcze trwał twój trening. Usiadł i tylko się przyglądał, nawet się nie odzywał, ale jego twarz, jego oczy. . . Piękne, niebieskie, pełne optymizmu i radości oczy, które z lekka przykrywała długa, dziś nie postawiona na lakier grzywa. Jasne, beżowe spodnie z krokiem w kolanach idealnie dopasowały się do jego długich, męskich nóg, a pomarańczowy, obcisły sweterek pięknie pokazywał jego idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową i bicepsy. Śnieżnobiałe zęby, które dzięki aparatowi były praktycznie idealne proste, wygięte w nieustającym uśmiechu. "Przestań, nie masz szans, zresztą za chwilę masz tak ważną walkę" powiedziałaś sobie karcąc się w myślach. 

Kilka minut przed walką przyszedł, wręczył ci kwiatka, dał całusa w policzek i życzył powodzenia. Nie chciałaś się zbytnio nakręcać, ale dodało ci to więcej sił i odwagi.

Weszłaś na ring. Przedstawienie zawodniczek i pierwszy dzwonek. Spojrzałaś tylko na Niall'a, który wysłał ci serduszko zrobione z palców. Zaczęłaś walczyć. ON, ON dodał ci siły, ale. . . . Też trochę dekoncentrował. Gdy miałaś zadać ostateczny cios, ostatni raz na niego spojrzałaś. I wtedy..... Wtedy ty dostałaś, poleciałaś plecami na słupek ringu, nie był on z gumy, tak jak powinien być, był z jakiegoś metalu tylko przykrytego jakąś powłoką przypominającą gumę. 
Poleciałaś, ale nie przeleciałaś przez to, zatrzymałaś się na połowie. I wtedy... Wielkie, głośne "TRACH", natychmiast wezwano pogotowie, ale ty byłaś nieruchoma, sparaliżowana, bezwładna. Poszedł ci kręgosłup, ledwo kontaktowałaś, ale widziałaś, jak w karetce siedział Nialler. Jak głaskał cię po głowie, ale nawet tego nie czułaś, robił to tak delikatnie, bał się, żeby nic ci nie zrobić. Ale nawet byś tego nie poczuła, leżałaś jak manekin, aczkolwiek, rozsadzało ci głowę, to było jedyne miejsce, które czułaś i było to tak, jakby ból z calutkiego ciała skupiał się na głowie......
***
Urwał ci się film, przebudziłaś się dopiero w szpitalu, przez powieki, widziałaś, że już jest dzień. Nie miałaś siły nawet ich podnieść, ale słyszałaś wszystko, co się działo. Słyszałaś, jak na salę wszedł twój ojciec i przebudził kogoś z krzesła. Tak, był to ON. Twój ojciec powiedział coś takiego "Niall, proszę, idź do domu, prześpij się, weź prysznic. Ja przy niej będę, obiecuję, że nawet jeśli zmieni się jej tętno, od razu cię poinformuję. Nie możesz żyć już ponad tydzień bez normalnego snu, ani bez systematycznego jedzenia." Ah, więc byłaś w śpiączce, ponad tydzień, a ON wciąż tu był, cały czas... Chciałaś się ocknąć, powiedzieć mu, żeby się poszedł chociaż wyspać, ale nie miałaś na to siły, zakręciło ci się w głowie.
Usłyszałaś, jak Niall zerwał się na równe nogi i zaczął krzyczeć na całe gardło "LEKARZA! LEKARZA!" Twój ojciec wybiegł jak oparzony. Niall już płakał, chyba rzucił się do twojego łóżka, ale nic nie poczułaś. I dopiero wtedy się zorientowałaś. Słyszałaś jego krzyk, ruch lekarzy, ponieważ...... Ponieważ nie słyszałaś już tego ze szpitalnego łóżka. Słyszałaś to już z góry... Otworzyłaś oczy, dało się bez problemu.  Spojrzałaś na blondyna, faktycznie był ubrany dokładnie w to samo, co na twojej walce. Leżał tam, przy twoim zimnym już ciele, nawet się nie ruszał, jego ruch był tylko z powodu łez ciskających się do oczu. Zimnych, słonych łez żalu, bólu i tęsknoty. Nie chciałaś na to dłużej patrzeć. Z powrotem zamknęłaś oczy i położyłaś swoją niewidzialną, nieodczuwalną i niepostrzeżoną dłoń na jego głowie i wtuliłaś się w jego bezzapachowe dla ciebie ciało. 





______________________________

Przepraszam, dziwny. Ale się dzisiaj źle czuję, w ogóle wszystkie wspomnienia, wszystko, co miało miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat  wyszło dzisiaj z powrotem. Wszystkie wspomnienia, cały ból, wszystkie myśli. Mam nadzieję, że nie przełożyło się to AŻ TAK na ten imagin i nie wyszedł całkiem do bani. < Tak, mam niską samoocenę. Zawsze miałam i mieć będę. Nikt tego nie zmieni. >

Jutro pewnie rozdział na opowiadaniu, Opowiadanie o 1D.  

Dziękuję za uwagę i wsparcie. <3 Xxxxx

czwartek, 13 września 2012

Imagin dwudziesty ósmy~ Niall. <+18>



Szczerze mówiąc nie znałaś Nialla długo. Jakoś z rok, poznałaś go dzięki twojej dawnej dawnej przyjaciółce- Dan, coś, kiedyś, jakoś się spotkaliście wspólnie w czwórkę. Nigdy, nawet przez chwilkę nie żałowałaś, że go poznałaś. Od drugiego spotkania dogadywaliście się jakbyście znali się kilkanaście lat. Wspólnie spędzaliście coraz więcej czasu, dzwoniliście do siebie codziennie po kilka razy dziennie. 
W końcu . . . Zorientowałaś się, że zaczyna on być dla ciebie kimś więcej niż tylko najlepszym przyjacielem. Bałaś się tego, od początku się tego obawiałaś. Nie chciałaś psuć tego, co było między  wami, ponad to, wiedziałaś, że on nigdy nie pokocha takiego ziemniaka, jakim jesteś ty. "Za wysokie progi kochanie" powtarzałaś to sobie każdego dnia. 

Impreza-niespodzianka na urodziny Dan. Oczywiście zorganizowana przez nikogo innego, jak samego Daddy'ego. Długo nie wiedziałaś, w co masz się ubrać, jednak to był najmniejszy problem, nie zawracałaś sobie tym głowy. W głowie miałaś zupełnie co innego, mianowicie, co powiedzieć temu słodkiemu, irlandzkiemu chłopcu, żeby go nie zranić, choć cały czas myślałaś, że nawet zbytnio się tym nie przejmie. Zajrzałaś do garderoby- swojej, mamy i siostry. Od każdej wzięłaś jedną rzecz, wydawało ci się, że nie jest źle. Długie, czarne, lateksowe leginsy, do tego czarna, obcisła bokserka i jaskraworóżowe szpilki. Nie najgorszy zestaw. ;-) Włosy musiałaś wyprostować, nie dość, że byłaś podobna do Danielle, to jeszcze włosy tak samo ci się układały. Makijaż, długo się wahałaś, czy ma być wieczorowy, czy dziewczęcy, zdecydowałaś się w końcu na najzwyklejszy, prosty, a zarazem dość ostry, wyszedł ci magicznie.
Jeszcze tylko kopertówka i już mogłaś wychodzić, postanowiłaś, że w drodze poukładasz sobie wszystko, całą rozmowę, jaką zamierzasz przeprowadzić z Horan'em. Wyszłaś, zamknęłaś dom, zeszłaś po schodach, wzięłaś do ręki telefon, by sprawdzić po raz ostatni jak wyglądasz. Ruszyłaś w kierunku postoju taksówek, nie zwracając uwagi na otaczającą rzeczywistość. Po chwili marszu podbiegł ktoś do ciebie i złapał cię od tyłu w talii. Przestraszyłaś się, ale już wiedziałaś kto to, poczułaś go- twój narkotyk. Przywitał cię zwykłym, pewnie nic nie znaczącym dla niego całusem i zapytał dokąd się tak spieszysz, że nawet przyjaciół nie poznajesz. Przeprosiłaś go i powiedziałaś, że byłaś zajęta, pokazując mu telefon. Odparł, iż ci wybacza i zaprasza do samochodu. Zgodziłaś się, i tak nie miałaś innego wyboru. "no, to z pewnością ustalę sobie dzisiaj wszystko, co mu powiem" myśląc o tym trochę posmutniałaś, ale nie dałaś tego po sobie poznać.
Zajechaliście pod klub, Niall jako gentelman pomógł ci wysiąść. Weszliście razem, a od razu przy wejściu masa paparazzi'ch zrobiła wam razem zdjęcie. Poczułaś się dość dziwnie, gdyż nie byliście razem, a to zdjęcie obiegnie cały świat najpóźniej w godzinę. On, jakby czytał ci w myślach powiedział, żebyś się nie przejmowała i wziął cię pod rękę. Weszliście.
Od razu dorwałaś Dan, ale miała ona dla ciebie tylko trzy minuty, więc powiedziałaś, że później pogadacie, macie sobie za dużo do poopowiadania jak na trzy minuty. Poszliście się po protu bawić, uciec od problemów codzienności. Pierwsza godzina, druga. . . . Drink 5, 10, piwo 1, 2, 4.... Najebaliście się w trzy dupy, ledwo chodziliście. Znaczy ty ledwo chodziłaś, Horan już spał gdzieś na kanapie. Położyłaś się obok niego i również zasnęłaś, on natychmiast cię objął.

Przebudziłaś się. Wszyscy się jeszcze bawili, a na dworze było strasznie ciemno. Wywnioskowałaś, że długo nie spałaś. Niall przebudził się w wyniku twojej pobudki. Powiedziałaś, żebyście dalej szli się bawić. Wytrzeźwieliście na tyle, żeby normalnie chodzić i kontaktować. Nie było źle. Jednak te procenty były... Pod ich wpływem, przy jakiejś piosence z podtekstami, które wszystkim kojarzyły się z jednym, zaczęłaś tańczyć z blondynkiem. Zmęczyliście się, więc znów poszliście na kanapę, dołączyliście do reszty chłopaków. Nie miałaś już miejsca, więc bez większego zastanowienia siadłaś Irlandczykowi na kolanach. Lekko podskakiwałaś w rytm muzyki i zatopiłaś się w rozmowie z przepiękną narzeczoną Liam'a. Po chwili Nialler gwałtownie wstał, łapiąc cię, żebyś nie upadła. Powiedział, że musicie iść potańczyć, lubi ten kawałek. Zaprotestowałaś, że dopiero usiedliście, poza tym, gadasz z Danielle. Powiedziałaś, niech poprosi inną dziewczynę. On tylko wziął cię na ręce, przeprosił towarzystwo, i wydawało ci się, że puścił oczko Louis'owi, ale nie miałaś pewności, więc puściłaś to w niepamięć.Przeszliście pierwszy róg sali, drugi. . . . Powiedziałaś, że jest sporo miejsc do tańczenia, może cię już postawić. Ale w końcu wyszliście z budynku, coś ci nie grało. Poszliście tylnym wejściem na parking. Stał tam van chłopaków, ale ten najwyższy i największy jaki mieli. Przed drzwiami samochodu Niall oparł o nie swoją rękę całkowicie zagradzając ci przejście, i jakąkolwiek możliwość ruchu. Spojrzał ci w oczy i powiedział, że zawsze chciał to zrobić. Z tobą. Odkąd cię poznał, nie mógł już wytrzymać, ale bał się, że tak piękna kobieta nawet nie zwróci na niego swojej uwagi. Bojąc się odpowiedzi i nie dając ci dojść do słowa od razu zamknął ci usta pocałunkiem. Nie wiedziałaś co masz zrobić, zresztą nie miałaś innego wyjścia~ odwzajemniłaś pocałunek. Weszliście do vana ciągle namiętnie się całując, wszędzie było ciemno, więc nikt nie miał szans wasz zauważyć. Samochód miał szyby przyciemniane w najwyższym stopniu, więc nawet najostrzejsze światło nie miało szans się przebić na zewnątrz i pokazać, co dzieje się w van'ie. 
Nie miałaś czasu na żadną grę wstępną, za bardzo go pożądałaś, od razu ściągnęłaś mu koszulkę. Właściwie, to ją zerwałaś, ale on nie pozostawał dłużny, więc byliście kwita. Jak najszybciej zdjęłaś mu bokserki, jego przyjaciel był naprężony i twardy jak skała, a ty nie chciałaś przedwcześnie kończyć zabawy, więc nawet się nim nie zajmowałaś. Przejechałaś tylko raz ręką w górę i w dół, a pod wpływem dotyku twojej ciepłej ręki Niall aż zadrżał. To było to, więcej nie było ci potrzebne, nie mogłaś już wytrzymać. Rzuciłaś się na niego z namiętnym pocałunkiem, gdy on w momencie całowanie ciebie, wszedł w ciebie. Wtedy zadrżeliście oboje i tylko się zaśmialiście. Pieprzył cię dobre trzydzieści minut, darłaś się jak szalona, zapewne przebijałaś muzykę w klubie, ale w tym momencie cię to nie obchodziło. Byłaś w niebie. Ze swoim bogiem, nic więcej mogło nie istnieć. Twój bóg się zmęczył, postanowiłaś teraz to ty popracować, aczkolwiek chciałaś sprawić mu jeszcze trochę przyjemności. Wzięłaś jego penisa do ręki i energicznie posuwałaś ręką w górę i w dół. Po chwili przyłożyłaś swój gorący język i namiętne usta. Znów przeszedł go dreszcz i wyszeptał "Kocham cię, nawet nie wiesz jak bardzo". Przerwałaś, ale dosłownie na ułamek sekundy, zobaczyłaś, że bardzo się przestraszył tego, co mu się wyrwało, więc udałaś, że nie słyszałaś. Dalej bawiłaś się jego penisem. On tylko mruczał, albo jęczał. No która dziewczyna nie byłaby z siebie dumna, gdy taki tam Niall Horan uprawia z nią seks? Ty byłaś. Znów na nim usiadłaś, widziałaś, jak cieszą mu się oczy, i jak w oczach widać było pożądanie, gdy tylko spojrzał trochę niżej niż twoja szyja. Już nie mogłaś wytrzymać, krzyczałaś i ujeżdżałaś go jak szalona, po chwili doszłaś. On jeszcze na chwilę 'przyssał' się do twojego skarbu i zrobił coś, przez co totalnie odleciałaś. Otrząsnęłaś się dopiero po kilku minutach i patrząc na jego uśmiech dokończyłaś wszystko swoimi ustami. Po chwili leżeliście wtuleni w siebie, oboje cholernie dumni, że potraficie doprowadzić kogoś, kogo kochacie do takiego stanu. Zaczęliście rozmawiać, długie dyskusje, jak zawsze, 
kiedy drzwi od vana się otworzyły. Wszedł Louis, a wy...... Zamarliście, bo po co się ubrać, nie? On, jak gdyby nigdy nic, jeszcze rozweselony, zero zawstydzenia rzucił, że za dwadzieścia minut przyniosą resztę chłopaków, niestety oni nie dadzą rady iść samodzielnie. Ogarnęliście się nadzwyczaj szybko, zaczęto odwozić was do domu. W ciszy, wtuleni w siebie rozmyślaliście, zapewne o tym co się stało dzisiaj i co będzie dalej. Po chwili -Ja również, kocham cię, nawet nie wiesz, jak bardzo.- Zacytowałaś go i dałaś buziaka prosto w usta. Harry tylko powiedział "ooo, braw.........", opadła mu głowa, i zasnął. 
Rok później chodziliście już na spacery z pięknym chłopczykiem, owocem, waszej wspólnej miłości i pamiątką tej niezapomnianej nocy. 



_________________________________________

Wow, sorry, chujowy, nie? xDDDD 

Piszę z Niallerem, gdyż. Ma dziś urodziny, zresztą.... Sami go wybraliście. :3 Może nie w komentarzach, tylko pisaliście do mnie w większości na twitter'ze, ale co ja poradzę na to, że nie umiecie czytać ze zrozumieniem.

Wiem, że i tak tego nie przeczytasz, więc.... Powiem tylko jedno. Chcę, żebyś był szczęśliwy, sexy Horan. 


Czytam = komentuję, ok? *-* Strasznie zależy mi na waszej opinii. <3 Xxx

Jeszcze jedna sprawa. Dostaję bardzo dużo hejtów w sprawie tego bloga, nawet na nie nie odpisuję. Wiem, wiem, mam się nie przejmować, i się nie przejmuję, ale jeśli tak dużo się tego czyta, 
 to ma się coraz większe wrażenie, że jest się beznadziejnym.... Myślałam nad usunięciem.

Gorączka nie ustaje.... :'C #Sad

A tak poza tym, to dziękuję wszystkim, że jesteście. ♥ #MuchLove. Xxxxxx

+MOJE OPOWIADANIE. :3 NA RAZIE JEST PIERWSZY ROZDZIAŁ, ZAPRASZAM. :) Opowiadanie o 1D. 

 

Werson~ głosowanie. Xxx



No, zabawa sprzed dwóch dni. WSZYSTKO wymyślacie SAMI, ja tylko piszę. :3



Dziś imagin ma być romantyczny/ smutny/ smutny ze szczęśliwym zakończeniem/ szczęśliwy ze smutnym zakończeniem < czyli po prostu smutny xd >/ +18/ mało realny?/
inne propozycje?

+ Z kim?
Zayn/ Hazza/ Nialler/ Liam/ Loui?


+Jak już wybierzecie, napiszcie jakie okoliczności. Jak ma się to odbywać, bla bla. :d
Na przykład, "+18, Lou, wracając z dyskoteki wylądowaliście w łóżku". 

Coś na tej zasadzie. ;) 

Jeśli nie będziecie pisać, to dziś w ogóle imagina nie będzie.
Zaczynam go pisać dopiero, jak będzie minimum 6 komentarzy, jakoś to ze sobą połączę. 

Pozdrawiam. < znowu mówię jak jakiś ufo O.o xDD >


GŁOSUJEMY DO 17.50. Xxx




środa, 12 września 2012

Imagin dwudziesty siódmy~ Lou.


To była już dziewiąta godzina lekcyjna, miałaś już dość, ponad to, miałaś gorączkę, ale wychowawca nie chciał cię zwolnić. Teraz miał być W-F... Nienawidziłaś go, wiedziałaś, że już będziesz miała kolejną jedynkę za nie wykazywanie chęci do ćwiczeń, ale waliło cię to, źle się czułaś. 
Nie ćwiczyła jeszcze tylko jedna dziewczyna, ale nawet z nią nie rozmawiałaś, ona była dziwna, takie typowe emo. Siadłaś jak zwykle, na starych, betonowych i nie używanych stołach do tenisa stołowego. Założyłaś słuchawki, puściłaś Green Day. Zamknęłaś oczy i zatopiłaś się w słowach lecących z słuchawek. Rozmyślałaś nad przyszłością, jak potoczy się twoje życie, kiedy w ostatnim momencie dziewczyna-emo siedząca obok ciebie przechyliła twoim ciałem w bok. Szybko otworzyłaś oczy i wyjęłaś słuchawki. Piłka lekarska leciała prosto w twoją głowę, ale dzięki "koleżance" uderzyła cię tylko w nogę. Spojrzałaś na nią ciepło i podziękowałaś. Tylko się uśmiechnęła i kilka sekund po tym przybiegł chłopak. 
Najpierw się rzucił się do ciebie, że na jakiej planecie żyjesz, przecież wszyscy krzyczeli, a ty nawet nie drgnęłaś. Następnie rzucił, tak cholernie ciepło i słodko, że tym cię urzekł, "Ale nic ci nie jest?". Powiedziałaś, że nie, ale zakręciło ci się w głowie, chyba od gorączki. Wuefista powiedział, że natychmiast idziesz do higienistki, i bez dyskusji. Niebieskooki chłopak powiedział, że ci pomoże. Od razu odburknęłaś, że poradzisz sobie sama, ale w tym momencie zachwiałaś się. "Cholera-.-", pomyślałaś. Przeszliście przez drzwi od szatni i chłopak od razu wziął cię na ręce. Kiedy oburzona spytałaś się go co on odpieprza odpowiedział, że na pewno boli cię noga od uderzenia piłką. I pocałował cię w czubek głowy. Powiedziałaś, że prawie cię nie boli, po czym zaczęłaś się szarpać i dodałaś -Dostałam w nogę, nie w głowę. Nie jestem pierwszą lepszą niunią jak te plastiki i ty jako przystojny baseballista nie zdobędziesz mnie. -oburzyłaś się ponownie. -Tak łatwo-. Dodałaś nieco zawstydzona, już dużo ciszej. Najwidoczniej to usłyszał, gdyż mimowolnie się uśmiechnął, ale nic nie powiedział. Nadal nie wypuścił cię z rąk. Pomimo twojego szarpania, krzyków i gróźb. Po drodze na korytarzu usłyszał twój krzyk dyrektor. Podszedł i spytał co się dzieje. Chłopak opowiedział mu co się stało, dostał od dyrektora pochwałę i powiedział, żeby jak najszybciej donieść cię do higienistki. Nie miałaś innego wyjścia, zarzuciłaś focha i się nie odzywałaś. Odstawił cię po same drzwi, a ty powiedziałaś mu, żeby już spadał, i weszłaś. Wyszłaś po jakichś piętnastu minutach. Dostałaś okład, coś przeciwbólowego i przeciwgorączkowego. Wyszłaś- on nadal tam był. Siedział i się szczerzył. Od razu wstał i spytał jak się czujesz. Zaczęłaś iść nie zwracając na niego uwagi. Dochodziłaś do drzwi od szatni wychodzących na boisko. Podparł się ręką i spytał dokąd się tak spieszysz. Nie czekając na odpowiedź powiedział "Ja jestem Louis. Louis Tomlinson i chodzę do klasy 1d, miło cię poznać. [T.I.]." Następnie pocałował cię w policzek. Wkurzyłaś się, i to cholernie, zabrałaś jego rękę i jak najszybciej wybiegłaś na boisko i wróciłaś na stoły, żeby w końcu się odczepił. Co on sobie myśli, to, że chodzi do LO i jest rok starszy to jeszcze nic nie znaczy. Ale siedziałaś tam i myślałaś, kiedy podszedł do ciebie i poprosił cię, żebyś popilnowała mu iPhone'a. Wzrok większości chłopaków i wszystkich plastików skupił się właśnie na tobie, nie mogłaś odmówić, więc go tylko wzięłaś, nawet nie patrząc na Louisa i rzuciłaś na stół obok swojej torby. Ponownie włączyłaś odtwarzacz, ale już nie mogłaś totalnie odpłynąć. Gdy widziałaś wzroki tych wszystkich różowych dziuniek po tym, jak dostałaś JEGO telefon, to myślałaś, że powyrywają ci włosy. Tylko dziewczyna z równoległej klasy, ta, która cię "uratowała" powiedziała, że jej...... BRAT jest bardzo fajnym kolesiem i że nie warto go skreślać tylko z tego powodu, że lubi "fajne dupy". Chwilę się nad tym zastanowiłaś. Przez cały wf prężył się, uśmiechał, ściągał koszulkę i.. ten pisk, gdy to zrobił. Aż było ci niedobrze. Nie odwzajemniałaś żadnego uśmiechu. Po WF'ie wciąż się do niego nie odzywałaś. To, że lubi laski, nie znaczy, że jest bogiem i każdą może całować kiedy tylko mu się spodoba.
Następnego dnia, gdy wychodziłaś po lekcjach czekał na ciebie przy barierce. Zignorowałaś go, więc postanowił chyba się nie narzucać. Ale sytuacja powtarzała się codziennie. Przez tydzień, miesiąc. W końcu po półtora miesiąca postanowiłaś, że jedna randka jeszcze nikomu nie zaszkodziła......

Po pół roku waszego związku wrobiłaś go w pewien TalentShow, zwanym X-Factor..........

_____________________________







 OMG, jaki żalowy, nie umiem pisać. :c, xD

Imagin bardzo ukoloryzowany, ale w pewnym stopniu oparty na faktach pewnej dziewczyny o imieniu Kat... <33

Przepraszam, tak strasznie źle się dzisiaj czuję... :c I mam jeszcze nauki od chuja i ciut ciut, ale mam nadzieję, że choć trochę wam się podobało. Zmusiłam się i napisałam go dla was. <3


+Ogłoszenie parafialne. 
Jutro znów chcę zorganizować taką "zabawę" jak wczoraj. W sensie, że sami WSZYSTKO wybieracie, ja tylko piszę. :d  Jest ktoś, kto  by się na to pisał? :3 Odpowiedzi w komentarzach. ;) 

Dziękuję za uwagę, za czytanie i w ogóle za komentowanie. Za to, że jesteście. <33

// www.facebook.com/quizy.onedirection.7 ~ możecie dodawać do znajomych, jestem tam adminką. ;3 

Czytam = komentuję, ok? ^^

++ <xd> Zastanawiam się nad nowym tłem na bloga, małej zmianie. Co wy na to? :)
No bo ten blog nie jest dla mnie, chcę, żeby wszystkim się jak najbardziej podobało.


_____________________________
 MOJE OPOWIADANIE. :3 NA RAZIE JEST PIERWSZY ROZDZIAŁ, ZAPRASZAM. :) Opowiadanie o 1D. 

HAHA. CHYBA NAJDŁUŻSZE INFO ODE MNIE, POD IMAGINEM. SORRY. xD <3