sobota, 15 grudnia 2012

Imagin czterdziesty siódmy~ Hazz. <+18> +ZABAWA.



Ciepłe, sierpniowe popołudnie.  Siedziałaś sobie na parapecie. W ręku miałaś kubek kawy, a w uszach słuchawki. Oczywiście leciały piosenki One Direction. Znałaś tych chłopaków odkąd pamiętasz. Od piaskownicy chyba. Każdego. Każdego i na wylot. Jednak po ich debiucie w X-Factor, Wasze kontakty się trochę zmieniły. Nadal się spotykaliście, śmialiście, wygłupialiście. Lecz nie było to to samo. Duuużo rzadziej się spotykaliście. Wiedziałaś, że oni mają koncerty, wywiady, krótko mówiąc taka była ich praca… Ale to tak bardzo cię bolało…
Siedząc na tym parapecie wzięłaś do ręki swojego iPhone’a  i weszłaś na Twitter’a. Miałaś jedną prywatną wiadomość. Była od Hazzy. Taak… Harry. To z nim od początku najlepiej się dogadywałaś. To właśnie jego brakowało ci najbardziej. Oczywiście, wszystkich kochałaś tak samo mocno, jednak przy Harrym czułaś się troszeczkę inaczej . Była to wiadomość  o treści „Wyjrzyj przez okno, małpko. J”  Nie zwracałaś uwagi na to, co jest za oknem. Byłaś bardzo zamyślona. Po tej wiadomości serce zaczęło ci szybciej bić, choć nie robiłaś sobie większych nadziei. Chłopaki nadal byli przecież w USA.  Ale wyjrzałaś. Trochę cię zamurowało.. Przed twoim oknem stali chłopcy. Prawdziwi, w realu. Zbiegłaś szybko na dół. Nie do końca mogłaś uwierzyć w to, że przyjechali, ale uwierzyłaś po tym, jak wtuliłaś się w ramiona chłopaków. Zapytałaś, co oni tu robią. Zayn odpowiedział Ci, że się za Tobą stęsknili i nie chcieli czekać dwóch miesięcy, żeby się z Tobą zobaczyć, a, że mieli teraz półtora tygodnia wolnego, postanowili przyjechać do Ciebie. Zrobiło ci się tak bardzo miło.. Dowiedziałaś się, że macie tydzień. Calutki tydzień, tylko na wygłupy waszej szóstki. Oczywiście pierwsze pytanie Nialla zaraz po tym, jak się przywitaliście brzmiało „czy twoja mama zdążyła ugotować już coś dobrego..?” *Przeszukiwał ci  całą kuchnię*. Powiedziałaś, że w lodówce masz jedzenie przywiezione z Nandos Zaraz po tym, jak chłopaki się rozpakowali, Lou zaproponował wieczorem kolację. Przystałaś na ten pomysł. Cała czwórka poza Harrym powiedzieli, że jadą po zakupy. Dość cię to zdziwiło, bo przecież po co aż czwórka chłopaków ma jechać na zakupy na kolację. Gdy o to zapytałaś, jakoś się powykręcali, a ty nie przywiązałaś do tego większej uwagi. Pojechali, wrócili jakoś za trzy godziny. Ty w tym czasie poszłaś do łazienki, przecież przyjechał Harry. On został i oglądał telewizję. I oczywiście przeszukiwał ci laptopa, jak zawsze. Żartował, że sprawdza, czy jego młodsza „siostrzyczka” nie ma przypadkiem na komputerze jakichś pornosków, czy czegoś tam. Byłaś w łazience, wzięłaś szybki prysznic i umyłaś włosy. Szybko je wyprostowałaś i zrobiłaś lekki, ale bardzo stylowy make-up.  Założyłaś luźną bokserkę z motywem flagi UK. Do tego jeansowe szorty. Kilka dodatków. Użyłaś najlepszych perfum. Zeszłaś na dół. Chłopak tak słodko wyglądał jak ze skupieniem siedział w twoim laptopie. Gdy Cię zobaczył, na chwilę go zamurowało, ale nie chciał tego okazywać, więc szybko rzucił coś w stylu „fajne buty”. Nosił bardzo podobne, ty o tym wiedziałaś, dlatego tyle ich szukałaś, ale zapomniałaś o tym, że masz je na sobie. Harry miał ich nigdy nie widzieć, mógłby sobie jeszcze coś pomyśleć. I tak pewnie tak się stało… Dochodziła 22, a chłopaków z jedzeniem nie było. Coś ci nie grało. Zeszłaś na dół i zaczęłaś rozmawiać z Harry’m. O wszystkim. O koncertach, o fankach, o tym jak to jest. O życiu. W pewnym momencie, pierwszej odkąd przyjechali głupiej ciszy <Hazza się zamyślił> przerwał milczenie i powiedział Ci, żebyś poszła się przebrać. Nie bardzo wiedziałaś o co chodzi, a chłopak powiedział Ci, żebyś poszła się przebrać. Że zabrudziłaś się colą, czy coś. Nie byłaś nigdzie brudna, ale skoro chłopak nalegał, to poszłaś. Założyłaś tylko inną bokserkę. Zeszłaś na dół i trochę cię zszokowało.  Harry wszędzie porozstawiał świece, porozsypywał płatki czerwonych róż. Nie zdążyłaś zapytać, o co chodzi, zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłaś otworzyć. W drzwiach stał dostawca pizzy. Na pizzy był liścik o treści „ smacznego, miłej zabawy.! J LLZN.” Poszłaś do Harry’ego, a on powiedział Ci, że czekał na to już dawno, ale przez trasę wszystko się opóźniło i pozmieniało.  Przyciągnął cię do siebie i  mocno, namiętnie pocałował. Przez chwilę przeszła ci przez głowę myśl, że to wszystko może zniszczyć waszą przyjaźń. – Pierdolę to.- pomyślałaś. Przecież to twój mały Haroldzik. Kochałaś go, teraz wiedziałaś to już na pewno. Odwzajemniłaś pocałunek. Wtedy poczułaś, że chłopak trochę bardziej się rozluźnił. Całowaliście się dobre 10 minut, kiedy twój mężczyzna postanowił wziąć się, za następną część „zabawy”. Przeniósł cię na kanapę. Nie przestając całować. Ściągnął z ciebie koszulkę i spodenki. Nie pozostałaś mu dłużna. Ściągnęłaś z niego koszulkę. A właściwie to ją z niego zdarłaś. Nie było już czego później ratować. Mina chłopca w tym momencie była bezcenna. I do tego ten specyficzny ruch brwią. Napaliło cię to jeszcze bardziej. Harry chciał się tobą zająć, ale postanowiłaś, że teraz to ty się nim zajmiesz. Dobrałaś się do jego tygryska. Tak naprawdę czekałaś na to już od jakichś 2-3 lat. W sumie NIGDY nie myślałaś, że dojdzie do tego; że nie będziecie już tylko przyjaciółmi. Ale to nie zmieniało faktu, że Harold był nieziemsko przystojny. Tak. Wreszcie mogłaś pokazać, na co cię stać. Ssałaś, pociągałaś, obciągałaś. – Nazywaj to sobie jak chcesz.- pomyślałaś. – Ja i tak wiem, że robię mu loda. Kurwa, przecież to Harry, Harry z One Direction.- ojj.. Teraz to cię podnieciło. Zaczęłaś się bawić jeszcze szybciej i dokładniej. Słyszałaś pomruk podniecenia swojego partnera. To było takie słodkie. Był taki niewinny. Taki… Spokojny. Dobra, nie chciał już nic nie robić. Wziął cię, przerzucił na łóżko tak, że teraz on był na górze.  Zaczął cię całować. Najpierw po szyi, potem dotykał twoich piersi. Ssał je, lizał, przygryzał. Potem zszedł niżej, na brzuch. Jego pocałunki po twoim brzuchu doprowadzały cię do szaleństwa. Zawsze o tym marzyłaś, choć nie byłaś do końca tego pewna, przecież traktowałaś go bardziej jak starszego brata. W tym momencie cię to nie obchodziło. Liczyło się tylko to, że on jest. Jest tak blisko i jest taki realny.. W końcu zbliżył się do twojego „skarba”. Jak się przyssał… Nie mógł przestać. Całował cię, ssał, lizał, jego język był jak łuparka świdrowa. Postanowiłaś to  w końcu przerwać, zanim dojdzie do czegoś, czego oboje jeszcze nie chcieliście. Harry „odessał” się od ciebie. Wstał, pomasował jeszcze chwilkę swojego przyjaciela i wszedł w ciebie. Najpierw lekko, delikatnie, swobodnie, powoli. Zaczął przyspieszać. Pieprzył cię jak szalony, a ty tylko krzyczałaś na cały dom. Darłaś się, „ mocniej.. moooooocniej, Harry. Tak. Taaak.” Chciałaś się jeszcze chwilkę potem pozabawiać, więc ustaliliście pozycję 69. To był najlepszy wybór. Bo 30 minutowej zabawie w pozycji sześć na dziewięć ustaliliście pozycję na mnicha. Nie było wam zbyt wygodnie. Chciałaś na jeźdźca. Przodem do Hazzy. Było mu to baaardzo na rękę. Nie dość, że nic nie robił, to jeszcze patrzył na ciebie. Tu i ówdzie. I widział twoje falujące piersi. Widziałaś cholerne pożądanie w jego oczach. W tym momencie obudziło się w tobie coś, czego nigdy nie czułaś. Przemieniłaś się w całkiem kogoś innego. Wstąpił w ciebie jakiś demon. Zaczęłaś po nim skakać jak szalona. Policzkowałaś go lekko, ale.. Zauważyłaś, że to mu się podoba. W  oczach miał jeszcze większe pożądanie. Nigdy u nikogo takiego nie widziałaś… Zeszłaś z niego na chwilę, pobiegłaś na górę. Wyjęłaś pewne zabawki… Harry na początku się przestraszył, później łobuziarsko uśmiechnął. Ale był zdziwiony i spytał, skąd jego „młodsza siostrzyczka” posiada takie rzeczy. Odpowiedziałaś mu, że dostałaś od koleżanki na 16ste urodziny. Tylko puścił oczko. Mięliście żel erotyczny, mini bicz, kajdanki… Harry poszedł na pierwszy ogień. Przypięłaś go do kanapy. I już mogłaś robić z nim co chcesz… Później zamiana ról, a potem znów ostry, dziki seks. Ostatnie poprawki, pchnięcia i doszliście. Najpierw Hazza, potem Ty. Opadliście bez sił na łóżko. Przespaliście się godzinkę i poszliście wziąć prysznic. Nie bez tego.. Ale to trwało tylko chwilkę, więc szybko wyszliście z kabiny. Szliście nadzy przez dom, bo z ubrań nie było już czego zbierać. Gdy byliście w salonie, do domu weszli chłopaki. Lou powiedział tylko, że „oupsss.. My chyba nie w porę.. :D” Ale powiedzieliście, że już ok. i poszliście się szybko ubrać. Niall’a to chłopaki musieli wnosić, a Zayn ledwo mówił. Pomyślałaś, że oni też nieźle się bawili. Położyliście się razem. Powiedziałaś  tylko, że było cudownie, a Hazza dodał, że będzie tutaj jeszcze caaaałe sześć dni. Poczym łobuziarsko się uśmiechnął i dał ci buziaka w czoło. Bardzo szybko usnęliście. Rano obudził cię bardzo czułym „Dzień dobry, kochanie.” I namiętnym całusem. 



___________________________________

Boże, 50 000 wyświetleń. Boże, nie wierzę. Jezu. Chryste. Bogu. Nie no, bez kitajcu. Przylazłam tu w lipcu, licząc góra na z 5 tysięcy wyświetleń,  przez cały okres, jak będę tego bloga prowadzić, a tu przez pięć miesięcy 50 tysięcy. Nie wierzę. :')
Serio, wchodzę tu wczoraj w nocy, przez telefon <wybaczcie, sprawy osobiste, nie mogę powiedzieć, dlaczego tak rzadko bywam, nawet przy kompie> i 52 000 i takie: JEZU. :OO <3. 

Magiczne uczucie. *o*
Wiem, byłoby więcej, jakbym tu codziennie wchodziła, ale zrozumcie, naprawdę nie mogę. :<

A teraz, z racji tego, tych 50 000 mam dla was zabawę. :3 
Ten imagin... Ma coś. Jest inny.. Znaczy... Nie tyle inny, co.. No kurde, COŚ. Podpowiem, że dla "stałych czytelników" będzie to mniejszy problem. 
Pierwsza osoba, albo, jeśli chociaż jakaś taka będzie, że ZGADNIE O CO MI CHODZI Z TYM IMAGINEM, poproszę ją o podanie swojego TWITTERA I BLOGA, TUMBLR'a bądź cokolwiek tam sobie zechcecie. BĘDĘ TO WYŚWIETLAĆ NA SWOIM BLOGU PRZEZ 10 NOTEK/imagin ów+ codziennie przez 10 dni będzie shoutout na moim twitterze. < @MyHeroHarreh >
 CO WY NA TO? :3
KOMBINUJCIE, PRÓBUJCIE, NAJWYŻEJ NIE WYJDZIE, ALE WARTO SPRÓBOWAĆ. :)
Wiem, że trochę kiepska nagroda, ale zawsze coś. :)
Zapraszam do udziału! :D

Naprawdę, pomimo, iż was nie znam, to tak bardzo kocham, tych moich "czytelników". <33 
Buziak. Xxxxxx

wtorek, 27 listopada 2012

Imagin czterdziesty szósty~ Lou.


the translate is in the "hidden" 
strap on the right side. C: Xxx




*Lou*

Friday, 25.09.2010
" O matko, koncert był niesamowity! Fani tak cudownie się bawili...
Obyło się bez tych cholernych bójek, nieprzyjemności i wszystkiego.
Po prostu. Koncert.
Magia.

Wszedłem za kulisy, ogarnąłem się, napiłem i pogadałem trochę z chłopakami.
Poszedłem do Lou, by zdjęła mi tę tonę pudru z twarzy. Spytała jak koncert, opowiedziałem jej, że mega, wymieniliśmy ze sobą kilka zdań, taka tam przyjacielska pogawędka.

Potem poszedłem... Gdzie ja poszedłem? Ah, tak. Coś zjeść, pod koniec koncertu zrobiłem się strasznie głodny. ale... HA HA HA. Tak, tylko co podszedłem do lodówki- była pusta.
-Niall debilu! Oddawaj połowę lodówki!- krzyknąłem na całe gardło. -Emmm.. Sorry, za późno..- odkrzyknął blondyn z pełnymi ustami.
Super, nie dość, że { twoje imię } tutaj nie było, to jeszcze nawet nie miałem co zjeść! Poszedłem do Paula i poprosiłem, żeby mi zamówił pizzę, nie chciałem jeść niczego z cateringu.
Następnie poszedłem wziąć szybki, zimny prysznic, cały się kleiłem od tego potu, nienawidzę tego uczucia. Z łazienki właśnie wychodził Zay z Harrym, mieli mokre włosy i w ogóle wyglądało, jakby się kąpali, co jest dziwne, czyżby brali razem prysznic? Eh, nie teraz, teraz nie miałem ochoty się z nich nabijać, nie byłem w humorze, { twoje imię } nie było teraz ze mną.
Przeszedłem przez cały hol, korytarz, wąskie korytarze, salę, halę i jeszcze nie wiadomo co, tylko po to, żeby wziąć gatki do kąpieli, a następnie wracałem z powrotem tą samą drogą. W tym momencie było to dla mnie tak irytujące, że lepiej, żeby nikt się teraz do mnie nie odzywał.

Wykąpałem się i poszedłem do garderoby. Ta kąpiel dała  mi wiele do myślenia, ponad to, do spotkania z { twoje imię } pozostały już tylko niecałe dwie godziny, więc to wprowadzało mnie w lepszy nastrój. 
Chciałem ubrać się w jakąś koszulę i jeansy, ale uznałem, że będzie to strój niezbyt adekwatny do sytuacji. Ubrałem się więc w jakiś wiszący tam garnitur. Po przebraniu poszedłem do jednego z tych gigantycznych luster i... To co zobaczyłem, przeraziło mnie.
Natychmiast poszedłem się przebrać. Założyłem jakieś baggy w kolorze szarym i na wierzch jakiś nowy, czarny sweterek Niallera z kobaltowymi wzorami. Wyglądałem jak idiota w tych trzech kolorach, ale nic innego z tych wszystkich szaf nie przypadło mi do gustu, a przecież nie będę zawracał tym głowy Lou, nawet nie wiem, czy już nie wyszła, bo miała dziś wyjść wcześniej, jeszcze z Lux do jakiegoś lekarza.

"okej, jestem gotów, nic nie może dziś pójść źle!" powiedziałem sobie w myśli, wziąłem tylko portfel, powiedziałem Andyemu, że wychodzę, krzyknąłem chłopakom zwykłe "cześć!" i poszedłem.

Ten dzień miał być wyjątkowy.


***
Czekałem na nią, w swoim zwyczaju miała się spóźniać, żebym zawsze był podenerwowany, nie wiem, w czym czerpała przyjemność. Jednak jej dzisiejsze spóźnienie irytowało mnie jeszcze bardziej.
Nogi miałem jak z waty, a z języka zrobił mi się jeden wielki supeł. "No to pięknie...." pomyślałem i przełknąłem ślinę, żeby się pozbyć tej wielkiej guli w gardle. 
Podjechała taksówka. Jej taksówka. Wiedziałem, że to już ona.
Przygotowałem się, poprawiłem fryzurę i sweterek. Kwiaty ułożyłem w idealnym szyku, a to, co trzymałem w ręku schowałem z powrotem do kieszeni spodni.
Podeszła. Moja ciemnowłosa piękność.
Szła, a jej kasztanowe włosy falowały przy lekkich podmuchach wiatru, w jej magicznych, brązowych oczach odbijały się światła lampek i świec. Schodziła po tych schodkach.
Jej "mała czarna" sprawiała, że musiałem odpędzać od siebie wszystkie tego typu myśli, by na moich spodniach nie pojawił się 'namiocik'. Jej długie długie, opalone nogi, tak jak myślałem, nie potrzebowały żadnych rajstop. Na jej stopach widniały kilkunasto centymetrowe, krwisto czerwone szpilki. Szpilki miały taki sam kolor, jak jej ponętne usta. Makijaż wieczorowy, aczkolwiek tak bardzo delikatny i dziewczęcy. Piękne paznokcie, pomalowane na jeden z tych jaśniejszych kolorów czerwieni.
Okej, nie miałem szans, na moich spodniach już pojawiał się namiocik. Miałem tylko nadzieję, że go nie zauważy- tak, jasne, nie zauważy. Miałem tylko nadzieję, że go nie skomentuje.
Podeszła bliżej, do naszego kocyka. Tyle się napracowałem, żeby wymyślić jak ten moment i miejsce zaaranżować.
Wybrałem coś, co uważałem, że spodoba jej się najbardziej. Coś tak prostego, acz, pewnie według niej, romantycznego.
Przy tym jednym z setki, wielkim, metalowym moście, co jest tu w mieście rozłożyłem wielki koc w czarno-białą kratę. Wokół porozstawiałem chyba z tysiąc, jak nie więcej, świec. Dodałem jeszcze kilka mini reflektorów, żeby było coś widać. Przygotowałem, SAM, kolację, takie tam, parę przekąsek i kurczak z ryżem.

Okej, podeszła. Woń jej perfum doprowadzała mnie do szaleństwa, ale nie dałem tego po sobie poznać. Jej oczy, tak zbliżone do moich ukazywały jeszcze więcej uczuć i piękna, niż ostatnio.
Zaprosiłem ją, żeby usiadła. Oczywiście zrobiła to z wielkim, śnieżnobiałym uśmiechem.
Okej, śmialiśmy się, długo bawiliśmy, znowu śmialiśmy.
W końcu ona wylądowała w moich ramionach. Oparłem się łokciem o ziemię, ona położyła mi głowę na klatce piersiowej i patrzyliśmy na gwiazdy.
Po kilku minutach wyszeptała: Kocham Cię, Lou.
Zrobiło mi się w środku gorąco, naprawdę, chciałem wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo ja, kocham ją. Jednak zamiast jej odpowiedzieć postanowiłem zrobić to, na co czekałem cały tydzień.
Delikatnie się uniosłem, tak, żeby zrozumiała, że ma się na chwilę unieść.
Teraz to ja wstałem, poprosiłem ją, żeby usiadła, albo wstała, jak woli. Patrzyła na mnie tym swoim porażającym, jednakże zdziwionym spojrzeniem.
Super, znowu gula w gardle....
Dobra, ogarnąłem się, jakoś.
"Czy ty..." zacząłem. Wyjąłem ze spodni to małe pudełeczko, które schowałem tam niespełna dwie i pół godziny temu, gdy ona do mnie szła. 
"{ twoje pełne imię i nazwisko } przyrzekam ci kochać cię nad życie, do końca życia, a może i nawet jeszcze dłużej. Obiecuję ci dać z siebie wszystko, co tylko mam, by tobie było dobrze. Będę cię kochał na wieki. Czy chciałabyś zamienić  { twoje nazwisko } na Tomlinson, bądź { twoje nazwisko }- Tomlinson? Pisane po myślniku? { twoje imię } czy uczynisz mi ten zaszczyt i mnie poślubisz?" wiem, dość nietypowa.... Przemowa. Sam to ułożyłem, pewnie będę żałował, bo było to dość chaotyczne, ale cóż. Tak samo wyszło.
Chyba jednak nie będę żałował.
W jej oczach pojawiły się łzy, wyszeptała ledwo słyszalnym dla człowieka szeptem "TAK". I rzuciła mi się na szyję.
Obróciłem się z nią kilka razy, po czym pocałowałem ją najbardziej namiętnie, jak tylko potrafiłem. -Należał do mojej babci.- Powiedziałem i założyłem jej na rękę pierścionek. Powróciliśmy do pozycji sprzed tej chwili. Z tym, że ona nie podziwiała już gwiazd, lecz pierścionek....


Noc po tym wydarzeniu... Hmm....
Była najlepszą nocą w moim życiu.
Tak bardzo ją kocham... "




Zamknęłaś pewien zeszyt, który znalazłaś w pudłach na strychu. W oczach pojawiły ci się łzy, sama nie wiedziałaś, dlaczego, ale się pojawiły.
Podszedł do ciebie i złapał cię od tyłu, w biodrach.
Drgnęłaś, ale nic nie powiedziałaś.
-Dlaczego już nie piszesz tego zeszytu?- spytałaś szeptem. -Odkąd mam ciebie, nie potrzebne mi to. Każda chwila spędzona z tobą zostaje na zawsze w mojej pamięci, nie muszę jej nigdzie spisywać, by nie zapomnieć.- odpowiedział i przekręcił obrączkę na twoim palcu.
Cóż, to co powiedział było tak słodkie, że aż przesłodzone, ale liczą się intencje. Obróciłaś się i, spojrzałaś mu głęboko w oczy. Pocałował cię pocałunkiem jednym z tych, przez które zapominasz, jak się nabiera powietrza.....









_______________________________________________________________

Ta daaaaaaaaaa. XDDDDDDDD
Taki dziwny, ale nie wiedziałam, co napisać. :< 
To macie to. XD

Sorry, że znowu tyle nic nie pisałam, ale to wszystko jest tak zawalone, że ja w tygodniu, przez całe 31 godzin, mam może z jedną wolną od kartkówek. Już zaraz na wf będą sprawdziany.... ;_;
No, i tak mi się to schodzi.
Nie wiem, jak wam się podoba ten wygląd bloga. Szczerze mówiąc mi się podoba. XD
Wiem, że niewiele jest tu z 1D, ale.... Ważne, że imaginy są, nie? xd
Nie wiem, jeśli macie jakieś sugestie, to piszcie, chętnie się do nich zastosuję. :3
A co do komentarzy... kiedyś się na ten temat rozpisałam, może dobrze, może źle, nie wiem. W każdym bądź razie, liczę na was. :)
Mam nadzieję, że się wam choć trochę podobał i, że nie jesteście aż tak bardzo zawiedzeni moim stylem pisania. XDD

ZAPRASZAM TEŻ TO GŁOSOWANIA W ANKIECIE, JEST ONA W TYM SCHOWANYM PASKU, PO PRAWEJ STRONIE. 
TO TEŻ DUŻO MI DAJE, Z GÓRY DZIĘKUJĘ. <3


*Jutro raczej na pewno nic nie napiszę, bo w czwartek mam sprawdzian z fizyki, a... W szkole nie było mnie od 15.11.2012, więc trochę zaległości też muszę nadrobić.... :c 
Tak więc, cierpliwości miśki! Xxxxx


wtorek, 20 listopada 2012

YO. :3





NOWY WYGLĄD BLOGA. :3


Podoba wam się? :)
W komentarzach piszcie swoje opinie i w ogóle wszystko, 
albo, jeśli macie jakieś koncepcje/zastrzeżenia/propozycje co do wyglądu tego bloga, to jestem na nie bardzo otwarta, chętnie poczytam i je zastosuję. :)

Soooo, DO BOJU KOWBOJU. C: 



Pozdrawiam,
Werson



Ps. JUTRO NOWY IMAGIN. :3 CHYBA, ŻE jednak wsadzą mnie do tego szpitala.... :c

|
|
|
|
|
v

niedziela, 11 listopada 2012

Imagin czterdziesty piąty~ Zay.



-Nie przychodź tu więcej, nie chcę cię widzieć!- krzyknęłaś mu prosto w twarz i zatrzasnęłaś drzwi przed nosem.
Wytarłaś zapłakane oczy i udając, że nic się nie stało przebiegłaś tanecznym krokiem przez salon. Twoja siostra, a zarazem najlepsza przyjaciółka wiedziała, że coś jest nie tak. Była od ciebie starsza o dwa lata, rozumiała cię jak nikt inny, tylko z nią w prawdziwym świecie mogłaś pogadać na serio, poważnie, pośmiać się, czy pozwierzać.
Zatrzymała cię, obróciła w swoją stronę i starła z oka jedną z miliona słonych łez. Posadziła wygodnie na miętowej sofie, okryła kocem i gdzieś wyszła. Po kilku minutach wróciła z kubkiem gorącej, mocnej kawy i paczką żelek. -Ty to wiesz, jak mi poprawić humor.- uśmiechnęłaś się blado. -Zacznij od początku skarbie.- powiedziała ciepło. Postawiłaś kubek na stoliku i zdjęłaś skórzaną kurtkę ozdobioną ćwiekami, które sama doczepiałaś.
"Zacznij od początku......" pomyślałaś. Ok.
" Jak wiesz, dziś mieliśmy imprezę u [ Imię twojego przyjaciela ]. Wszystko spoko, ładnie, pięknie. Ubrałam się *odkrywasz koc- miałaś na sobie jeans 'owe short 'y, luźny, żółty, neonowy top, na nogach czarne Martens 'y, na głowie trochę push ap 'u, długie włosy potapirowałaś. Delikatny, aczkolwiek wieczorowy make-up dodał ci ze dwa lata, więc wyglądałaś na dziewiętnaście. Od dziewiętnastu wpuszczali do klubu, więc było perfect.*
Zay przyjechał ze dwie godziny przed imprezą. Zdziwiło mnie to, ale uwielbiam spędzać z nim czas, więc absolutnie mi to nie przeszkadzało. -Łap kurteczkę księżniczko, za chwilę wychodzimy.- wparował do domu i powiedział to tym swoim męskim, łobuzerskim tonem. -Jak to? Powinniśmy wyjść dopiero za półtorej, żeby zdążyć do klubu.- odparłam. -Tak wiem słońce, ale mam niespodziankę.- odpowiedział puszczając oczko.
Dobrze więc, złapałam tylko kurtkę i wyszliśmy. W drodze do samochodu oczywiście nie byłby to on, gdyby mi czegoś nie odwalił. Zaczął mnie łaskotać, a gdy uciekłam, gonił mnie. W sumie było nawet śmiesznie, a on był taki słodki chcąc udawać twardego mężczyznę gdy mnie gonił. Obiegłam rundkę dookoła domu, bo przecież nie mogłam wpaść na to, by od razu pobiec do samochodu, nie? Złapał mnie tuż przy drzwiach, trzymał w talii, drugą ręką odgarnął moje włosy. Dał naprawdę delikatnego, ale jakże namiętnego całusa, ale przecież tylko musnął moją wargę, ale.... Cóż, ja już byłam z gumy. Więc zapewne w środku wybuchł śmiechem, nie wiem jakim cudem się powstrzymał, ale przy mnie tylko się uśmiechnął ledwo zauważalnie.
Złapał mnie i przerzucił sobie przez ramię, szedł do auta. Zobaczyłam, że idzie [ Imię twojego byłego ], więc poprosiłam szybko, żeby mnie postawił.
Oczywiście, zrobił to. Ale jak najszybciej zwrócił mnie w swoją stronę, objął, złapał za pupę i pocałował tak namiętnie, że myślałam, że zemdleję. Okazało się, że [ imię twojego byłego ] jeszcze nie poszedł, tylko się lampił, a Zayn wziął mnie pod rękę i otworzył drzwi od samochodu, jak prawdziwy gentelman.
Wiedziałam, że zrobił to, żeby był zazdrosny! No, ale cóż, tego pocałunku długo nie zapomnę. *uśmiech*
Następnie puścił jakieś ballady o miłości i ruszyliśmy. Przy [ nazwa ulicy ] skręciliśmy w całkiem całkiem przeciwną stronę, chłopak tylko się uśmiechnął, gdy zobaczył moje zdezorientowanie i docisnął pedał gazu. 120 na godzinę to chyba nie jest odpowiednia prędkość w zatłoczonym mieście, ale cóż, zarówno on, jak i ja przecież uwielbiamy szybką jazdę.
Po dwudziestu minutach drogi zatrzymaliśmy się. Poprosił mnie, żebym wysiadła, no to okej, zgodziłam się. Podszedł od tyłu, ponownie złapał mnie w talii i musnął moją szyję. Potem jego ręka powędrowała gdzieś do kieszeni i wyjął COŚ. Tym czymś była czarna bandamka, którą przewiązał mi oczy. -Ufasz mi?- spytał dysząc, jego puls i tętno były mocno przyspieszone. -Ufam jak nikomu innemu.- odparłam drżąc. Tak szczerze, to sama nie mam pojęcia dlaczego tak się zachowywaliśmy, jakbyśmy się seksić zaraz mieli, a przecież tutaj wcale o to nie chodziło.
-To skoro mi ufasz, to... Albo nie.- skończył i wziął mnie w swoje męskie, silne ramiona. Szliśmy jakby pod górę, z momentami, gdzie czułam schody, po paru minutach postawił mnie na ziemi, a właściwie na niej posadził. Delikatnie musnął swoją dłonią moje włosy, po czym odwiązał bandamkę.
Ukazał mi się widok, jakiego nie zapomnę do końca życia. Do końca swoich dni, albo i jeszcze dłużej.
Przede mną była panorama miasta, mojego pięknego, kochanego, najładniejszego { nazwa twojego ulubionego miasta }. Przy zachodzącym słońcu i pięknej pogodzie. Przy +24 °C. I.... Z Malikiem u boku, Malikiem trzymającym mnie w pasie, z głową opartą o moje ramię, szepcącego mi refren piosenki miłosnej, której napisał specjalnie dla mnie.
To było cudowne, aż nie chciałam iść na tą imprezę, ale to były jego urodziny, więc nie wypadało...
***
Zatrzymaliśmy się przed klubem, koleś z obsługi wziął nasz wóz i zaprowadził na parking, podczas gdy my byliśmy już w środku. Ahhh, jakie to było miłe przywitanie. Wszyscy zwrócili się w naszą stronę i zaczęli bić brawo. No tak, pomimo, iż byliśmy ze sobą już praktycznie rok, na żadne imprezy, gdzie można by nas rozpoznać nie chodziliśmy. Najczęściej do klubów dla gejów, tam nas wpuszczali i nikt nam nie przeszkadzał. No, chyba, że kolesie się przywalali do Malika.
A tu.... Ej, to było nawet fajne uczucie. No, i zaczęliśmy się bawić, było dość.... Śmiesznie. to chyba dobre słowo. Ale ci wszystkiego nie będę opisywać, bo... Bo nie. Przejdę do sedna.
Poszłam do łazienki, musiałam poprawić fryzurę i nałożyć nowy puder, bo znów zaczęłam się strasznie świecić. Byłam tam jakieś... Hmm.. No, ze 25 minut na pewno.
I wyszłam. Stamtąd. Na salę. Do wszystkich.
Zayn stał/ siedział/ leżał, nawet nie wiem, jak to nazwać, przy barze. Z butelką, nie wiem czego, chyba Tequili, yeeeeep, uwielbiał ten trunek. Wszystko było by ok, gdyby nie.... Blondi siedząca mu na kolanach i gdyby on nie trzymał jej za tyłek.
Jezu, ale żeby ona?! Blond. Tleniony. Plastikowy. Różowa mini. Tylko gorset. Piersi większe od arbuzów, które rano kupiliśmy. Tona, DOSŁOWNIE TONA tapety, sztuczne rzęsy i podkład, który wręcz z niej ściekał. Nie nie nie, nie żebym ją "h8", ale..... NO DOBRA, H8 JĄ. Jeszcze jak zobaczyłam, że wplata w jego włosy swoje łapy z 17 cm tipsami, a on jakby chciał musnąć jej wargi... W moich oczach pojawiły się łzy, wybiegłam jak najszybciej. Usłyszałam jeszcze tylko, że Nialler krzyczał " { Twoje imię }!" i już byłam na zewnątrz klubu.
I wtedy wybiegł Zay, ale ja już zamykałam drzwi od taksówki, później nie wiem, co się z nim stało, złapał mnie tuż pod drzwiami...."
Starłaś jedną łzę, która spłynęła ci po policzku i włożyłaś do ust jedną żelkę.
Szczerze?
Nie miałaś pojęcia, co dalej. Co dalej zrobisz.
Niby powinnaś dać mu szansę na wytłumaczenie się, ale skąd weźmiesz pewność, że cię nie okłamuje? To naprawdę głupia sytuacja....
Poprosiłaś siostrę, żeby wyszła, chciałaś zostać sama... Zgodziła się bez wahania, a ty położyłaś się i skupiłaś wzrok na drzewkach bonsai. 
Wstałaś i chwiejnym krokiem, wzięłaś laptopa do ręki i znów wróciłaś pod ciepły kocyk. Weszłaś na twittera, bo co innego miałaś do roboty? Może chociaż ten głupi portal odciągnie cię od problemów rzeczywistości.
Zalogowałaś się i weszłaś w mentions: 1392390483457389526427856378456 nowych powiadomień. Coś było nie tak. Od razu weszłaś na konto Zayna. 100 tweetów o treści "przepraszam" i ten najnowszy, już chyba ostatni: "Przepraszam skarbie. To nie tak miało być, to nie było to, o czym myślisz. Daj mi chociaż to wytłumaczyć, jeśli zechcesz, to dam ci spokój, ale wiedz, że łatwo się nie poddam. Z." Pod tym odpowiedzi directioners, żebym mu dała szanse, i też... tweety całej pozostałej czwórki. Nialler napisał: { Twoje imię }, proszę, wiem, co widziałaś, wiem, co mogłaś sobie pomyśleć, ale gadałem z tym idiotą, to naprawdę  co innego!' Hazz dodał: Proszę cię, mała, to jest totalny debil, ALE DAJ MU WYTŁUMACZYĆ, BŁAGAM. x' Li powiedział: To mnie uważa się za "odpowiedzialnego", więc może powinienem to "przejąć"? Nie wiem. Tylko proszę cię, skarbie. Daj mu się chociaż wytłumaczyć. Jest pojebem, debilem, i chujem, wiem, mieszkam z nim na codzień. Ale ten pojeb, debil i chuj tak strasznie cię kocha! Daj mu jeszcze jedną, ostatnią szansę. x " a Lou od siebie, po prostu: ZAYN, IDIOTO POPIERDOLONY, CO ŻEŚ ZNOWU ODJEBAŁ?! GOOOOOD, JAKI TY JESTEŚ GŁUPI! A ty kotku... Wiem, nawet nie umiem go wytłumaczyć, ale.... daj się mu, niech on sam się wytłumaczy, proszę. On tu siedzi i płacze.........."
Nie wiedziałaś już co o tym myśleć, może faktycznie dać mu się, jak to napisał Li? Może naprawdę wtedy wydarzyło się coś, co tylko wyglądało inaczej, a miało inne znaczenie?
A co, jeśli on się będzie "tłumaczył", a i tak będzie kłamał?
Znów wzbierały się w tobie łzy. Ale tym razem łzy złości i cierpienia. Już nie chciałaś płakać ot tak, bo byłaś słaba, tylko teraz to był ból połączony ze złością...
Wzięłaś do ręki telefon. 362 nieodebrane połączenia i 700 wiadomości tekstowych. "Skąd on.... No tak, stać go."- pomyślałaś. Nie miałaś siły tego czytać, większość była prawie takiej samej treści. "Przepraszam... Kocham cię. "To nie tak jak myślisz, oddzwoń.." "Naprawdę Cię kocham. Tylko ciebie... <3" I tak w kółko. "Delete message", wszystko poszło się jebać, nie chciałaś na to patrzeć.
Weszłaś w nowe wiadomości tekstowe:

U mnie. Za godzinę. Będziesz miał godzinę. { pierwsza litera twojego imienia }. 

Do: Misiek.
Wysłano

Spojrzałaś na tapetę, przypomniały ci się wspólne wakacje, zdjęcie jest właśnie z nich. Całujecie się nad morzem, przy zachodzie słońca.
Trzeba przyznać, Harreh idealnie potrafi wyłapać moment.
I wtedy właśnie uświadomiłaś sobie, że postąpiłaś prawidłowo dając mu się wytłumaczyć.

*Dzwonek do drzwi*, powiedziałaś siostrze, że ty otworzysz.

Rozejrzałaś się, nikogo nie było wokoło.
Trochę się zdezorientowałaś, ale cóż. Już miałaś je zamykać, kiedy usłyszałaś, że ktoś zmierza. Zza pawilonu wyszli.... Chłopcy. W garniturach. Cała czwórka.
Zaczęli.... Zaczęli nucić piosenkę. Skądś ją znałaś, tylko nie mogłaś sobie przypomnieć skąd.
Po chwili drugi akord. No tak, od razu poznałaś. Nucili piosenkę, tą piosenkę, twoją piosenkę. Piosenkę, którą specjalnie dla ciebie napisał Zay.
Ktoś złapał cię od tyłu. Obróciłaś głowę, tak, to był on, twój mulat.

Poszliście na górę, byliście całkowicie sami. Wyjaśnił ci wszystko, nawet mu nie przerwałaś.
Okazało się, że to ona na nim "usiadła", w momencie, gdy wyglądało, jakby miał muskać jej wargi po prostu mówił jej do ucha, bo było zbyt głośno, że jest zajęty, w dodatku jest tu z tym KIMŚ.
To wszystko trwało może z minutę, góra dwie, ale wtedy weszłaś ty, i... On nie wiedział co zrobić.
Tak strasznie cię przepraszał, teraz to jemu z oka spłynęła łza......

Jejku, to było takie.... Nawet nie potrafisz tego opisać, to było jedno, wielkie "Awwwwwwwwww"
Zakończyliście wszystko pocałunkiem. Tak, tym pocałunkiem, przez który prawie mdlejesz.

I wtedy drzwi od twojego pokoju się otworzyły, wszyscy czterej leżeli na podłodze. -NIALL, TY CIOTO, MÓWIŁEM NIE DOTYKAJ KLAMKI, GOOOOD.- krzyknął Liam. -NO ALE..... HARRY NIE DAŁ MI SIĘ DOTKNĄĆ DO DRZWI, NIC NIE SŁYSZAŁEM!- zaczął się szybko tłumaczyć blondyn.
Nie mogliście się pohamować i razem z Zaynem wybuchnęliście niekontrolowanym śmiechem.
Ale zatraceni sobą wróciliście do pocałunku, całkowicie zapominając o rzeczywistości.







_____________________________________________

Nie ma 30 followersów, sorry, ale jak chcecie, zaczyna mi to zwisać...........

ALE MASSIVE THANK U ZA KOMENTARZE POD OSTATNIM POSTEM! NAPRAWDĘ, GUYS! U'RE amaZAYN! <33 Xxx
HAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHA
LEWY JAKIŚ TEN IMAGIN. xDDDD
i ogólnie sorry, za jakiekolwiek błędy, nigdy nie czytam imaginów przed dodaniem, bo kiedyś tak robiłam i.... NIE WYSZŁO MI TO NA DOBRE. Krótko mówiąc, czytałam i wprowadzałam tak wiele poprawek, że już sama nie mogłam, kasowałam całego imagina i pisałam na nowo. XDDD #onlyme.

No, więc właśnie. Piszę go już od 16.30, a i to od połowy, bo drugie pół gdzieś kiedyś pisałam. O.o
A MAM TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLE LEKCJI, ŻE ZARAZ ZMYKAM. :C
Zresztą, smutno mi dziś. :c

NIE WIEM, kiedy następny imagin, przepraszam, naprawdę nie wiem.... :c
OBIECUJĘ, ŻE POSTARAM SIĘ, BY BYŁ JAK NAJSZYBCIEJ. :)


@MyHeroHarreh

#loveuguys!
PLEASE, FOLLOW ME, COMMENT, AND WHERE THEY CAN SHARE. xDDD

BYEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. <3


piątek, 19 października 2012

Harry.


"Widziałem ją. Dziś znów ją widziałem.

Poszedłem na stołówkę, wziąłem mleko czekoladowe, batona i jakiegoś hamburgera.
Siadłem dziś sam, nie chciałem być z chłopakami, właśnie dziś, by się nabijali, obgadywali, albo po prostu przekomarzali i wygłupiali, a to było mi dziś najmniej potrzebne.

Siedziałem i wlepiałem się w to mleko, kiedy poczułem nagły podmuch powietrza na swojej skórze- ktoś otworzył drzwi wejściowe.
Rozejrzałem się wokół- wszyscy mieli bluzy, swetry, polary, grube bluzy, dziewczyny nosiły getry, lub rękawiczki, niektórzy chłopcy mieli na sobie kamizelki. No tak, koniec listopada, na dworze -19°C..........

Mój wzrok zatrzymał się przy kasie, stało tam pięć dziewczyn. I ona... Jej kasztanowe, długie włosy sięgające do końca pleców doskonale kontrastowały z białym, długim i chyba grubym wełnianym swetrem, który miała na sobie. Mój wzrok zjechał w dół, czarne leginsy, a na nich getry. Jej piękne,  uroczo zniszczone, czarne trampki. "Dobra, stop, już jestem chory, te trampki to przesada...." otrząsnąłem się. I wtedy się obróciła, jej włosy zawiały, lekki makijaż lśnił w promieniach zimowego słońca, a biały uśmiech zlewał się z białym śniegiem, który już leżał na dworze.

Przeszła dalej, usiadła przy swoim stałym miejscu, stolik przy oknie, tam, już nawet miały ustalone, która gdzie siedzi.
No tak, jej cztery BFF, zawsze z nią, nigdy nie siedzi, ani nawet nigdzie nie chodzi sama. Raz, jeden jedyny raz była sama przy swojej szafce, już miałem podejść, kiedy...... Stchórzyłem i skręciłem do kibla. Do dziś żałuję tej sceny, do dziś nie wiem, co mną kierowało w tamtym momencie, nie wybaczę sobie tego nigdy, zmarnowałem JEDYNĄ szansę, jaką miałem w życiu.

Bo przecież sam nie podejdę...... Co z tego, że jestem sławny? Że mam setki tysięcy dolców miesięcznie, że mam wszystko, skoro nawet nie mogę się zebrać, żeby do niej zagadać?
Zresztą, co z tego, że to wszystko mam, kiedy jestem w towarzystwie chłopaków, wszystko jest całkiem inne, całkiem.... Lepsze? Tak, to chyba dobre słowo. Jestem przy nich śmielszy, wręcz najśmielszy z całej piątki, na koncertach dzieje się ze mną coś, czego nigdy nie potrafię zdefiniować. Jakbym nie był sobą, a może raczej, jakbym teraz nie był sobą......
Nie wiem, totalnie, kompletnie, nic nie wiem, ona jest taka, że....
Nie potrafię myśleć o niczym innym, po prostu się nie da.........

Dzwonek. Dzwonek na lekcję popsuł wszystko, musiałem iść na biologię....




Kocham cię, kocham cię [T.I] "



Harry zamknął zeszyt i przyłożył swoje bujne loki do poduszki.






________________________________________________________

Cześć. XD

A teraz do rzeczy, o tym, co dzisiaj naklikałam.
Na twitterze <@SwagMasta_HNZLL> pisałam o tym, że dziś ukarze się nowy imagin.
Ale tak siadłam, i piszę, i przyszło mi to właśnie do głowy.
To jest takie coś, co będę umieszczała co jakiś czas, o Hazzie. Nie, nie nie nie, nie będzie to opowiadanie, tak przed chwilą myślałam, żeby założyć na to bloga, ale później dotarło do mnie, że nie ma sensu, bo to będzie dość krótkie, dosłownie kilka, do dziesięciu takich. Bo jeśli bym to opisała w jednym, to faktycznie, byłby to imagin, ale tak długi, że nawet nikomu nie chciałoby się go czytać, więc postanowiłam umieścić parę razy w krótkich..... hm, nie wiem, jak to nazwać.... O, notkach. XD
Mam nadzieję, że  takie coś nie będzie wam przeszkadzać, na opinię liczę w komentarzach. :)

Dziękuję, że codziennie tu wchodziliście i w ogóle ze mną jesteście, i, że chcecie to czytać. <3



Liczę na komentarze. :D



|
|
|
|
|
|
|
V





Ps. Poważnie zastanawiam się nad zawieszeniem wersonowo......



niedziela, 7 października 2012

Imagin czterdziesty trzeci~ NiallER. <+18>



Zerwałaś. Z nim. Z kimś, kogo najbardziej na świecie kochałaś, z kimś, kto dawał ci radość i był kimś, przy kim czułaś się taka bezpieczna.... No, tak- BYŁ.
Pewnego dnia, gdy wróciłaś wcześniej z zajęć, bo odwołali wam jakiś wykład, chciałaś zrobić jakąś niespodziankę dla swojego chłopaka. Kupiłaś wino, jakieś żarcie z Nando's i "jakieś zabawki". Ten piątkowy wieczór miał być wyjątkowy. Weszłaś po cichu, drzwi i tak były otwarte, zaszłaś do salonu i to, co ujrzałaś zamurowało cię totalnie. [I.T.Ch.] siedział na kanapie w towarzystwie jakiejś blond, plastikowej niuni i... ( Właściwie nie siedział w jej towarzystwie, tylko siedział pod nią, ale to już inna kolej rzeczy ) i się z nią lizał. Macał ją, głaskał, łapał za tyłek. Trzasnęłaś tylko drzwiami i wybiegłaś przed dom, on nawet za tobą nie wybiegł....
Stanęłaś na chodniku i zaczęłaś płakać. Po chwili pomyślałaś sobie, że nie ma sensu, i, że dasz sobie spokój ze zwykłym chujem. Tylko, że łatwiej pomyśleć, a trudniej wykonać. Zaczęłaś więc biec, nie wiedziałaś dokąd, twoja jedyna przyjaciółka wyjechała właśnie na 'wakacje', a tato z macochą mieszkali w innym kraju. Wtedy na kogoś wpadłaś, chciałaś przeprosić, więc ogarnęłaś twarz, przetarłaś oczy i uniosłaś głowę. Okazało się, że ktoś jest dużo dużo wyższy od ciebie, więc musiałaś zadrzeć głowę do góry. "Tylko jedna osoba w moim życiu zawsze była tyle wyższa ode mnie..."  pomyślałaś. "Nie! NIE NIE NIE. Chcę w końcu zapomnieć i normalnie funkcjonować." Odpędzałaś od siebie tę myśl. To wszystko trwało zaledwie kilka sekund, więc ów osoba nie mogła sobie pomyśleć, że jesteś jakaś zamyślona, lub nieobecna. Uniosłaś więc głowę na odpowiednią wysokość i cofnęłaś się dwa-trzy kroki. Przed tobą stał chłopak. Był (oczywiście) bardzo wysoki, stylowo i schludnie ubrany, miał prawie że idealną cerę i pięknie długie, farbowane blond włosy. Piękne, niesamowite wręcz, błękitne, hipnotyzujące oczy. I, gdy się uśmiechnął, taki piękny uśmiech. Ten uśmiech przypominał ci tego, o którym tak usilnie, od trzech lat próbujesz zapomnieć, a jednak codziennie o nim myślisz... W końcu spojrzałaś chłopakowi, na którego wpadłaś w oczy.
Nie, tych oczu nie da się zapomnieć, ani pomylić Z ŻADNYMI INNYMI. To był on, to był Niall. Tak, ten podobno znany Niall, który lądował w każdej gazecie, między innymi przez te brukowce nie mogłaś o nim zapomnieć.

Bo z Niall 'em przyjaźniłaś się od piaskownicy. Wasze mamy były najlepszymi przyjaciółkami, ale gdy twoja zginęła, jego mama i ty straciłyście kontakt. Ale Nialler był wciąż, i zawsze przy tobie. Pomagał ci, wysłuchiwał, był twoim najlepszym, i w sumie jedynym przyjacielem. Przy nim czułaś się bezpieczna i byłaś uśmiechnięta. Jednak po pewnym czasie zrozumiałaś, że go kochasz.... Nigdy mu tego nie powiedziałaś, ani również tego nie żałowałaś.
Jakiegoś sierpniowego dnia mieliście się spotkać. Pogadać, powygłupiać. Ale on nie przyszedł, dzwoniłaś, pisałaś, nawet byłaś u niego w domu, ale... Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu. Nie było go, od tamtego czasu, w realu, już nigdy go nie spotkałaś. Tylko te gazety, tv i portale plotkarskie, ale to zawsze wyłączałaś, lub wyrzucałaś do kosza. W ten sposób myślałaś, że zapomnisz, ale to nigdy ci się nie udało...

-Cześć [T.I.] powiedział blondyn z bladym uśmiechem. -Nialler? Nialler, to naprawdę ty? Co ty tu robisz?...- odpowiedziałaś prawie szeptem. -Wiesz, przyjechałem cię odwiedzić. Dzięki kolegom dowiedziałem się, gdzie mieszkasz. Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić.- odpowiedział. -CO?! TY MI CHCESZ TERAZ COŚ WYJAŚNIAĆ?! ZNIKNĄŁEŚ. ZNIKNĄŁEŚ BEZ SŁOWA I W DODATKU MNIE ZOSTAWIŁEŚ. SAMĄ, SAM DOBRZE WIESZ, JAK BYŁO I PRZEZ CO PRZECHODZIŁEM. A TY ZNIKNĄŁEŚ, RAPTEM, Z DNIA NA DZIEŃ. NIE ODBIERAŁEŚ, NIE ODPISYWAŁEŚ, WSZYSTKIEGO DOWIADYWAŁAM SIĘ MIĘDZY INNYMI Z TV. NAWET NIE WIEM, JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE ZOSTAŁEŚ TAK SŁAWNY. I TY TERAZ PRZYCHODZISZ DO MNIE, I MÓWISZ, ŻE CHCIAŁBYŚ MI COŚ WYJAŚNIĆ?!- wybuchłaś, w dodatku ścierając z twarzy słone łzy. -Zrozum mała, stało się coś, czego zawsze się bałem. Musiałem zniknąć, wszystko się zmieniło i... -PRZESTAŃ!- wykrzyczałaś, wyminęłaś go i pobiegłaś dalej. Wciąż mówił do ciebie mała... Z jego ust to tak bolało... -[T.I.], zaczekaj!- odkrzyknął i stanął tuż przed tobą. No tak, zapomniałaś, że chłopaki z natury biegają szybciej. Powiedziałaś, że dziś już nie masz siły na kolejny cios i poprosiłaś, żeby zostawił cię w spokoju. A po chwili dodałaś, że już nie mieszkasz pod tym adresem. -Jak to, przecież przed chwilą stamtąd wybiegłaś?- spytał. -Właśnie, wybiegłam... Niall, proszę, nie dziś. Może innym razem, nie jestem gotowa na kolejną porcję bólu.- I wtedy, mówiąc to, zdałaś sobie sprawę, że powiedziałaś o wiele za dużo... -Jakiego bólu? Przecież się przyjaźni...- spytał pytająco. -Nimy. -dokończyłaś, by w końcu się odczepił, i, by go nie zranić. -No, właśnie, przyjaźnimy, to dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Skoro się przyjaźnimy, powinienem wiedzieć o co chodzi i w ogóle.- drążył temat. -Chcesz? Chcesz wiedzieć o co chodzi?! KOCHAM CIĘ. OD DAWNA, SAMA TEGO NIE CHCIAŁAM, ZDAŁAM SOBIE Z TEGO SPRAWĘ DOPIERO JAK ZNIKNĄŁEŚ. WIEM, ŻE NIE MIAŁABYM U CIEBIE SZANS, ALE CHOCIAŻ MOGŁEŚ PRZY MNIE BYĆ, ALE TY NIE, ZORGANIZOWAŁEŚ TO TAK, ŻEBY WYGLĄDAŁO JAKBYŚ W OGÓLE NIE ISTNIAŁ A TERAZ RAPTEM... KOCHAM CIĘ, JAK CHOLERA I CHOĆBYM NIE WIEM JAK CHCIAŁA, PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA PRÓBOWAŁAM, ALE NIE UMIEM, PO PROSTU NIE UMIEM SIĘ W TOBIE ODKOCHAĆ!- wykrzyczałaś mu prosto w twarz i pobiegłaś przed siebie. Nie chciałaś się odwracać, ale wiedziałaś, że nie pobiegł za tobą. Że stoi jak wryty i nie wie co powiedzieć. Zbyt dobrze go znałaś.

Po kilku minutach biegu przeszłaś do chodu i postanowiłaś iść nad rzekę. Nie jesteś jedną z tych sweet 'aśnych dziewczynek, które jak mają doła, czy cokolwiek chodzą do galerii. Wolałaś miejsce, w którym możesz na spokojnie siąść, pomyśleć, pozastanawiać się. Park odpadał, było za dużo ludzi, a ty miałaś zapłakane oczy, a, żeby dostać się do lasu musiałabyś jechać autobusem, na co kompletnie nie miałaś ochoty, więc wypadło na rzekę.
Siedziałaś, strasznie długo. Myślałaś, co dalej, co z tobą będzie, gdzie się podziejesz, jak powiesz tacie, który twojego byłego chłopaka uważał, za najlepszego na świecie, czy przyjaciółka zechce cię do siebie przyjąć, i, najważniejsze. Co dalej z Niall 'em? Wrócił, jak gdyby nigdy nic, myśli, że teraz jest wszystko ok. Że może rozwalić cię na nowo, do samego końca, że już nie będzie czego zbierać....
Z zamyślenia wyrwał cię chłód, który owijał twoje ciało w każdym możliwym jego milimetrze. 
Nie miałaś się gdzie podziać, więc wciąż siedziałaś na brzegu mostu i włożyłaś zaczerwienione ręce do kieszeni. Coś ci nie grało, w kieszeni coś zakłuło cię i zraniło ci dłoń. Wyjęłaś rękę, a w kieszeni miałaś małą karteczkę. To dziwne, bo w tych kieszeniach nie lubiłaś nosić niczego. Rozgięłaś pognieciony papierek, okazało się, że to liścik. "[T.I.], naprawdę, bardzo przepraszam, chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie dałaś mi szansy. Może spróbuję jeszcze raz? Proszę, odezwij się, tu masz mój numer- xxx xxx xxx, Horan."
Może to i byłoby bardzo egoistyczne, ale postanowiłaś tak zrobić. Zmierzchało, było lodowato, a ty nie miałaś co z sobą zrobić przez tę noc. Ponad to, choć będzie to przeogromny cios prosto w serce, postanowiłaś z nim pogadać o tym, co chciał ci wytłumaczyć. Postanowiłaś do niego zadzwonić.
*Sygnał* -Halo?- odezwał się ten ponętny głos. -Hej Horan, to ja [T.I.], przepraszam, że cię dzisiaj tak potraktowałam, siedziało to we mnie zbyt długo. Poza tym... Kurde, wiem, co sobie o mnie teraz pomyślisz, ale... Nie mam się gdzie podziać, a zbliża się noc.- Wyrzuciłaś jednym tchem nie dając mu dojść do słowa. -Jasne, nie ma sprawy, ja na twoim miejscu też bym się pewnie tak zachował. Ale zaraz, czekaj czekaj. Nie masz się gdzie podziać?! Jasne, przyjeżdżaj! Chociaż nie, gdzie jesteś?! Przyjadę po ciebie!- mówił podekscytowany i zarazem zdenerwowany, aczkolwiek ty nie wiedziałaś czym. -Nie, nie trzeba, przyjdę sama, tylko podaj adres.- odpowiedziałaś spokojnym tonem. -No na pewno, jeszcze czego! Nie będziesz po nocy sama chodzić! Gdzie jesteś?- ponowił pytanie. -Pamiętasz nasz most, ten, na który zawsze chodziliśmy, żeby być sami? Tam, za parkiem?- zapytałaś. -A jak miałbym zapomnieć?!- wybuchł. -Już jadę, uważaj na siebie.- dodał, po czym się rozłączył.

*U Niall 'era, teraźniejszość.*
-P.... Piękne mieszkanie.-wydukałaś. -Sam tu mieszkasz?- dodałaś, żeby nie wyjść na dziwaka. -Nope, wszyscy razem się tu wygłupiamy. Niedługo każdy z nas kupi sobie swoje własne mieszkanie, ale na razie chcemy pobyć jeszcze trochę razem.- zaśmiał się. -Rozgość się, pójdę po jakiś koc i przygotuję kolację.- zwrócił się do ciebie i wskazał palcem na kanapę. Na stoliku znalazłaś stos filmów, więc postanowiłaś, że poszukasz czegoś fajnego. Podczas, gdy blondyn robił jedzenie, ty zaczęłaś oglądać "Wycieczka bez powrotu" co bardzo cię wciągnęło. Przykryta kocykiem, z kubkiem kakao w ręku siedziałaś i wpatrywałaś się z zaciekawieniem, co będzie dalej.
Gdy był jeden z kultowych momentów filmu, Nialler dopiero skończył smażyć jajecznicę i robić grzanki. Gdy podszedł do ciebie od tyłu i dotknął ręką twojego karku, aż podskoczyłaś, na co on wybuchnął śmiechem. -No księżniczko, kiedyś zawsze byłaś taka chętna na te horrorki.- powiedział do ciebie wciąż się śmiejąc. -Zamknij się, odkąd nie miałam z kim, przestałam oglądać horrory.- odburknęłaś i znów wlepiłaś oczy w ekran. Na to Niall już nic nie odpowiedział i tylko usiadł koło ciebie na kanapie i wręczył ci posiłek. Podziękowałaś i długo trwaliście w ciszy, ale nie była niezręczna, przynajmniej dla ciebie.
W pewnym momencie, scena była naprawdę straszna. To był dobry film. Aż się przestraszyłaś i odruchowo wtuliłaś w Niall 'a, o czym zdałaś sobie sprawę dopiero sporo po fakcie, gdy On również cię objął. To zabolało, nie wiedziałaś dlaczego, ale zabolało.... Cóż, jakoś musiałaś sobie z tym poradzić, skoro on znów wrócił, musisz odpędzać od siebie tę myśl, myśl, jak bardzo go kochasz. Skupiłaś się na filmie. Po kilkunastu minutach znów podskoczyłaś, aż tak, że usiadłaś na pilocie, i niechcący przełączyłaś na płytę 'ostatnio oglądaną'. Była to jakaś pornografia, spojrzałaś znacząco na Niallera, a on zakrył ci oczy i powiedział, że to nie dla dzieci. Po chwili zaczął się szybko tłumaczyć, że to Zayn, albo niewyżyty Hazza. Ty tylko wybuchłaś śmiechem i powiedziałaś, że i tak wiesz, że on to oglądał.
Tylko się zaczerwienił i zaczął szukać pilota. Specjalnie go schowałaś i powiedziałaś, że bez problemu mogą oglądać również to. Spojrzał na ciebie pytająco, ale się zgodził i znów usiedliście w pozycji, w której byliście na tamtym filmie.
Po kliku minutach Niall zaczął gładzić twoje włosy, i czułaś na sobie jego wzrok. Uniosłaś do góry głowę, by widzieć jego oczy. Płonęły, dosłownie, inaczej tego nie można nazwać. To sprawiło, że ciebie również coś 'tknęło'. Położyłaś rękę na jego nodze. Potem zaczęłaś wędrować nią wyżej i wyżej. Zatrzymałaś się trochę przed kroczem, żeby potrzymać go w niepewności. Tylko syknął, więc miałaś pewność, że teraz już oboje tego chcecie. Usiadłaś tak, żeby widzieć całą jego twarz, byłaś przodem do niego. Przeniosłaś się na jego kolana, byłaś na nim okrakiem. Szarpnął cię i zbliżył do siebie, spojrzał ci głęboko w oczy i namiętnie się rzucił na twoje usta. Całował cię bez opamiętania, jakbyś była niezniszczalna. W pewnym momencie strasznie a ciebie naciskał, aż cię zabolało, ale jeszcze bardziej rajcowało. Całowaliście się już ładne kilka minut, irlandczyk zaczął majstrować przy twoim staniku. Już dawno byłaś bez topu, nawet nie wiesz, kiedy to się stało.
Z tego co widać, to nie miał najmniejszego problemu w rozpięciu stanika, więc oznaczało to, że musi być nieźle wyszkolony. Gdy dysząc, spytałaś go o to, odpowiedział, że już dawno nauczył go tego Greg, tak "na zapas", zaśmiałaś się tylko i wciąż go całowałaś. Postanowiłaś nie być mu dłużna i również zrzuciłaś z niego koszulkę, która wylądowała w najbliższym kącie. Chłopak wstał, położył cię pod siebie i wciąż całował. Gdy po chwili go trochę odepchnęłaś, chciałaś się zabrać za jego przyjaciela. Tylko się cwaniacko uśmiechnął, ale odszedł krok, następnie znów do ciebie wrócił i wziął cię na ręce. Poszliście na górę, do sypialni. Była piękna, z milionem najróżniejszych gadżetów, wielką szafą, gigantyczną plazmą, mini ogrodem botanicznym. To była po prostu magia. Do tego było łóżko wodne, gdy Niall widział, że na nie patrzysz tak słodko się uśmiechnął. Łóżko wodne, i nic więcej nie było ci potrzebne do szczęścia, uwielbiałaś się na nim bawić, a on doskonale to wiedział. Objął cię w talii i znów pocałował. Powoli, małymi kroczkami zbliżaliście się do łóżka, gdy w końcu się o nie potknęliście, wylądowaliście w swoich objęciach. Niall wstał, ściągnął swoje spodnie i stał przed tobą już tylko w bokserkach. Gdy spojrzałaś na 'namiocik' pod jego bokserkami już wiedziałaś, że długo by te spodnie nie wytrzymały. Podszedł i zaczął bawić się twoimi piersiami. Bawił się jak malutkie dziecko, więc nie trzeba nawet opisywać co robił, radość w jego oczach mówiła sama przez siebie. Zjechał trochę niżej, lizał twój brzuch, doskonale wiedział, że masz łaskotki. Powoli, stopniowo zaczął zjeżdżać językiem niżej, aż dotarł do twojego 'skarba'. Szybko zdarł z ciebie majteczki i spojrzał ponętnym wzrokiem. Chwilę potem jego język już świdrował twój intymny punkt. Wiłaś się jak opętana, już dawno nie doznałaś tyle przyjemności. Po następnej chwili już jego dwa palce były w tobie. Jedną ręką przytrzymywał twoje udo, a drugą pomagał sobie w sprawianiu ci przyjemności, ale widać było, że był z siebie cholernie dumny. "Faceci....." pomyślałaś i zaśmiałaś się do siebie.
Dość tego, też chcesz sprawić mu trochę przyjemności. Wstałaś, podeszłaś do niego i wreszcie uwolniłaś jego kolegę z tych bezlitosnych bokserek. Widziałaś już wcześniej, że chciał sobie pofapować, ale chyba uznał, że nie wypada. Więc zrobisz to ty, w końcu. Pewnie od dawna nie miał przyjemności, bo jak go znasz, skoro nie ma dziewczyny, to nie idzie na dziwki ani na jednorazowy sex do byle jakiej laski. Choć mógłby mieć każdą, nie wykorzystuje tego, to świetna cecha. Gwałtownym ruchem ściągnęłaś jego gatki, które dołączyły do kupki waszych rzeczy w kącie. Szczerze mówiąc, jego członek był już wystarczająco twardy i sztywny, ale też chciałaś mu dać coś od siebie. Wzięłaś jego kolegę do ręki, poruszałaś nią w górę i w dół. Następnie zbliżyłaś głowę, dotknęłaś go swoimi gorącymi, rozpalonymi i mokrymi ustami, usłyszałaś tylko "ssssssssssss" i ujrzałaś, jak Niall odchyla głowę do tyłu.
Wzięłaś jego główkę do ręki i delikatnie pocałowałaś, znów zamruczał, i... Wstał. Wytłumaczył się, że samym tym, że tu jesteś może dojść, więc woli nie kończyć tak wcześnie.
Wziął cię i delikatnie położył na łóżko. Musnął swoimi ustami twoje. Trzymał w ręku swojego członka i masował go sobie, a w pewnym momencie spytał się ciebie -Jesteś pewna, że tego chcesz? Tutaj? Ze mną? Nie boisz się?- milion pytań na minutę, haha, zupełnie, jakby był zdenerwowany! To było śmieszne, zawsze był taki pewny siebie i wyluzowany, szczególnie jeśli chodziło o sprawy damsko-męskie.
-Tak, chcę tego. Na chwilę obecną, jak niczego innego.- odpowiedziałaś pewnym tonem. Okej, jeszcze raz wziął swojego irlandzkiego przyjaciela i w ciebie wszedł. Powoli, delikatnie, by nie sprawić ci choć odrobiny bólu. 
Zobaczył wyraz twojej twarzy, zauważył, że ci się podoba, zaczął powoli, ale stopniowo przyspieszać. Szybciej i szybciej i szybciej.... Jego penis był i wychodził z ciebie z tak zawrotną prędkością, że Nialler doprowadził do tego, że krzyczałaś jego imię. Na cały głos, na cały dom, na całą okolicę, na całe gardło. Jego rajcowało to jeszcze bardziej, widziałaś ten cwaniacki pół uśmiech, a później wyszczerzone zęby. Raz wchodził, raz wychodził, raz wchodził, raz wychodził. Penis Niallera musiał mieć niezłą zabawę, sam Niall zresztą też. Był taki słodki, uśmiechnięty, jak małe dziecko, które dostało zabaweczkę.
Ale film dalej leciał..... Niall pobiegł na dół po płytę i włączył ją u siebie w sypialni. To miało wam pomóc w lepszej zabawie. Włączył od jakiejś 10 minuty, żeby nie tracić czasu na jakieś durnoty. Na filmie też się nieźle bawili, nie ma co. Postanowiliście, że pobawicie się tak jak na filmie. Wypadło na pozycję "na jeźdźca". Siadłaś na niego, oczywiście przodem, bo gdzież mogłabyś inaczej, on przecież musiał patrzeć na twoje falujące w rytm ruchów piersi. W górę i w dół, w górę i w dół. Jego oczy chodziły, jak u małego kotka gdy bawi się włóczką. Po chwili znów cię przełożył i znów byliście 'na mnicha'. Znów poruszał się jak szalony. Ale po chwili zwolnił, do bardzo stonowanych i wolniutkich ruchów. I znów przyspieszył. I znów zwolnił. Doprowadzał cię tym do szału, nie mogłaś dłużej, znów zaczęłaś krzyczeć. Krzyczałaś jego imię, sapałaś, dyszałaś, jęczałaś. A jego mały, irlandzki przyjaciel cały czas penetrował cię od środka. Jeszcze nikt nigdy nie dawał ci tyle przyjemności...
Wstałaś na chwilę i zaczęłaś Niallerowi robić loda. Znów ssałaś i obciągałaś jego penisa, a dźwięk, jaki wydawał z siebie Niall cię powalał. Gwałtownie wstał i wziął cię na ręce głową w swoją stronę. Postanowił, że poruchacie się trochę tak, na stojąco. Przyznasz szczerze, że tak jeszcze nie robiłaś, całkiem fajnie. Pocałowałaś go w czubek nosa i zeszłaś próbując położyć go na to wspaniałe, wodne łóżko. Niestety nie dałaś rady, nawet nie drgnął, więc pozostało ci tylko poprosić go, by się położył. Zaproponowałaś pozycję 69. Ehhhh, ta iskierka w jego oku, od razu się położył.
Po kilkuminutowej zabawie w pozycji sześć na dziewięć znów byłaś na dole, a Horan energicznie poruszał biodrami w przód i w tył. "Ah ten blondyn. Wyobraź sobie, takiego nagiego Horana, który bawi się. Z TOBĄ."
Magia. No, cóż, znów krzyczałaś, znów robił to ze wszystkich sił, jakie miał, aż myślałaś, że to łóżko wybuchnie. -Ooooooooooooooooooooooh.- tylko tyle zdążył powiedzieć i wyszedł z ciebie. Jego sperma zalała twój brzuch i pół łóżka. Szczerze? Sporo tego było, ale cóż.
Miałaś niezłą zabawę. Ty doszłaś chwilę potem dzięki niezawodnemu palcowi.
Sporo czasu minęło, zanim Niall "powrócił na ziemię". Gdy już się trochę ogarnął, poszliście na dół wziąć prysznic.
Oczywiście, nie obyłoby się bez przypału. Gdy szliście przez dom, za rączkę, uśmiechnięci, jak małe dzieciaczki, do domu weszli.... Cała reszta, całe 1D. Wszyscy czterej. Taki przypał, ojejku. Ale po chwili.... -Oooooooooo, nareszcie!- powiedział Zayn ze słodkim uśmiechem. -No, on jeszcze dwa-trzy miesiące i by zwariował! Życia z nim nie było, odkąd go poznaliśmy!- dorzucił Harry. -I....-nie skończył Lou. -ZAMKNIJ SIĘ LOUIS!- wykrzyczał zarumieniony Nialler.
-Chodź, idziemy do łazienki.- zwrócił się do ciebie i ponownie chwycił cię za rękę. -UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU- usłyszeliście od całej czwórki na raz. -Spierdalajcie aniołki.- oburzył się Niall i ruszył z tobą w kierunku łazienki.
***
-Cześć kochanie.- i od razu dzień staje się lepszy. Przetarłaś oczy i zobaczyłaś swojego boga, leżał wtulony w ciebie i swoją nagą klatką piersiową okrywał całą ciebie.
-To, co chciałem ci wytłumaczyć.- zaczął i mówił bardzo szybko, żebyś mu nie przerwała. -Zniknąłem, dlatego, że również cię kocham. Nie chciałem bez ciebie żyć, ale z tobą, jako tylko przyjaciółką byłoby mi jeszcze trudniej. Wiedziałem, że nie mam u ciebie szans i na pewno nie kochasz mnie w ten sposób, w jaki ja ciebie. Dlatego zniknąłem. Umarłbym, gdybym był przy tobie. Ale bez ciebie, każdy dzień, był coraz gorszy. W końcu byłem wrakiem, chłopaki jakoś cię odnaleźli i nawet mnie zawieźli pod twój dom, bo tak strasznie się bałem....- powiedział, a ty starłaś z jego policzka małą, bezbarwną łzę.
Później opowiedział ci jeszcze całą swoją historię, jak to się stało, jak musiał sobie bez ciebie radzić. Ty opowiadałaś to samo.
Podczas rozmowy spletliście swoje dłonie, a usta zetknęliście w namiętnym pocałunku.









__________________________________________________

Przepraszam, że nic nie dodawałam, sprawy prywatne, osobiste.
I chwilowy brak weny też się do tego przyczynił. XD
Przepraszam. <3


Whooooooooooooooo, dziękuję za 14 komentarzy. *-* Jak dla mnie, to rekord. Pobijemy go pod tym postem? ;>>>>>
Chciałabym. :d

Ale liczę na was. Dzisiaj się nie rozpisuję, nie mam ochoty, chciałabym tylko wiedzieć, czy wam się podobał. :3



NASTĘPNY IMAGIN POJAWI SIĘ, GDY BĘDZIE 10 KOMENTARZY, YO. 

Love you, all. <3
Xxx


czwartek, 4 października 2012

Imagin czterdziesty drugi~ BadBoi.



Był sierpniowy, gorący poranek. Miałaś wakacje, twoi znajomi wyjeżdżali na obóz, na który ty nie miałaś ochoty jechać, więc zostałaś sama.
Postanowiłaś przejść się do miasta, ponieważ w domu zaczęło ci się nudzić. Napisałaś tylko kartkę do mamy, że nie wiesz o której wrócisz. -Tak, na pewno ją przeczyta.....- szepnęłaś. Ubrałaś się w granatowe short 'y, czarną, luźną koszulkę z motywem "NIRVANA 'y" i ciemnozielone converse 'y. Włosy spięłaś w idealny kok i założyłaś swoje nowe, czarne ray-ban 'y. Według twojego brata wyglądałaś dużo ładniej, niż przeciętna nastolatka, ale, że miałaś dużo kompleksów, myślałaś, że cię okłamuje. Na szykowaniu zeszło ci się z półtorej godziny, więc wyszłaś koło południa. Słońce było u szczytu, najgorętsza pora dnia. Wzięłaś więc ze sobą bikini, ręcznik, coś do jedzenia, krem do opalania i udałaś się na plażę. Przechadzałaś się długimi i szerokimi nowojorskimi dzielnicami i podziwiałaś wystawy w galeriach, jednak nie miałaś ochoty na zakupy. Po godzince długiego spacerku byłaś już na miejscu. Chciałaś opalać się topless, ale było za dużo dzieci.
Rozłożyłaś swój ręcznik i zaczęłaś się opalać. Zorientowałaś się i szybko wyjęłaś z torby mleczko i zaczęłaś smarować swoje i tak już opalone ciało.
Niestety- nie miał kto posmarować ci pleców....
Po niedługim czasie na plaży, dostrzegłaś dość duży tłum dziewczyn, a nieopodal, na czystym, przejrzystym, niebieskim jeziorze surfującą jakąś osobę. Był to chłopak. Wyglądał na dobrze zbudowanego, wysokiego, chyba bruneta. Gdy wyszedł z wody, wszystko było jasne- był to Zayn Malik. Wyszedł i fanki od razu go otoczyły, chciały robić sobie z nim zdjęcia, brać autografy, a ty, ty siedziałaś na ręczniku, w dodatku z mleczkiem do opalania w ręku, jak mała sierotka. Jednak.... Nie. Chłopak nie chciał robić sobie zdjęć, dawać autografów, ani niczego, o co prosili go fani. Mówił im, że dziś ma wolne i że ich bardzo przeprasza. Zdziwiło cię to, ponieważ n filmikach widziałaś to całkiem inaczej. Byłaś ich zagorzałą fanką, wydawało ci się, że wiesz o nich praktycznie wszystko.
Lecz.... Nie, nie chciałaś mu przeszkadzać, wiedziałaś, że w końcu chcą odpocząć, a ty przecież i tak zbierałaś już pieniądze na koncert i zamierzałaś się wybrać na MSG.
Ku twojemu zdziwieniu, chłopak zaczął iść...... W TWOJĄ STRONĘ. Serce waliło ci, jak 23847238437867646523564 młotów. Szedł, szedł, szedł, szedł, wyjebał się na piasku, wstał, szedł szedł, szedł i podszedł do ciebie uśmiechnięty. "tak, super, zaraz się obudzę..." pojawił się głos w twojej głowie. Uśmiechnął się teraz nieco nieśmiało i przysiadł się na twoim ręczniku. -Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jak się przysiądę?- i banan na buzi. Ciebie zatkało, nie wiedziałaś, co masz powiedzieć, ba, nawet zapomniałaś, że się oddycha. W końcu się trochę ogarnęłaś, odpowiedziałaś głupie "hej, jasne." i się zaczerwieniłaś. Zayn tego nie skomentował, ale widać było, że zauważył, miał taki specyficzny zawstydzony uśmiech.
A ty wciąż powstrzymywałaś się, żeby nie wybuchnąć piskiem....
-Widzę, że nie ma kto posmarować ci pleców.- przerwał ciszę i złapał za butelkę z kremem do opalania. -Może ja bym się nadawał?- dopowiedział z cwaniackim uśmiechem. Oczywiście się zgodziłaś i odpowiedziałaś coś, co widocznie, ale miło go rozśmieszyło.
***
Opalaliście się już długo, więc brunet, z powodu swojego ADHD wstał i zaproponował lody. Nie widziałaś żadnych przeciw wskazań, więc się zgodziłaś. Zgarnęłaś ręcznik do torby i narzuciłaś na siebie koszulkę, a po chwili założyłaś spodenki. On założył tylko spodenki, zostawiając cały swój tułów na wierzchu. Miał tak niesamowicie wyrzeźbione ciało.... Ale oczywiście nie będziesz się ani przyglądać, ani go komplementować w tym kierunku, wyjdziesz na kompletną idiotkę.
Zaszliście pod budkę z lodami, ale, że on jest paniczem, zaczął wydziwiać. Powiedział, że takiego nie chce i, że idziecie do lodziarni. Zgodziłaś się, nie miałaś wyjścia, ale po drodze już nie wytrzymałaś i wybuchłaś śmiechem, z czego później musiałaś się tłumaczyć. -Ja paniczem? Oooo nie, o mnie się tak nie mówi. To teraz poniesiesz karę.- uniósł do góry jedną brew. Podszedł do ciebie, złapał cię od tyłu, złapał w pasie i zaczął łaskotać jak tylko mógł. Wyrywałaś się jak tylko mogłaś, ale chłopak był silniejszy. W końcu podcięłaś mu nogę i oboje wylądowaliście w piachu.

Gdy się ogarnęliście i stanęliście już pod lodziarnią, ty zostałaś na zewnątrz, gdy to chłopak poszedł zamówić wam porcje. Gdy przyszedł, dostałaś swoje trzy gałki i zaczęliście iść powoli po skwerku. Zayn wziął swoją łyżeczkę, nałożył na nią trochę loda i nią w ciebie wystrzelił. Na środku bluzki miałaś plamę z loda. Wkurzyłaś się, to była twoja ulubiona koszulka, ale strzeliłaś focha. Ale ten foch oczywiście był udawany, ku twojemu zdziwieniu dał się nabrać. Odeszłaś rzucając w niego swoją porcją. Zdezorientował się i trochę posmutniał, oczywiście zaczął za tobą biec. Stanął przed tobą i próbował cię zatrzymać. Nie chciałaś go słuchać, nawet nie spojrzałaś mu w oczy. Tak strasznie cię przepraszał, że aż zrobiło ci się go szkoda i chciałaś mu powiedzieć, ale była z tego niezła zabawa, więc powstrzymywałaś się, żeby nie wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem. Wyminęłaś chłopaka i znowu szłaś dalej. W końcu ktoś cię złapał z tyłu, okazało się, że lądujesz w objęciach Malik 'a. Przełożył cię przez ramię i zaczął gdzieś iść. Wyrywałaś się, nawet trochę krzyczałaś, ale ani nie dałaś mu rady, ani nic na niego nie podziałało. A ohhh.... Ten wzrok fanek, gdy szliście wzdłuż plaży, myślałaś, że zaraz się na ciebie rzucą...
Malik postawił cię dopiero przy samochodzie, otworzył drzwi i poprosił, żebyś wsiadła. -A skąd mam mieć pewność, że nie zechcesz mnie uprowadzić?- spytałaś unosząc jedną brew. -Cóż... Nie ufasz mi?- odpowiedział pytaniem na pytanie. -Cóż.... Znam cię dopiero od czterech i pół godziny, więc....- odpowiedziałaś. -Raz się żyje.- odpowiedział z bananem na buzi. W sumie nie miałaś nic do stracenia, a podczas dzisiejszego dnia... Czułaś się przy nim taka.... Bezpieczna. Wsiadłaś i zamknęłaś drzwi.  Chłopak szybko obszedł samochód i wsiadł, pytając gdzie mieszkasz i zaoferował się, że może cię odwieźć. Zgodziłaś się, byłaś już zmęczona, więc na spacer nie miałaś ochoty.

Pod domem odprowadził cię pod same drzwi pod pretekstem, że możesz wpaść pod autobus, choć nawet nie musiałaś przechodzić przez ulicę, ale okay. Pod domem Zayn podniósł twoją rękę i do kieszeni spodenek włożył karteczkę. Spojrzałaś pytająco, ale on tylko się uśmiechną i delikatnie musnął twoje wargi, po czym odwrócił się i odszedł. Nie załapałaś o co chodzi, czemu tak szybko i dlaczego tak krótko, to nie dało ci spokoju przez dłuższy czas... Ale otworzyłaś drzwi, weszłaś do środka, po czym je zamknęłaś i usiadłaś na podłodze opierając się o drzwi, wspominając tą cudowną chwilę, w której wasze wargi się zetknęły. Po ok. 40 minutach siedzenia przypomniałaś sobie o karteczce. Szybko ją otworzyłaś, a na niej było: "Jutro, koło 16, w parku przy World Trade Center. Będę czekał <3, Zayn."

Poszłaś do komputera i cały wieczór spędziłaś z laptopem na kolanach, a następnie zasnęłaś śniąc o jutrzejszym spotkaniu.


______________________________________________________________


TA DAAAAAAAAAAAAAA. :3 IMAGIN PISANY 12.03.2012r. XDDD znaczy.... Zakończenie pisałam dzisiaj tylko. :d
Podoba się? Komentujcie, please. *-*

Dziś znów nie byłam w szkole #FuckYeah. :D Ale jutro już trzeba..... :/ i jeszcze z polskiego trzeba napisać, coś na 7 stron podobno <'via kama XD>...... 
Ooooooh god....
Dobra, nie ważne. xd

Jutro nie wiem, jak imagin. Muszę zapierdalać do kościoła na różaniec. -.- #UROKI BIEŻMOWANIA. Postaram się na czas. :)

Nowy wygląd, podoba się, czy nie bardzo? :P Piszcie w komentarzach, chętnie poczytam. :)
I piszcie też o imaginie, wczoraj był tylko 1 komentarz. Aż mi się smutno zrobiło. :'<
Liczę na was, bo przestanę pisać.....
#tak to jest szantaż.
xd

#LoveYouAll. <3


środa, 3 października 2012

Imagin czterdziesty pierwszy~ Liam.


Szłaś zimną, mokrą, ciemną ulicą swojego miasta. Z głową spuszczoną w dół, rękami włożonymi w kieszenie, nawet nie zwracałaś uwagi na to, że w słuchawkach płynie muzyka. Cały czas myślałaś o NIM, o tym obrazie, który za nic nie chciał wyjść z twojej głowy. O obrazie JEGO i jego blond, plastikowej niuni z cyckami jak kule do kręgli. Ten platynowy blond i różowe ciuszki... "BOŻE, CO MU ODJEBAŁO?!" myślałaś za każdym razem, gdy to zdjęcie stawało ci przed oczami, czytaj, bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo często.
Może i było to egoistyczne, ale za nic nie mogłaś pojąć, dlaczego wybrał ją. Bo miała lepszą dupę? Dłuższe włosy?  Większe cycki? Więcej tapety na ryju? Była wyższa?
No, okej, musiałaś się z tym pogodzić. W końcu przecież nie będziesz płakać nad kimś, kto najwidoczniej był zwykłym dupkiem lecącym na duże cycki. Nie ten, to następny.
"Tak.... Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać."

"*Liam*
W głowie miałem tylko jedno.... ONA.... i...... "Zostańmy przyjaciółmi....""


Szłaś.... Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałaś dokąd, po prostu przed siebie. Przemyśleć, pomyśleć, starać się zapomnieć. 
Chowając na chwilę twarz w dłoniach, chyba się o coś potknęłaś, bądź o kogoś. Starałaś się jak najszybciej ogarnąć i udając, uśmiechnęłaś się przepraszająco.
Ale tego, co ujrzałaś nie spodziewałaś się nawet w snach. Przed tobą stał sam Liam Payne. Koleś, z którego plakatem gadałaś  co wieczór, co dzień i co godzinę. Dla ciebie, był to mężczyzna idealny. Od razu udawany uśmiech przemienił się w  jak najbardziej szczery zaciesz. Jednakże zobaczyłaś, jaki jest przybity. Jaki zmarnowany, przygnębiony. Nie było w nim życia, pewnie, gdybyś go nie zaczepiła, nie zauważyłby, że na kogoś wpadł. Był to ktoś, kogo, mogłaś śmiało powiedzieć, że kochasz, więc nie mogłaś patrzeć na to, jak wygląda, krajało ci się serce, a w oku pojawiła się mała, bezbarwna łza. Szybko ją starłaś i obiecałaś sobie, że podczas tego spotkania to ty będziesz silna, i nie dasz za wygraną.
Chwyciłaś go za nadgarstek, odwracając w swoją stronę. Spojrzał na ciebie, ale... Wzrokiem kompletnie bez wyrazu, uczucia, czy czegokolwiek- bez życia. Chciałaś się rozpłakać, nigdy nie pomyślałabyś, że kiedykolwiek będziesz musiała spoglądać na coś takiego. Spytałaś o co chodzi, ale się nie odzywał.
Zaczęło padać, wręcz lać, jakby ktoś, tam na górze wziął wiadro i wylewał je na ziemię. Nie martwiłaś się tym, że zmokniesz, lubiłaś deszcz, a, jeśli pada, to to oznacza, że możesz bez problemu płakać, bo i tak nikt się nie zorientuje. Później pomyślałaś sobie, że jednak to nie jest najlepszy pomysł stać w największą ulewę w historii twojego życia, na środku ulicy i czekać nie wiadomo na co. Wszędzie było pusto, ludzie uciekli, jak tylko zaczęło kropić. Jedni siedzieli już wygodnie w fotelu swojego domu, inni niestety nie mieli tego szczęścia, więc chowali się po sklepach, lub w pobliskich pawilonach. Wy wciąż tam staliście nie odzywając się do siebie ani słowem, więc postanowiłaś przejąć inicjatywę. Ponownie go złapałaś, tym razem za dłoń i pobiegłaś pod dach wejścia jakiegoś pobliskiego centra handlowego. Ludzi było naprawdę mało, większość była w środku, ale nikt i tak nie zwracałby na was uwagi. Zaczęłaś do niego mówić i mówić, gadać, opowiadać, ale on.... NIC. Jego wzrok nadal wykazywał pustkę. Nie wiedziałaś co masz zrobić, co się z nim dzieje, dlaczego tak się dzieje, czy potrzebuje pomocy, czy tylko rozmowy, a może tylko tego, by ktoś przy nim był? Nasuwało ci się milion pytań na sekundę, więc naprawdę byłaś zdesperowana. Od nadmiaru myśli rozsadzało ci głowę, byłaś trochę zdezorientowana i zaczęłaś działać pod wpływem impulsu. Szybko spojrzałaś mu po raz ostatni w oczy i....... Pocałowałaś go. W usta, namiętnie, bawiąc się przy tym jego włosami. Wtedy się ogarnął. Lekko, naprawdę lekko i delikatnie, chyba, żeby cię nie urazić, odsunął cię od siebie i postawił na ziemię. Był jeszcze bardziej zdezorientowany, niż ty przed chwilą. Zapewne zrobiłaś buraka na twarzy, jednak nie miałaś możliwości tego sprawdzić, więc tylko spuściłaś głowę w dół. -Przepraszam.- wyjąkałaś po dłuższej chwili niezręcznej ciszy. ...
-Nic nie szkodzi. Dziękuję, że przywróciłaś mnie do świata żywych.- odpowiedział po jeszcze dłuższej chwili i przytulił cię bardzo mocno. -Przepraszam, że cię odsunąłem.- zaczął. -Po prostu...

-Poczekaj.- przerwałaś mu. Za chwilę pogadamy, ok? Ale na początek zapraszam cię na kawę.- uśmiechnęłaś się i puściłaś mu oczko. -O nie nie nie nie nieee.- Odpowiedział oburzony. -Absolutnie nie wypada mi, żeby to kobieta zapraszała mnie na kawę. ...?- dziwnie na ciebie popatrzył.  -[T.I]- odpowiedziałaś z ciepłym uśmiechem. -Oh, więc [T.I.], czy zechciałabyś pójść ze mną na kawę?- powiedział trochę rozbawiony. -Z chęcią.- odpowiedziałaś mu uśmiechem i wyszłaś z jego objęć, w których nieświadomie cały czas byliście. Zdjęłaś bluzę kangurkę, gdyż była cała przemoczona, swoje fioletowe converse 'y optrzepałaś nogą, a długie, szatynowe włosy przeczesałaś palcami. < http://www.google.pl/imgres?start=87&um=1&hl=pl&biw=1280&bih=845&tbm=isch&tbnid=FELLzM1Q1VrGhM:&imgrefurl=http://zapytaj.onet.pl/Category/001,003/2,8779271,Podoba_Ci_sie_taki_zestaw_ubran.html&docid=s1ypgJZwi-QGSM&imgurl=http://img810.imageshack.us/img810/5127/naj.png&w=446&h=603&ei=oCFsULamOdDHsgbPuYG4BQ&zoom=1&iact=hc&vpx=917&vpy=274&dur=1461&hovh=261&hovw=193&tx=55&ty=158&sig=101663603041571061987&page=4&tbnh=155&tbnw=112&ndsp=30&ved=1t:429,r:22,s:87,i:75 >.
Chłopak, jak na gentelmena przystało, otworzył przed tobą drzwi i ruszyliście do najbliższej kawiarni. Oczywiście nie obyłoby się bez przypału. Z twoim cholernym szczęściem potknęłaś się na prostej nawierzchni i prawie uderzyłaś głową o ziemię, ale na szczęście brunet cię złapał w porę, a następnie wybuchł śmiechem. Zarumieniłaś się, a on skomplementował cię, że bardzo słodko tak wyglądasz.
Weszliście do knajpki, usiedliście i zaraz przyszła, witając was, kelnerka. Zamówiłaś latte, chłopak wziął espresso z lodami, które zamówił również tobie.
Rozmawialiście bardzo bardzo długo, wypiliście kilka napoi, a rozmowa kleiła się z minuty na minutę coraz bardziej. W ogóle, nie miałaś wrażenia, że znasz tego celebrytę od godziny, tylko miałaś wrażenie, że jest to już kilka lat. Ba, nawet nie odczuwałaś, że to celebryta, tylko myślałaś o nim, jak o swoim najlepszym przyjacielu.
Oboje poznaliście swoje historie, w zasadzie, były podobne, tylko ty, z tego co opowiedział Li, miałaś jeszcze trochę gorzej, jednak przechodziłaś przez to lepiej i starałaś się wspierać również jego.
Gdy jadłaś swoją szarlotkę z lodami, kawałek bitej śmietany został ci na nosie. Brązowooki wybuchł śmiechem, po czym zbliżył się, by ci ją zetrzeć. Był bliżej i bliżej, coraz bliżej. Zbliżył się niesamowicie blisko i swoimi ustami delikatnie musnął twoje wargi. Odwzajemniłaś, lecz to był najdelikatniejszy pocałunek w twoim życiu. A zarazem najpiękniejszy...
Po naprawdę ładnych kilku godzinach, Liam odwiózł cię do domu. Wręczył ci swój numer i pożegnał, tym razem bardzo namiętnym pocałunkiem.

Następnego dnia od razu po przebudzeniu, wybrałaś podany numer.....
To był dopiero początek.






________________________________________________________

  Hejo. Przepraszam, za opóźnienie, ale byłam u @Wera_LovesJB_1D i tak jakoś... xDDD

Tego imagina, to w szczególności nie lubię, ale ok, do was należy ocena. :d

Btw, zmieniłam tło, jak się podoba? :d Bo mi WCALE! xDDDD
Jest tu może ktoś, kto robi tła? I chciałby mi zrobić? *-* <Coś na kształt tego ( tylko z nowszymi zdjęciami i tylko 1D :) )----> http://imageshack.us/a/img594/8564/wiktoriamalik.png > jeśli ktoś chce, to piszcie na @SwagMasta_HNZLL, albo w komentarzach. Z góry dziękuję, oczywiście polecę bloga, zrobię big shoutout 'a i.... BĘDĘ WAS KOCHAĆ DO KOŃCA ŻYCIA. :3
Proszę, pomóżcie mi.... xD

Liczę na komentarze dotyczące imagina. :3
#Ooooooooooooooooooooh god, już jutro do szkoły. :cc
Powodzenia wszystkim! Love you all. Xxxx


wtorek, 2 października 2012

Imagin czterdziesty~ Harold. +... Coś. :3

*Harry*
-Ja pierdole, chłopaki, nie wyrabiam, muszę odpocząć!- Rzuciłem do reszty, oni tylko przytaknęli. myślę, że znosili to wszystko o niebo lepiej, niż ja, zwłaszcza, że nie byli podłamani. Wspierali mnie, i to cholernie mnie wspierali, ale co z tego, nie wiedzą, co to znaczy.
I jeszcze w dodatku ten pisk.... Już nie mogłem tego wytrzymać. Okej, jasne, na początku jest fajnie, ale potem to zaczyna męczyć, po prostu przerastać. Gdzie się nie znajdę, tam wszędzie piski, ohy i ahy na mój widok. Rozumiem, jestem idolem praktycznie milionów ludzi, rozumiem, że chcą zdjęcia, czy coś, sam przecież taki byłem, ale z tymi piskami, to dziewczyny do cholery mogłyby się opanować.... Wiem, że jest ciężko, jestem taki seksowny *cwaniacki uśmiech*, ale ja jak widzę jakąś dziewczynę, która mi się podoba, to nie podbiegam do niej z piskiem i nie drę się nad uchem, że ją kocham, tak? Nie, żeby coś, ani żeby sobie ktoś cokolwiek pomyślał, bo przecież fani, to 3/4 mojego życia, kocham ich, ale to wszystko powoli zaczyna mnie przerastać...
Oh, tak, próba, przecież o 7 p.m. mamy koncert.
Poszedłem, wziąłem mikrofon, butelkę wody i z wielkim entuzjazmem *wyczuj sarkazm* poszedłem na scenę.
-W sumie, to nawet, żekłbym zajebiście nam się tutaj gra. Atmosfera, ekipa, wygląd sceny.- powiedział skierowany do mnie, podekscytowany Nialler. -Ta, świetnie.- odpowiedziałem, odwróciłem i skierowałem się do garderoby, przygotować do koncertu.
Tam, chwilę pogadałem z Lou, która jak zwykle podała mi moje ulubione stroje, w które szybko wskoczyłem i skołowany poszedłem jeszcze zadzwonić i pogadać z Gemma 'ą, może ona poprawi mi humor choć trochę. -No tak, kurwa, nawet nie odbiera.- rzuciłem telefon i schowałem twarz w dłoniach. -Ej, Harreh, co jest?- usłyszałem zatroskany głos Paul 'a. -Oh jezu, boże, nic. Po prostu mam chandrę, okej?- odburknąłem, ale zaraz przeprosiłem za moje zachowanie. Paul jak to Paul, obeszło go to, rozumiał, co teraz przeżywam. Podszedł, poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu i już miał wychodzić, gdy zobaczył ten cholerny brukowiec, który miałem przy sobie.

"Dziewczyna Harry 'ego Styles 'a, zdradziła go! Mamy zdjęcia!"
 
Ten cholerny nagłówek na pierwszej stronie.... Znów poleciała mi jedna łza. Szybko ją starłem, żeby Paul nie zauważył, chyba mi się udało, albo tylko udawał, że nie widzi. -Masz jeszcze czterdzieści minut.- uśmiechnął się ciepło i zamknął drzwi. -Tak, kurwa. Czterdzieści minut. I potem znów, przez trzy godziny muszę udawać, że wszystko jest ok. Że jestem mega szczęśliwy i kocham wszystkich. Że nic się nie stało i o niczym nie myślę. Znów mam się wydurniać, śmiać z rzeczy, które wcale mnie nie śmieszą. I tak codziennie....- znów starłem łzę z policzka. Znów nie potrafię być na tyle silny... Poszedłem do Lou, z prośbą o kolejny make-up. Wiedziała, co się ze mną dzieje, ale na szczęście jest tak kochana, że nie wypowiada się na ten temat, i nie pyta jak 395748967786586358562366 ludzi, co mi jest. Po prostu jest, kocham ją za to. Wstałem z fotela, zapytałem ją o Lux, ale niestety nie wzięła jej dziś do pracy. Widziałem to zawiedzenie w jej oczach, pewnie teraz obwiniała siebie, że jej nie wzięła, wie, jak ta mała na mnie działa. Tylko ją przytuliłem i znów polazłem do swojego 'pokoju'. Może, jak zobaczę te ich uśmiechnięte mordki i wpisy, po których wysłałbym ich do psychiatryka poprawią mi humor? Tak, to dobry plan, pofollow 'uję fanów. Moje mentions znów zawrzało, ale.... Gdy raz po raz, na wyrywki poczytałem wpisy osób, które follow 'nąłem, od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku. Uśmiechnąłem się, po raz pierwszy od dwóch dni było to mimowolne. -WCHODZIMY ZA DWADZIEŚCIA MINUT!- biegał  Niall  i wrzeszczał po całym budynku. Dobra, trza się zbierać, idę do chłopaków. 
***
-Ej, tremuję się!- powiedział zdziwiony Liam. -Co kurwa?! O, wiem, pomyśl, że jest tam Danielle.-powiedział wyszczerzony od ucha do ucha Tommo. -Chciałbym...- powiedział i posmutniał Li. -Cześć chłopaki.- powiedziała nieśmiało jakaś kobieta. Liam się odwrócił, i myślałem, że zaraz się zesra ze szczęścia, przyjechała Dan. Spoko, fajnie, cieszę się, lubię ją, a Liam będzie śpiewał jeszcze lepiej, żeby się popisać. 
Odszedłem stamtąd, rzygać mi się chciało, od tych ich czułości, na szczęście koncert zaraz się zaczynał, im szybciej się zacznie, tym szybciej się skończy, a im szybciej się skończy, tym szybciej znów będę mógł "nie żyć"....
Wszedłem na scenę, według źródeł było tam 321 tysięcy ludzi, "fchuj duża sala", jak to określił Zayn. Znów przykleiłem do twarzy sztuczny uśmiech i wyszedłem machając do tych wszystkich ludzi. 

Koncert trwał i trwał, cholernie się dłużył, nie mogłem doczekać się końca, widziałem sporo par, obściskujących się, szczególnie, przy "Moments", "Torn", czy "More Than This". To dobijało mnie jeszcze bardziej... 
Nadszedł czas na "Up All Night", ostatnia piosenka koncertu, zbawienie. Już myślałem, że albo się rozkleję na scenie, albo będę musiał zejść. 
"Tak, jestem facetem i płaczę, ciężko jest ci to zrozumieć? No patrz, moim zdaniem facet, który przyznaje się do łez jest prawdziwym facetem, ale przecież co ja tam wiem, mogę się mylić."

"Ok, UAN, tylko to..... Przeżyłem, za chwilę będę wolny, już za chwilę znów "wrócę do swojego świata." "
Śpiewam, jest okej, nic się nie dzieje, wciąż żyję. 
Zayn, debil,  podstawił mi nogę. Jakby nie wiedział, że wystarczająco się męczę będąc tutaj. Po koncercie nie przeżyje. Chociaż.... Nie wiem, czy by mi się chciało, nic mi się nie chce, nawet przyłazić na te cholerne próby, dźwiękowe, głosu, emisji głosu, śpiewu, poprawnego oddychania, etc. Chyba widać, ile tego jest. Mam to gdzieś, wszystko mam gdzieś, najchętniej położyłbym się i nigdy nie wstał...
Moje życzenie dla losu stało się rozkazem, ten pierdolony "BadBoi" znów podstawił mi nogę, chwilę później leżałem na podłodze. No tak, wszyscy się śmiali, to nie było śmieszne, byłem wkurwiony, ale przecież musiałem się uśmiechać i obracać to w żarty, bo inaczej menager by mnie za jaja powiesił. 
Wstając spojrzałem na widownię, była tam dziewczyna, chyba w drugim rzędzie. Wszystkie krzyczały, ale dla mnie wszystko się zatrzymało, słyszałem tylko ten jeden głos, JEJ głos. Krótki, cichy, nieśmiały i słodki chichot.
Zaprosiłem ją na scenę....

* TY *
Zachichrałam się jak głupia,  gdy on upadł, ale to była naprawdę komiczna sytuacja! I jeszcze ten jego wzrok, gdy spojrzał na Zayn 'a, haha.
Ale Harry wstał, obrócił się, pokazał Zayn 'owi język, i spojrzał. Na mnie. I. Uśmiechnął. Się. Wskazał na mnie palcem, już w tamtym momencie moje serce skakało jak szalone, później pokazał gest, coś w stylu "chodź do mnie", barierki się rozchyliły i podszedł do mnie Andy.
Wziął mnie za rękę, delikatnie, po męsku, uśmiechnął się i poprosił, żebym za nim poszła.
Dostałam palpitacji serca, to... To nie mogła być prawda, to jakieś jaja. A może... A może mi się to śniło? W tamtym momencie tak myślałam, a moje ciało odmawiało posłuszeństwa. No ale nic, przecież to było moje największe marzenie, nie wliczając snów, że wyjdę za Harreh 'a. Weszłam na scenę, szłam ostrożnie, żeby tylko się nie potknąć, no, ale przecież pech to pech. Źle ustawiłam nogę, i...... BAM. Zaryłabym o ziemię, ale Harry podbiegł, złapał mnie i wybuchnął śmiechem. Zarumieniłam się, naprawdę było mi bardzo wstyd. Harry zakrył mikrofon ręką i szepnął mi do ucha, że bardzo słodko tak wyglądam. Zahaczył przy tym swoimi wargami mojego ucha, musnął je, przeszły mnie ciarki. Zachwiałam się, ale okej, wszystko poszło okej, nie przewróciłam się.

*Harry*
Gdy..... Gdy tylko ją ujrzałem, moje serce zabiło szybciej. Wszystko, co z nią związane, jej oczy, uśmiech, głos, śmiech, którym wybuchła gdy się potknąłem, jej włosy, usta, mały, krągły, śliczny nosek. To było coś niesamowitego, przy niej zapomniałem o..... o NIEJ, już nie chcę o niej pamiętać. Ta, śliczna dziewczyna z widowni, po prostu, zauroczyła mnie. Mimo, iż widziałem, bo nawet nie znałem, ją +/- 7 minut, to poczułem do niej coś więcej, niż tylko satysfakcję, którą czuję przy każdej z fanek. Ona była niesamowita, przy niej zapominałem o całym świecie....

* TY *
Siadłam na kanapie, chłopaki wokół mnie, Hazza najbliżej. Objął mnie czule i zaśpiewali "Torn", choć nie było tego w planach. Gdy przypomniałam sobie, jak oglądałam te WSZYSTKIE filmiki, zdjęcia, czytałam artykuły, jak poznawałam ich historię... W oku pojawiła się łza. Spłynęła, powoli, niczym nic nie znaczący, słony płyn z mojego organizmu, jednak dla mnie oznaczał on dużo, dużo więcej. Harry zobaczył ją i starł tak szybko, jak się pojawiła.
Był coraz bliżej. Coraz czulej mnie obejmował, patrzył mi coraz głębiej w oczy. Czułam jego oddech na swoim nosie, ciepły, świeży, miętowy. Woń jego perfum doskonale igrała z miętową świeżością, ten zapach był nie do opisania, pewnie, gdybym stała, usiadłabym z nadmiaru wrażeń. W końcu... Jego brązowe loki dotykały już mojego czoła, jego zielone oczyska patrzyły na mnie z namiętnością, aczkolwiek nieśmiałością zarazem, jego malinowe usta wygięły się w gigantycznym uśmiechu. Siedziałam jak wryta, nie wiedziałam, co mam powiedzieć, zrobić. Więc nie robiłam nic, niech on wykaże się odrobiną inicjatywy. Stało się, był zbyt blisko. Jego gorące wargi delikatnie musnęły moje czerwone usta. Tylko się bardziej w niego wtuliłam, więc wiedział, że ma nie przestawać, i, że chcę tego, czego on. Nasze ciała splotły się w uścisku, a usta namiętnie wirowały, jak w tańcu. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. I trwała, dla mnie. Oddał mi ostatni pocałunek i zwrócił się do fanek. Grzecznie i kulturalnie przeprosił, zaczął coś wyjaśniać, ale ja już tego nie słuchałam, byłam w innym świecie, swoim świecie, takim, o którym nawet nie śmiałam śnić. Ale to działo się naprawdę.....

Po koncercie Harold odwiózł mnie do domu, ale poprosił, żebyśmy wrócili do niego. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc on tylko wziął mnie i przerzucił przez swoje ramie, po czym wygodnie usadził w fotelu wozu i zapiął mi pasy.
Całą noc spędziliśmy na oglądaniu jakichś komedii, poznając siebie i gadając i gadając i gadając i gadając i gadając i gadając i gadając i gadając, aż do świtu. Potem zasnęłam wtulona w jego silne i opiekuńcze ramiona. "

Wspólnie zamknęliście książkę. Gdy dowiedziałaś się po przeczytaniu wpisu Harry 'ego, gdy zobaczyłaś jak cierpiał i ile czuł bólu, kolejna łza spłynęła ci po policzku. Harreh starł ją swoimi ustami, przytulił cię mocno. Leżeliście chwilę bez ruchu, po czym loczek spytał: Co byś zmieniła w naszym związku?- patrzył ci głęboko w oczy. -Nic, kompletnie nic, jest perfekcyjnie.- odpowiedziałaś tuląc się jeszcze bardziej w jego klatkę piersiową. -A ty?- zapytałaś z wahaniem. -Jest coś...- zaczął. -Chciałbym..... Zmieniłbym twoje nazwisko.- odpowiedział zarumieniony. Z wrażenia podniosłaś się z niego, żeby doskonale widzieć wyraz jego twarzy i oczu.
Odpowiedziałaś gorącym, długim i namiętnym pocałunkiem, którego znaczenia nie trzeba było wyjaśniać.






__________________________________

Cześć. :> Inny jest, nie? :D
Dobra, przyznaję się, ten NAWET mi się podoba, #szok. xD
Ps. sorry, że znów o Hazzie, ale tak mi się napisało. :c O nim mi najlepiej idzie, przepraszam, obiecuję, że postaram się poprawić. :)

Ołkej, dzisiaj mija drugi miesiąc, odkąd 'powróciłam' na wersonowo po tej przerwie od maja. :) Na pierwszy nic nie pisałam, bo zwyczajnie nie zauważyłam, a dziś to pierdolnę wam kazanie. #UWAGAMOGĘSIĘROZPISAĆ. xDD

No bo...... Cholernie wam dziękuję, wiecie? Naprawdę, i to nie jest nic wymuszanego, naciąganego, etc. W ciągu 60 dni, weszło tutaj +/- 19.000 osób, czaicie?! Ja pierdolę, jak sobie to uzmysłowię, to "awwww. :')" jestem z siebie dumna, serio. :> Bo stworzyłam coś, co ludzie... Po prostu chcą czytać. Gdzie codziennie wchodzą, a nawet zdarzają się komentarze "Kiedy następny?! Jestem tu kilka razy dziennie i wciąż nie mogę się doczekać! x" miałam już takich z 10, to jest naprawdę..... CHOLERNIE MIŁE. <3 Poza tym, wytrzymujecie ze mną. Te wszystkie głupie opisy pod notkami, wariacje, doły, głupawki. Jeszcze nikt nigdy nie "kazał mi się tutaj ogarnąć" :') Jesteście, komentujecie. Przez te 60 dni mam już 230 komentarzy <wiem, że dla niektórych to może być mało, ale ja jestem z tego fchuj #proud>, co jest.... Wow. No sorry, ale mój ubogi słownik nie jest w stanie wyrazić wdzięczności i zachwytu i zaszczytu, jakim jest "współpraca" z Wami, Directioners. To jest coś niesamowitego, zawsze mnie wspieracie, nigdy się nie bulwersujecie, jesteście amaZAYN! Xxxxxx
Mogłabym pisać o tym wszystkim bez końca, ale zapewne przy tym uśniecie, więc już się zamknę. XDD Następnym razem, podziękowania będą może w 'rocznicę', jeśli dotrwam. :3 Mam nadzieję, że będziecie mnie w tym wspierać, a pomysły same będą wpadać do głowy. :3 Że dotrwacie. X


No, koniec słodkości, ja dziś byłam u lekarza i mam zastrzyki W DUPĘ. xDDDDDDDDDD #SPOKOKURWA. -.- No, cóż. Siedząc w domu, może więcej napiszę.... ;>

Ołkej, to jeszcze raz dziękuję, kocham Was wszystkich! Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Werson

Ps2. Nie obrażę się za komentarze. XDDD


poniedziałek, 1 października 2012

Część II imagina trzydziestego piątego~ Hazza.


Przebudziłaś się rano, chciałaś przetrzeć oczy, ale coś ci przeszkadzało. Miałaś na swoich barkach czyjąś rękę. Ogarnęłaś się, wróciłaś pamięcią do wczorajszego dnia i wszystko ci się przypomniało.
W nocy gadałaś z Harry'm do chyba 4 a.m., więc nawet nie pozwoliłaś mu wracać do domu, a, że nie chciałaś, żeby męczył się na kanapie, poprosiłaś, żeby spał na twoim łóżku. Był trochę zdziwiony, ale zgodził się, a bez problemu się na nim zmieściliście. Chciałaś jakoś bardzo delikatnie, nie budząc go ściągnąć jego rękę, lecz niestety jednak ci się nie udało, z zamkniętymi oczami, przywitał cię ślicznym i bardzo słodkim "dzień dobry", po czym zaraz dodał "jak się spało?". Odpowiedziałaś, że to chyba ty powinnaś się go spytać, jak się spało jemu w twoim domu, co on szybko zripostował tekstem "ale to nie ja jestem kaleką" i uśmiechnął się cwaniacko. Usiadłaś, wzięłaś spod głowy poduszkę i z całej siły wymierzyłaś mu cios prosto w brzuch. Zgiął się w pół i jęknął z bólu, po czym odgarnął twoje włosy i ledwo wyczuwalnie musnął wargami twoje usta. Wstał, podciągnął spodnie i zaczął zapinać pasek. W tym momencie, w głowie pojawiła ci się czarna dziura z wspomnieniami z wczorajszego wieczora, nic, kompletnie nic nie pamiętałaś. Zdezorientowana zaczęłaś. -Eeee, Harry? Czy.... My.... Wczoraj w nocy... No wiesz...?...- zająkałaś się. -Hahahahaha, nie,- odpowiedział rozbawiony. -Ej, czekaj, nie! Chyba nie myślisz, że ja... Ej no bez przesady!- dodał sto razy poważniej. -Zapinam pasek i podciągam spodnie, bo nie chciałem się rozbierać, a spał w spodniach nie będę, są cholernie nie wygodne.- powiedział i uśmiechnął się ciepło. Ten uśmiech nie mógł kłamać, był magiczny, więc tylko odpowiedziałaś mu tym samym i zaczęłaś się wiercić po łóżku. Spytał szybko o twoich rodziców, ale powiedziałaś tylko, że są w pracy i uderzyłaś się w gips, sycząc przy tym. -Okej, to idziemy na dół.- Rzucił i podszedł do ciebie. Delikatnie cię dotknął, a następnie ugiął się i wziął cię na ręce. -Weź daj spokój, dam radę sama chodzić- odpowiedziałaś oburzona i z jak najbardziej dorosłą miną. Zielonooki tylko się tajemniczo uśmiechnął i powiedział- a proszę cię bardzo.- postawił cię na ziemię, a ty chciałaś iść. Wtedy się ugięłaś i zakrzyczałaś z bólu, jaki noga ci przysparzała. Chłopak wykazał się ogromnym refleksem, inaczej wylądowałabyś z hukiem na podłodze. -HA HA HA.- skomentował Harry i ponownie wziął cię na ręce. Zeszliście na dół przygotowując śniadanie. -UH! SZYBKO! Wykrzyczałaś jak oparzona.- chłopak się zdezorientował, a ty sięgnęłaś po szczotkę do włosów. -NIE PATRZ I ODWRÓĆ SIĘ, SZYBKO!- dopowiedziałaś, on wykonał to o co prosiłaś ze zdziwionym wyrazem twarzy. Musiałaś się szybko uczesać, przecież nie będziesz przy Harry 'm Styles 'ie całkiem rozczochrana i nieogarnięta. Co fakt, to fakt, nie traktowałaś go jak większość dziewczyn z twojej szkoły, ale przecież on może mieć każdą, a wybrał ciebie, to coś oznacza, poza tym, trzeba się jakoś prezentować, tak? On się obrócił i z bananem na twarzy powiedział, że cholernie słodko wyglądałaś będąc tak rozczochrana i pocałował cię w czubek nosa.
Zjedliście śniadanie, przy przygotowywaniu którego mieliście więcej radochy, niż pięcioletnie dzieci i siedzieliście przy stole.
-Dziś zabieram cię w pewne bardzo ciekawe miejsce.- odezwał się po chwili. -NO CHYBA CHUJ CIĘ BOLI.- wybuchłaś. Zarumieniłaś się, -ojej, przepraszam!- zamknęłaś usta ręką. -Po prostu... Nie ważne gdzie, znaczy... Cholernie ważne, ale w innym znaczeniu. Chodzi o to, że nie będziesz mnie nosił, niezależnie od tego, czy to będzie nawet 600 metrów. Doceniam to, ale wiem, że nie jesteś cyborgiem i nie będziesz mnie nosił przez kilka godzin, a ja sama nie poradzę sobie, żeby nawet przejść krok. Przepraszam, ale nie dziś, następnym razem- obiecuję, skarbie.- wytłumaczyłaś i... Dopiero dotarło do ciebie po fakcie, że powiedziałaś do niego 'skarbie'. Zarumieniłaś się i przez chwilę trwaliście w niezręcznej ciszy. Ty bałaś się jego reakcji, a on, jak mniemasz nie wiedział jak zareagować. -Okej, za tego skarba nie naciskam.- odpowiedział po dłuższej chwili i uśmiechnął się tak słodko, że ojejku, schrupałabyś go! Jeszcze nie widziałaś tak słodkiego uśmiechu, nie sposób było go nie odwzajemnić.
Harry po kilkunastu minutach wstał, wziął cię na ręce i zaniósł na taras pod pretekstem, że musisz się przewietrzyć. W sumie było ci na rękę, i tak zaczynała cię boleć głowa, może świeże powietrze dobrze ci zrobi.

Hazza posadził cię na fotelu, a następnie zniknął w otchłani domu, nie mówiąc gdzie i po co idzie. Wrócił za jakieś ( na oko ) piętnaście minut i wręczył ci pięknego, wielkiego, słodkiego loda gałkowego. Nie było go tak długo pewnie dlatego, że poszedł do pana z lodami, który stoi na końcu ulicy. Pięknie podziękowałaś buziakiem w policzek i zaczęłaś lizać loda.
Harreh jadł swoją porcję, cały czas ci się przyglądając z cwaniackim uśmieszkiem. NO TAK, PRZECIEŻ NIE OBYŁOBY SIĘ BEZ SKOJARZEŃ! -Co się tak przyglądasz, i tak czuję się niezręcznie jedząc przy tobie loda!- zbulwersowałaś się. -Ale co?! Przecież nic nie mówię!- odezwał się udając zbulwersowanego, ale niestety był tak rozbawiony, że wybuchnął śmiechem.
"Obraziłaś się" i odwróciłaś głowę.
Po conajmniej dwudziestu pięciu minutach jego przeprosin, tłumaczenia, że jest nastolatkiem i bla bla bla [...] spojrzałaś na niego, i dotknęłaś go tym lodem w nos. -Oooooooooooooo nie! To teraz kochanie musisz ponieść karę!- oburzył się, złapał cię na ręce i wniósł do domu. Po drodze chciałaś się wyrwać, ale pomyślałaś, że może lepiej nie, bo jak cię upuści, to będzie jazda. Więc zlizałaś mu tylko loda z nosa.
Weszliście do salonu, loczek położył cię na sofie i zaczął dynamicznie łaskotać. Ze wszystkich sił i możliwości, nienawidziłaś tego z całego serca, więc się wkurzyłaś, ale śmiechu i tak nie mogłaś pohamować. W końcu i lokers się zmęczył, więc dał ci spokój, usiadł, położył sobie ciebie na sobie, bardzo delikatnie i włączył coś w tv. Oglądaliście film, i leżeliście rozmawiając o wszystkim i o niczym, ładnych kilka godzin, a ty w końcu, znów zasnęłaś w ramionach mężczyzny, z którym prawdopodobnie spędzisz resztę życia.







_________________________________________________________

Huehuehuehuehuehuehuehue, przepraszam, strasznie "sweeeeeet", taki przesłodzony ten imagin, nie? No, ale cóż, opinię pozostawiam wam. :>
( Mnie osobiście się nie podoba, ale to jak zawsze. xD )

Przepraszam, że nic nie dodawałam przez weekend. No, ale...... Nie ważne.

Pozdrawiam pierdolonego emosa, która jest tak fchuj zboczona, że imagin kazała mi dokończyć seksem, ale cóż, przykro mi, nie dziś skarbie...... xD
Weźcie wchodźcie też na bloga mojej przyjaciółki -----> http://little-fanfiction.blogspot.com/ pisze tam one shot'y z One Direction. :D <3


Ahhhhhhhhh, zdenerwowana konkursem na imagina! xD Wysłałam numer 31, dobry wybór? XD Nie ważne, trzymajcie kciuki. :>

Kończę pierdolenie, bo nie będę was zanudzać, mam nadzieję, że wrócą czytelnicy, bo spadło przez weekend. :d

Love you all! Xxxxxx

A, Ps. Jutro imagin będzie trochę.... Inny, więc serdecznie zapraszam, mam nadzieję, że wam się spodoba! :D xx