Dzisiaj imagin będzie koło 20tej, mam do załatwienia parę spraw. :)
Baaj. <3
piątek, 10 sierpnia 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Imagin dwunasty~ Hazza.
Byliście już ze sobą dwa i pół roku. Przez te dwa lata układało wam się po prostu świetnie, dogadywaliście się ze sobą, prawie w ogóle nie kłóciliście się. Jednak od pewnego czasu coś się między wami stało, popsuło. Byłaś umówiona z Harry’m na spotkanie, prosił cię o nie. Odświeżyłaś się trochę, założyłaś białą obcisłą bokserkę, króciutkie beżowe spodenki i neonowe vans'y. Włosy wyprostowałaś i rozpuściłaś, sięgały ci prawie do pasa. Jeszcze kilka dodatków, przerzuciłaś torbę przez ramię i zamknęłaś dom. Wyszłaś z domu tak, żeby być trochę wcześniej i tak nie miałaś tego dnia nic innego do roboty. Gdy szłaś czuć było delikatną woń ulubionych perfum twojego wybranka. Przechodziłaś właśnie na przejściu, gdy przed kawiarnią wydawało ci się, że zobaczyłaś swojego chłopaka. Chciałaś go dogonić, ale nie krzyczałaś za nim. Zatrzymałaś się na chwilę za rogiem, żeby zobaczyć dokąd pójdzie Harry. Zobaczyłaś, że natknął się na pewną dziewczynę. Jego uśmiech i wyraz twarzy mówił sam za siebie- był bardzo zadowolony. Po chwili rozmowy pocałował ją w policzek. Zamurowało cię, ale po chwili wyszłaś zza rogu i stanęłaś na środku ulicy. Stałaś tak chwilę, aż chłopak cię zauważył. Odwróciłaś się i zaczęłaś biec, najszybciej, jak tylko potrafiłaś. Chłopak spojrzał jeszcze szybko przerażonym wzrokiem na tę drugą dziewczynę i zaczął cię gonić. Przebiegłaś przez to samo przejście, na którym wcześniej go zobaczyłaś, on też tamtędy przebiegł. Starałaś się nie odwracać, ale po chwili usłyszałaś trąbienie i bardzo głośny pisk opon. Łzy natychmiast zaczęły spływać ci po policzku, a serce stanęło na chwilę. Odwróciłaś się. Tak, to był on. Harry. Twój Harry. Leżał tam w strudze krwi, podbiegłaś tam najszybciej jak mogłaś. Przez łzy i ciężki oddech sprawdziłaś mu puls. Nie było go już. On odszedł, odszedł. Na zawsze….
Na pogrzebie spotkałaś dziewczynę, którą tamtego dnia całował Harry. Powiedziała Ci, że jest jego siostrą.
Tego nie wytrzymałaś, miesiąc po śmierci twojego chłopaka wbiłaś sobie nóż idealnie, prosto w serce.
Już na zawsze mieliście być razem.
Przepraszam, że taki beznadziejny. Spałam dzisiaj 3,5 godziny. Bez kitu, zasnęłam po 3.00 a mama mnie przed 7.00 budzi. Pół dnia w mieście i znowu ci lekarze... :/
A do tego jeszcze LONDON2012....
Tak więc sorry. Jestem w trakcie pisania kolejnego, a dodałam ten, napisany bardzo szybko. Ten, który piszę wyjdzie mi może jakoś na po 1szej, więc nawet nie będzie sensu dodawać go w nocy. :)
Będzie rano. ;)
Dziękuję, jeśli możesz- skomentuj, to nic nie kosztuje a dla mnie wiele znaczy. :)
Na pogrzebie spotkałaś dziewczynę, którą tamtego dnia całował Harry. Powiedziała Ci, że jest jego siostrą.
Tego nie wytrzymałaś, miesiąc po śmierci twojego chłopaka wbiłaś sobie nóż idealnie, prosto w serce.
Już na zawsze mieliście być razem.
Przepraszam, że taki beznadziejny. Spałam dzisiaj 3,5 godziny. Bez kitu, zasnęłam po 3.00 a mama mnie przed 7.00 budzi. Pół dnia w mieście i znowu ci lekarze... :/
A do tego jeszcze LONDON2012....
Tak więc sorry. Jestem w trakcie pisania kolejnego, a dodałam ten, napisany bardzo szybko. Ten, który piszę wyjdzie mi może jakoś na po 1szej, więc nawet nie będzie sensu dodawać go w nocy. :)
Będzie rano. ;)
Dziękuję, jeśli możesz- skomentuj, to nic nie kosztuje a dla mnie wiele znaczy. :)
Ode mnie x2. :3
CZYTAŁBY KTOŚ, JEŚLI ZACZĘŁABYM PISAĆ OPOWIADANIE?
PROSZĘ O SZCZERE ODPOWIEDZI,
jak będzie na "nie", to przecież nie koniec świata. xd
środa, 8 sierpnia 2012
Ode mnie. :3
No hejo. :d
Chcę wam coś powiedzieć. :) Na sam początek chcę powiedzieć, że będę starała się dodawać tutaj imaginy codziennie, a jak mnie coś 'genialnie' napadnie, że będę pisać, to i więcej. :) W roku szkolnym będę zawalona, muszę poprawić wszystkie oceny, aczkolwiek obiecuję, że postaram się, aby codziennie ukazywał się tutaj jeden imagin. :) Mam nadzieję, że mi wyjdzie. ;) Teraz, od 14sierpnia chyba wyjeżdżam, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, kto codziennie będzie dodawał tu moje wypociny. :d
No, a teraz mam pytanie do "doświadczonych blogerów" xD. Mógłby mi ktoś dać jakieś 'wskazówki', dotyczące tego bloga? Dziennie mam malutko wejść, a z dnia na dzień coraz mniej. Ten blog istnieje tak naprawdę od sierpnia 2012, bo wcześniej... Tak naprawdę robiłam to dla zabawy, ale dla siebie, nie dla innych, teraz traktuję to bardziej poważnie. Dalej się tym bawię, ale za wszelką cenę chcę, żeby to wam się podobało. Nie chcę, żeby kogoś coś drażniło. Jeśli ktoś miał by jakieś 'wonty' to niech mi napisze, chętnie zmienię coś, co wam nie przypada do gustu. :)
No, tak więc chyba to tyle. :D Jeśli mógłby mnie ktoś wprowadzić w świat blogów, to może jakoś spróbuję się odwdzięczyć za pomoc. :))
______________________________________________________
Tak serio, to się zastanawiam, czy w ogóle nie usunąć tego blogspota. Bo mogę sobie pisać imaginy i zapisywać w wordzie, nie ośmieszając się przy tym.....
Chcę wam coś powiedzieć. :) Na sam początek chcę powiedzieć, że będę starała się dodawać tutaj imaginy codziennie, a jak mnie coś 'genialnie' napadnie, że będę pisać, to i więcej. :) W roku szkolnym będę zawalona, muszę poprawić wszystkie oceny, aczkolwiek obiecuję, że postaram się, aby codziennie ukazywał się tutaj jeden imagin. :) Mam nadzieję, że mi wyjdzie. ;) Teraz, od 14sierpnia chyba wyjeżdżam, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś, kto codziennie będzie dodawał tu moje wypociny. :d
No, a teraz mam pytanie do "doświadczonych blogerów" xD. Mógłby mi ktoś dać jakieś 'wskazówki', dotyczące tego bloga? Dziennie mam malutko wejść, a z dnia na dzień coraz mniej. Ten blog istnieje tak naprawdę od sierpnia 2012, bo wcześniej... Tak naprawdę robiłam to dla zabawy, ale dla siebie, nie dla innych, teraz traktuję to bardziej poważnie. Dalej się tym bawię, ale za wszelką cenę chcę, żeby to wam się podobało. Nie chcę, żeby kogoś coś drażniło. Jeśli ktoś miał by jakieś 'wonty' to niech mi napisze, chętnie zmienię coś, co wam nie przypada do gustu. :)
No, tak więc chyba to tyle. :D Jeśli mógłby mnie ktoś wprowadzić w świat blogów, to może jakoś spróbuję się odwdzięczyć za pomoc. :))
______________________________________________________
Tak serio, to się zastanawiam, czy w ogóle nie usunąć tego blogspota. Bo mogę sobie pisać imaginy i zapisywać w wordzie, nie ośmieszając się przy tym.....
Imagin jedenasty~ Harold.
Zawsze gdy miałaś doła chodziłaś do second hand'u, nie wiedzieć czemu, w pewnym sensie poprawiało ci to humor. Tak było i tym razem. Tato znów wyjechał na pół roku, a mama znów zajęła się tym swoim gachem. Dni znów miały stać się monotonne i bez sensu. Poszłaś do drogerii, ale nic sensownego nie wybrałaś, jedynie tusz Maybelline'u "One by One', na który i tak straciłaś ochotę, jak zobaczyłaś podnietę tych sweet trzynastek w koszulkach i wszystkim co możliwe z One Direction. Już chyba wszyscy mieli fioła na ich punkcie. Zarówno twoja siostra i jej przyjaciółki z liceum, jak i twoje znajome z wykładów na uczelni, a teraz jak już widziałaś i gimnazjum. "Pewnie jeszcze dziewczynki z przedszkola. -.-" -Pomyślałaś. Tylko jakoś nie ty. Nie kręcili cię. Uważałaś ich za kolejne wypromowane gwiazdki show biznesu. Twoja siostra zaczęła uważać cię za dziwaka, ale ty jednak za każdym możliwym razem dogryzałaś jej z "One Direction infection". Wychodząc z centrum handlowego i kierując się do szmatola kupiłaś jeszcze u kolesia z napojami "4move", szłaś powolnym krokiem przez New York. Weszłaś do 'sklepu', jak zwykle- tłum ludzi, ale twoją uwagę przykuło zbiegowisko na dziele z short'ami. Podeszłaś, żeby zobaczyć, co się dzieje i prawie zrobiło ci się niedobrze. Przy stojaku stał i rozmawiał z fanami Harry Styles. [Dokładnie wiedziałaś już kto jak się nazywa, wasz cały wspólny pokój był pooblepiany 1D...] A TY CHCIAŁAŚ TYLKO SHORT'Y. Zaczęłaś się przepychać między dziewczynami, aż w końcu na którąś zostałaś boleśnie popchnięta. Broniły swojego miejsca jak lwice, jakby ten koleś był ważniejszy od Jezusa. No, cóż, musiałaś sobie jakoś poradzić. Przeszłaś w końcu i podchodząc do wypatrzonych jeansowych short'ów w czerwono-czarną kratę, byłaś pod ostrzałem wzroków reszty dziewczyn. Niechcący trąciłaś Stylesa. Fanki wyglądały, jakby chciały cię zabić, więc jeszcze bardziej zawstydzona powiedziałaś "oj, przepraszam. Niechcący." i z bladym uśmiechem wzięłaś i zaczęłaś przeglądać spodenki. Chłopak był naprawdę zaskoczony tym, że nie piszczysz, ani nie wrzeszczysz, ani też nie próbujesz zedrzeć z niego ciuchów, jak niektóre dziewczyny tutaj, że nawet z nim więcej nie gadasz <!> jednak o jego zdziwieniu zorientowałaś się dopiero po chwili. Ale cóż, wiedziałaś, że wyglądasz nawet na 17, nie na 20 lat, więc miał prawo się zdziwić. Po kilkudziesięciu minutach przeszukiwania ciucholandu podeszłaś do kasy z małą kupką ubrań, w tym miałaś bardzo seksowną koszulkę nocną, choć nie wiedziałaś po co ci ona, ale ci się spodobała, zapłaciłaś więc i wyszłaś. Przechodziłaś przez bramki, gdy te zapiszczały. Zdziwiona wróciłaś na prośbę ochroniarza, a gdy przeszukanie ogólne nic nie dało wzięto twoją torbę. Znaleziono w niej bardzo drogi płaszczyk, którego wartość szacowana była na ponad 1300 dolarów. < img1.cokupicstatic.pl/c_big2051767.jpg > Nie wiedziałaś co powiedzieć, przecież go nie wzięłaś. Powiedziałaś tylko "jaa....." i w tym momencie przy twoim boku zjawił się Harry. Byłaś zaskoczona, przecież przed chwilą stał i gadał z fanami. Objął cię w pasie i czule przytulił dając buziaka w czubek głowy. Powiedział pani przy kasie, że nie mogłaś tego wziąć, gdyż cały czas byłaś tam, z nimi i przyszłaś tylko zapłacić. Kiwnął głową w stronę zakupów, a gdy ujrzał twoją piękną koszulkę nocną tylko się łobuziarsko uśmiechnął. Powiedział również, że wie też, kto to zrobił. Była to ów dziewczyna, na którą wpadłaś próbując się dostać do spodenek. Widocznie tak bardzo zależało jej na miejscu blisko Stylesa, że była gotowa cię wrobić. Ekspedientka już chciała się upewnić, czy to co mówi mężczyzna jest prawdą i spojrzała na mnie, ale loczek zatrzepotał rzęsami i spojrzał swoimi zielonymi oczyskami w taki sposób, że pod kasjerką ugięły się kolana. Wiać było, że od razu mu uwierzyła. Powiedziała tylko "no dobrze", po czym nasłała ochronę na dziewczynę. Wyszliście pospiesznie ze sklepu. Chłopak szybko cię puścił, po czym zarumienił się i powiedział tylko "No, to pa" i odwrócił się szybko i odszedł. Spojrzałaś na swojego boga (po tym, jak cię przytulił i mogłaś mu się przyjrzeć zauważyłaś już, dlaczego tak wiele dziewczyn KOCHA HARRY'ego STYLESA). Działo się to tak szybko, że nie zdążyłaś mu nawet podziękować. Zdezorientowana i trochę zawiedziona, odpowiedziałaś tylko to samo, byłaś w wielkim szoku z racji tego, co wydarzyło się dzisiejszego dnia, że nawet logicznie nie myślałaś. Biec za nim też przecież nie będziesz. Dopiero go poznałaś, jeśli tak w ogóle można to nazwać. Chłopak zniknął w tłumie zaczepiany przez fanki, ale odszedł ze spuszczoną głową i nawet jej nie podnosił. Wracałaś do domu. Z zamyśleń wyrwał cię chłód. Miałaś jeszcze jakieś 25minut piechotą, więc włożyłaś ręce w kieszenie bluzy. Poczułaś coś, jakby karteczkę, której wcześniej nie miałaś. Wyciągnęłaś rękę i była to karteczka o treści " xxx xxx xxx- zadzwoń, PROSZĘ.~ Harold Styles". Zamurowało cię, ale tylko na chwilę, byłaś już pod domem, a na razie nie miałaś zamiaru mówić nikomu o tym, co się stało.
Szybko się wykąpałaś, założyłaś słuchawki, puściłaś muzykę i wzięłaś do ręki swojego białego iPhone'a. Czas napisać do kogoś wiadomość.....Haha, przepraszam, jest bardzo zjebany. XD Wymyśliłam i napisałam go dzisiaj siedząc na schodach second hand'u i czekając na mamę..... :d
Czytam = komentuję, ok? *,*
Imagin dziesiąty~ Lou.
Znowu kłótnia. Kłóciliście się i kłóciliście i kłóciliście i kłóciliście. Już dobre kilka miesięcy. Wasz półtora roczny związek wisiał na włosku. Louis był coraz bardziej spięty, łatwiej się denerwował, rzadziej uśmiechał. Dzisiejsza sprzeczka przerodziła się w mega kłótnię, a poszło o to, czemu naczynia są niedomyte. Oczywiście to wina zmywarki, dawno mieliśmy kupić nową i on dobrze o tym wiedział, ale przecież to był kolejny pretekst do kłótni. Tego już nie wytrzymałaś, wzięłaś najpotrzebniejsze rzeczy, które spakowałaś do torby i na noc pojechałaś do swojej najlepszej przyjaciółki. Gdy wychodziłaś, Lou nawet nie powiedział ci cześć. To strasznie zabolało. Praktycznie całą noc, bo spałyście tylko ze 2 godziny, z przyjaciółką spędziłaś na obgadywaniu sytuacji, ale szczerze mówiąc do niczego sensownego nie doszłyście, więc dalej stałaś na niczym. Wyszłaś od niej z domu i kierowałaś się do pobliskiego parku, chciałaś być sama i twoja przyjaciółka dobrze o tym wiedziała, więc dała ci tylko pieniądze, bo portfel niestety zostawiłaś w domu i wyszłaś z domu. Przechadzałaś się pięknie zadbanymi alejkami wśród drzew i kwiatów i myślałaś co masz zrobić. Zaczynało zmierzchać, więc kierowałaś się w stronę mieszkania przyjaciółki, gdy nagle zobaczyłaś coś, przez co ugięły się pod tobą kolana. Stał tam Lou z jakimś miśkiem w ręku, całujący dziewczynę, którą o dziwo skądś kojarzyłaś. Ich pocałunek był tak namiętny, że łzy napłynęły ci do oczu. Zaczęłaś uciekać, tylko specjalnie biegłaś w stronę Lou i tej laski i trąciłaś chłopaka już zapłakana. Zobaczył cię i zaczął gonić mówiąc typowy tekst "To nie tak jak myślisz kochanie" ale byłaś już za daleko i nawet nie chciałaś tego słuchać. Twoja przyjaciółka już wiedziała co się stało, więc tylko przygotowała ci kąpiel i powiedziała, że "urwie chujowi jaja", jednak ją uspokoiłaś mówiąc, że nawet nie jest wart złamania paznokcia. Louis przychodził przez kolejnych kilka dni pod dom twojej przyjaciółki krzycząc, wysyłając kwiaty, liściki i co się da, by móc tylko z tobą porozmawiać. Ale ona, jak to ona, rzucała w niego balonami z wodą, jajkami, kwiatami, które przysyłał, z tym, że całe były poucinane nożyczkami oraz kazała mu się wynosić, podczas gdy ty siedziałaś w pokoju z laptopem i użalałaś się nad sobą. Postanowiłaś wejść na Twitter'a i zobaczyć co się w ogóle dzieje na świecie. Wtedy cię olśniło. Dziewczyna, którą całował twój chłopak to niejaka Eleanor Calder, jego przyjaciółka od żłobka chyba. Często o niej mówił, ale myślałaś, że serio się tylko przyjaźnią. Wtem wyrywając cię z zamyślenia wbiegła trochę przerażona a trochę zdziwiona twoja przyjaciółka. Kazała ci wyjrzeć przez okno. Na niebie był napis zrobiony samolotowym dymem o treści "Kocham Cię, [T.I.]! Naprawdę Cię kocham! PRZEPRASZAM, nie wiem, co mnie napadło!" I gigantyczny balon, na którym było wielkie serce i mniejszy napis "Proszę, porozmawiaj ze mną chociaż...." Rozejrzałaś się wokół i na ulicy był tłum gapiów patrzących się w stronę domu, w którym się znajdowałaś. Teraz to już nawet twoja przyjaciółka powiedziała, żebyś wyszła. Ale tylko pogadać. Tak też zrobiłaś. Z zawstydzoną miną wyjrzałaś zza drzwi, po czym podeszłaś do furtki i wyszłaś do stojącego na środku ulicy Louisa. Nie dał ci dojść do słowa, najpierw mocno cię objął, ale poczuł, że ciut go odepchnęłaś, odsunął się i zaczął mówić. "Ja wiem, wiem, co widziałaś. I wiem, że moje tłumaczenie raczej nic nie da, ale chociaż spróbuję. Spotkałem El po 13 latach, odkąd musiała wyjechać się nie widzieliśmy. Gadaliśmy, a ona w pewnym momencie mnie pocałowała. Chciałem ją odepchnąć, ale... Nie potrafiłem. Od zawsze ją kochałem, ale o tym nie wiedziałem, uświadomiłem sobie to dopiero w tamtej chwili. Kocham ją, tak, przyznaję się, nic na to nie poradzę, ale ciebie kocham bardziej. Dużo bardziej." -Wiem.- odpowiedziałaś. W jego oczach rozpalił się ogień nadziei, ale w zachowaniu nie dał tego po sobie poznać. Ciągnął więc dalej. "To tak jak z Bellą, Edwardem i Jacob'em, pamiętasz? Bella kochała Jacoba, ale to Edwarda kochała bardziej. Tak jest ze mną. Nie przerwę uczucia do Eleanor, ale to Ciebie kocham całym sercem. Z tobą chcę iść przez życie." Zauważyłaś, że ludzie wokół zaczynają mieć wzruszone miny, ale Lou nawet tego nie zauważył i mówił dalej. "Wiem, ostatnio między nami nie było najlepiej, tylko i wyłącznie z mojej winy. I za to cię cholernie przepraszam. Zachowywałem się tak, z powodu przyjazdu Calder, ale w ogóle, nawet w najmniejszym stopniu nie zdawałem sobie z tego sprawy. Ale gdy pojechałaś do [I.T.BF], myślałem, że zwariuję. Zrozumiałem, że nie umiem bez ciebie żyć. Wiem, takie potoczne słowa, ale one naprawdę dużo dla mnie znaczą. Są samą prawdą. Więc, [T.I i nazwisko] czy jesteś w stanie mi wybaczyć?" Łzy napłynęły ci do oczu rzuciłaś mu się na szyję. Wszyscy ludzie zgromadzeni wokół zaczęli bić wam brawo.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Imagin dziewiąty~ Nialler.
Nie miałaś dużo czasu. Do powrotu twojego chłopaka pozostało
ci jakieś dwie godziny, a miałaś spakować swoje walizki. [ I.T.Ch. ] bardzo
często się nad tobą znęcał. Bił cię i gwałcił ze szczególnym okrucieństwem.
Nigdy nie zgłaszałaś tego na policję, ani nawet nie chodziłaś do szpitala
zastraszana przez swojego chłopaka. Nie zerwałaś z nim też, ponieważ
powiedział, że w takim wypadku cię zabije. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy w
kawiarni wpadłaś na NIEGO. Słodki, wysoki blondynek. Nie miał nieskazitelnej
cery, ale te pojedyncze, małe pryszczyki dodawały mu jeszcze więcej uroku.
Widać było, że śliczne włoski miał układane i ktoś nieźle się przy tym
napracował. Był idealnie zbudowany, miał piękną koszulkę polo poplamioną twoją
kawą oraz białe spodnie z krokiem w kolanach. To był facet, który śnił ci się
po nocach. Długo rozmawialiście, po czym zaczęliście się spotykać. Znał
sytuację, w której się znajdujesz. Spojrzałaś na zegarek. 20minut do godziny, o
której zwykle przychodzi twój chłopak. Byłaś spakowana, więc postanowiłaś
pomyśleć, co mu powiesz. „Przykro mi, z nami koniec”? Niee, banalne. „Mam
kogoś, kogoś, kto mnie kocha, przykro mi, Ben, nas już nie ma”? Hmmm… Wtedy
wpadłby w szał. Myślałaś, gdy nagle przekręcił się klucz w drzwiach. A ty nie
miałaś przygotowanego, co mu powiesz. Musiałaś improwizować. Niall, bo tak na
imię miał ów chłopak z kawiarni, wiedział, co się dzisiaj miało stać i
powiedział, że przyjedzie po ciebie. Ben wszedł do pokoju, jak zwykle w złym
humorze. Zobaczył walizki, nie musiałaś nic mówić. Zaczął cię od razu bić, nie
patrzył, czym i w co. Leżałaś zakrwawiona i płakałaś, nie czułaś bólu
fizycznego, tylko psychiczny. Wiedziałaś, że go ranisz, ale z drugiej strony
był zwyrodnialcem i nie zasługiwał na takie traktowanie. Zadzwonił dzwonek,
twój chłopak tak krzyczał, że widocznie nawet go nie usłyszał. Wiedziałaś kto
przyszedł. Drzwi nie były zamknięte na klucz, więc Niall mógł wejść bez problemu.
Gdy Ben zamierzał się na ciebie po raz kolejny ktoś złapał go za łokieć.
Zdezorientowany Ben nie wiedział co się dzieje, ale od razu zareagował. Rzucił
się na Nialla, ale ten ‘załatwił’ go bez problemu. Ben stracił przytomność. Gdy
zapytałaś Nialla, jak tego dokonał, powiedział, że stamtąd, skąd pochodzi
musiał codziennie walczyć o przetrwanie. Przestraszył się twoim, ale okazało
się, że większość krwi pochodzi z jednej rany, na plecach zadanej jakimś ostrym
przedmiotem. Nie był potrzebny nawet lekarz. Pojechaliście do niego do domu. Rozpakowałaś
walizki i mieliście wieść spokojne życie pary młodych, zakochanych ludzi.
***
Pewnego dnia, wysiadając z samochodu pod domem twojej
przyjaciółki zobaczyłaś parę zakochańców. Dostrzegłaś, że chłopak całuje
dziewczynę, a tym chłopakiem jest Niall. Podeszłaś tam i zaczęłaś wykrzykiwać,
że co on sobie wyobraża, i że nie ma prawa się do ciebie odzywać. W domu
przyjaciółki obgadałyście, że może faktycznie źle, że nie dałaś mu nawet się
wytłumaczyć. Ale on całował inną dziewczynę, to zmieniało wszystko….
Następnego ranka postanowiłaś wrócić do Bena. Pomimo tego,
że tak cię traktował jednak go kochałaś. Zresztą przy nim mogłaś choć trochę
zaleczyć ranę. A on się zmienił. Traktował cię jak księżniczkę, co cię bardzo
dziwiło a zarazem ci schlebiało. Od Nialla nie odbierałaś telefonów, nie
odpisywałaś na sms-y. W końcu poszłaś do salonu swojego operatora i
zablokowałaś jego numer. Może i zachowywałaś się brutalnie i troszeczkę
teatralnie, ale w przeszłości byłaś raniona zbyt wiele razy. Niall przychodził
pod wasz dom kilkakrotnie, ale za każdym razem twój chłopak go bił. Zawsze spod
twojego okna odchodził pobity. Widziałaś, że się nie broni, że znosi to dla
ciebie. No, ale cóż… Niech idzie do tej swojej blondi. W końcu wieczorem, koło
22. Gdy wyszłaś z wanny przyszedł do ciebie Ben, i powiedział, że masz gościa.
Weszłaś do salonu i nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. Na twojej sofie
siedziała ów blondi, o której myślałaś całą kąpiel. Kazałaś jej się wynosić i
nie dałaś jej dojść do słowa. Uspokoił cię Ben, i powiedział, żeby blondyna
mówiła co chce i już sobie szła. Powiedziała, że nazywa się Demi i jest siostrą
Nialla oraz, że wcale się nie całowali, tylko stanęli pod takim kątem, że
buziak w policzek tak wyglądał. Nie chciałaś jej wierzyć, ale pokazała ci
dowód. „Demetria Horan […]” „Niall ma żonę!” przeszło ci przez głowę, ale zaraz
puknęłaś się w czoło. Czyli…. Czyli on cię nie oszukiwał, naprawdę cię kocha. W
tym momencie zza framugi wyjawił się twój blond bóg. Ben drgnął, ale położyłaś
mu dłoń na klatce piersiowej po czym rzuciłaś się na szyję Horana. Po chwili
zorientowałaś się, że musisz wybierać. Wiedziałaś, że skrzywdzisz ich obu, a
Bena po raz drugi, ale podjęłaś już decyzję. Ten słodki blondynek z kawiarni
był ci przeznaczony.
Wiem, taki trochę zjebany, ale nie miałam innego pomysłu.... xD Proszę o komentarz z opinią, jeśli przeczytałeś/aś. ♥
Imagin ósmy~ Liam
Byliście razem już jakieś dwa-trzy lata, być może myśleliście o ślubie. Pewnego dnia coś zaczęło się psuć. Dogadywaliście się z Liam'em coraz gorzej. Nie wiedziałaś co się dzieje, ale jednego byłaś pewna. Coś jest nie tak.
Pewnego dnia po długich kilku miesiącach katowania, gdy wracałaś z zakupów w centrum handlowym natknęłaś się na grupkę chłopaków. Ściemniało się, a wokół nie było nikogo, więc przyspieszyłaś kroku. Nagle usłyszałaś, jak ktoś cię woła. "[T.I] choć tutaj do nas, skarbie. Mamy coś fajnego." Wiedziałaś, że to on, twój chłopak. I wiedziałaś już, co się stało. Liam wpadł w narkotyki. Dlatego codziennie był dziwnie spięty, krzyczał na ciebie non stop, znęcał się nad tobą. Uciekłaś stamtąd, chłopaki byli w takim stanie, że nawet jakby chcieli, nie dogoniliby cię. W nocy, skończyłaś oglądać Skinsów i poszłaś się wykąpać. Podczas kąpieli długo o tym myślałaś, ale nic nie wymyśliłaś. W końcu, koło 3.00 położyłaś się do łóżka. Nie zasnęłaś jeszcze, kiedy usłyszałaś dźwięk wkładania klucza w drzwi. Wszedł do domu. Był w fatalnym stanie. Jego piękna niebieska czerwona koszula w czarną kratę była strasznie brudna, czarne rurki prawie że białe, jakby taczał się po piachu. Cera, idealna do czasu gdy zaczęło się coś między wami dziać, zmieniła kolor, zaczęły na niej wyskakiwać niby pryszczyki, oczy miał podkrążone, był blady jak ściany w pokoju, a piękne i puszyste dotychczas włosy opadły, ponad to zauważyłaś w nich biały proszek. Nieskazitelnie piękny uśmiech znikł i pojawił się gburowaty wyraz twarzy. Wyglądał jak zombie, to stwierdzenie wcale nic by nie wyolbrzymiało. Miałaś już tego dość. Powiedziałaś, że tej nocy śpi na kanapie. Wtedy wpadł w szał. Był w stanie, w jakim nigdy go nie widziałaś. Zaczął krzyczeć, rzucał co mu wpadło do ręki. Wybił prawie całą zastawę. Wtedy zaczął się trząść, zupełnie, jakby nie brał już bardzo bardzo długo. Wziął nóż i cisnął nim w ciebie. Nóż wbi się w poduszkę, jakieś góra 30 centymetrów od ciebie. podszedł do ciebie i zaczął cię bić. Z całej siły, rzucał tobą o podłogę, bił twoją głową we framugę. Policzkował i kopał, jak już nie miałaś siły nawet wstać. Chodził na siłownię i to bradzo długo, więc był bardzo silny i miał pięknie wyrzeźbione ciało. Na koniec cię zgwałcił. Wycieńczoną i skatowaną zostawił cię na środku podłogi po czym sam wyszedł bez słowa. Następnego dnia obudziłaś się w łóżku i Liam przyniósł ci śniadanie. Zupełnie, jakby nic się wczoraj nie stało, jakby kompletnie nie miał pojęcia, co się wydarzyło. Poczułaś się dziwnie, ale tego dnia wyszliście na miasto, do jakiegoś klubu, w którym choć na chwilę mogłaś przestać myśleć o tym co cię dręczy. W klubie Liam wdał się w bójkę z jakimś kolesiem, a gdy wyrzucono was z klubu wróciliście do domu i powtórzyła się sytuacja z wczorajszego dnia, tylko dziś było dużo mniej brutalnie. ranek podobny. Minęły jakieś dwa miesiące. Sytuacja przez 60 dni powtarzała się około 45 razy. Pewnego wieczoru, gdy znów go nie było nie wytrzymałaś. Siadłaś przy kominku i rozmyślając cały czas przyglądając się żylece leżącej na stoliku. W końcu ją wzięłaś. Bałaś się, ale zauważyłaś, że strach przed bólem pozwala całkowicie zapomnieć o problemach twojego chłopaka. Przyłożyłaś żyletkę do nadgarstka, poczułaś jej zimne końcówki na swojej delikatnej, bladej skórze. Wbiłaś ją w rękę, bardzo głęboko, powoli przesuwając w prawą stronę. Ból był niesamowity, ale zarazem dawał uczucie ukojenia. Krew zaczęła spływać strużkami, najpierw po twojej jedwabnej koszulce, spadając na podłogę. Słyszałaś spadające krople, po czym.... Urwał ci się film. Obudziłaś się nad ranem, było już jasno. Li nie było. Wokół siebie miałaś strugi krwi. Dziwne, że się nie wykrwawiłaś. Spojrzałaś na nadgarstki. Ręce miałaś jak po rzeźni. Nie wiedziałaś czemu, ale sprawiło ci to satysfakcję. Rękawy koszulki pzykleiły ci się do zasychającej krwi. Sprawiło ci to kolejną dawkę bólu. Wstałaś i się ogarnęłaś, musiałaś iść po coś do jedzenia. Założyłaś jak najdłuższe rękawy zakrywając rany. Wychodząc ze sklepu, przy dróżce zobaczyłaś tych samych kolesi co wtedy, gdy się dowiedziałaś, że Liam bierze narkotyki. Zalała cię fala bólu. Podeszłaś bliżej, żeby coś sprawdzić. Zobaczyłaś swojego chłopaka, który leży na ziemi z igłą wbitą w żyły przy łokciu. Upuściłaś zakupy i zaczęłaś biec. Nie wiedziałaś dokąd biegniesz, biegłaś przed siebie. Upadłaś i nie obchodziło cię już nic. Ocknęłaś się, było tak ciemno, jakby noc się już kończyła, a zaczynał ranek. Wspaniale, nikogo o tej porze w mieście nie ma. Pobiegłaś na najbliższy dworzec centralny. Stamtąd doskonale widziałaś most, do którego zmierzałaś. Pod mostem przejeżdżały pociągi- idealnie. Jak już weszłaś na most, wyciągnęłaś telefon i zadzwoniłaś do niego. Po pierwszym sygnale włączyła się sekretarka. W oddali było już widać pociąg. "Po usłyszeniu sygału zostaw wiadomość". -Kocham cię, nic więcej. Będę cię kochać po wieczność. Powiedziałaś, rzuciłaś telefon i stanęłaś na barierce. Poczułaś jeszcze tylko jego zapach i jedną nogę już wystawiłaś. Ktoś złapał cię w biodrach. Tak mocno, jakby chciał, żebyś się nigdy nie wyrwała. Wiedziałaś, że to on, poczułaś go. -Ja też cię kocham.- Powiedział to i namiętnie cię pocałował. Miał łzy w oczach.
Pewnego dnia po długich kilku miesiącach katowania, gdy wracałaś z zakupów w centrum handlowym natknęłaś się na grupkę chłopaków. Ściemniało się, a wokół nie było nikogo, więc przyspieszyłaś kroku. Nagle usłyszałaś, jak ktoś cię woła. "[T.I] choć tutaj do nas, skarbie. Mamy coś fajnego." Wiedziałaś, że to on, twój chłopak. I wiedziałaś już, co się stało. Liam wpadł w narkotyki. Dlatego codziennie był dziwnie spięty, krzyczał na ciebie non stop, znęcał się nad tobą. Uciekłaś stamtąd, chłopaki byli w takim stanie, że nawet jakby chcieli, nie dogoniliby cię. W nocy, skończyłaś oglądać Skinsów i poszłaś się wykąpać. Podczas kąpieli długo o tym myślałaś, ale nic nie wymyśliłaś. W końcu, koło 3.00 położyłaś się do łóżka. Nie zasnęłaś jeszcze, kiedy usłyszałaś dźwięk wkładania klucza w drzwi. Wszedł do domu. Był w fatalnym stanie. Jego piękna niebieska czerwona koszula w czarną kratę była strasznie brudna, czarne rurki prawie że białe, jakby taczał się po piachu. Cera, idealna do czasu gdy zaczęło się coś między wami dziać, zmieniła kolor, zaczęły na niej wyskakiwać niby pryszczyki, oczy miał podkrążone, był blady jak ściany w pokoju, a piękne i puszyste dotychczas włosy opadły, ponad to zauważyłaś w nich biały proszek. Nieskazitelnie piękny uśmiech znikł i pojawił się gburowaty wyraz twarzy. Wyglądał jak zombie, to stwierdzenie wcale nic by nie wyolbrzymiało. Miałaś już tego dość. Powiedziałaś, że tej nocy śpi na kanapie. Wtedy wpadł w szał. Był w stanie, w jakim nigdy go nie widziałaś. Zaczął krzyczeć, rzucał co mu wpadło do ręki. Wybił prawie całą zastawę. Wtedy zaczął się trząść, zupełnie, jakby nie brał już bardzo bardzo długo. Wziął nóż i cisnął nim w ciebie. Nóż wbi się w poduszkę, jakieś góra 30 centymetrów od ciebie. podszedł do ciebie i zaczął cię bić. Z całej siły, rzucał tobą o podłogę, bił twoją głową we framugę. Policzkował i kopał, jak już nie miałaś siły nawet wstać. Chodził na siłownię i to bradzo długo, więc był bardzo silny i miał pięknie wyrzeźbione ciało. Na koniec cię zgwałcił. Wycieńczoną i skatowaną zostawił cię na środku podłogi po czym sam wyszedł bez słowa. Następnego dnia obudziłaś się w łóżku i Liam przyniósł ci śniadanie. Zupełnie, jakby nic się wczoraj nie stało, jakby kompletnie nie miał pojęcia, co się wydarzyło. Poczułaś się dziwnie, ale tego dnia wyszliście na miasto, do jakiegoś klubu, w którym choć na chwilę mogłaś przestać myśleć o tym co cię dręczy. W klubie Liam wdał się w bójkę z jakimś kolesiem, a gdy wyrzucono was z klubu wróciliście do domu i powtórzyła się sytuacja z wczorajszego dnia, tylko dziś było dużo mniej brutalnie. ranek podobny. Minęły jakieś dwa miesiące. Sytuacja przez 60 dni powtarzała się około 45 razy. Pewnego wieczoru, gdy znów go nie było nie wytrzymałaś. Siadłaś przy kominku i rozmyślając cały czas przyglądając się żylece leżącej na stoliku. W końcu ją wzięłaś. Bałaś się, ale zauważyłaś, że strach przed bólem pozwala całkowicie zapomnieć o problemach twojego chłopaka. Przyłożyłaś żyletkę do nadgarstka, poczułaś jej zimne końcówki na swojej delikatnej, bladej skórze. Wbiłaś ją w rękę, bardzo głęboko, powoli przesuwając w prawą stronę. Ból był niesamowity, ale zarazem dawał uczucie ukojenia. Krew zaczęła spływać strużkami, najpierw po twojej jedwabnej koszulce, spadając na podłogę. Słyszałaś spadające krople, po czym.... Urwał ci się film. Obudziłaś się nad ranem, było już jasno. Li nie było. Wokół siebie miałaś strugi krwi. Dziwne, że się nie wykrwawiłaś. Spojrzałaś na nadgarstki. Ręce miałaś jak po rzeźni. Nie wiedziałaś czemu, ale sprawiło ci to satysfakcję. Rękawy koszulki pzykleiły ci się do zasychającej krwi. Sprawiło ci to kolejną dawkę bólu. Wstałaś i się ogarnęłaś, musiałaś iść po coś do jedzenia. Założyłaś jak najdłuższe rękawy zakrywając rany. Wychodząc ze sklepu, przy dróżce zobaczyłaś tych samych kolesi co wtedy, gdy się dowiedziałaś, że Liam bierze narkotyki. Zalała cię fala bólu. Podeszłaś bliżej, żeby coś sprawdzić. Zobaczyłaś swojego chłopaka, który leży na ziemi z igłą wbitą w żyły przy łokciu. Upuściłaś zakupy i zaczęłaś biec. Nie wiedziałaś dokąd biegniesz, biegłaś przed siebie. Upadłaś i nie obchodziło cię już nic. Ocknęłaś się, było tak ciemno, jakby noc się już kończyła, a zaczynał ranek. Wspaniale, nikogo o tej porze w mieście nie ma. Pobiegłaś na najbliższy dworzec centralny. Stamtąd doskonale widziałaś most, do którego zmierzałaś. Pod mostem przejeżdżały pociągi- idealnie. Jak już weszłaś na most, wyciągnęłaś telefon i zadzwoniłaś do niego. Po pierwszym sygnale włączyła się sekretarka. W oddali było już widać pociąg. "Po usłyszeniu sygału zostaw wiadomość". -Kocham cię, nic więcej. Będę cię kochać po wieczność. Powiedziałaś, rzuciłaś telefon i stanęłaś na barierce. Poczułaś jeszcze tylko jego zapach i jedną nogę już wystawiłaś. Ktoś złapał cię w biodrach. Tak mocno, jakby chciał, żebyś się nigdy nie wyrwała. Wiedziałaś, że to on, poczułaś go. -Ja też cię kocham.- Powiedział to i namiętnie cię pocałował. Miał łzy w oczach.
***
Następnego ranka mieliście już umówioną wizytę u lekarza. Chciałaś wysłać go na odwyk i ponowić próbę z wczorajszzego dnia. Myślałaś, że on już cię nie kocha. Chciałaś dać mu ukojenie tak bardzo, że byłaś gotowa poświęcić swoje życie. U lekarza okazało się, że Liam brał pewną odmianę narkotyków, po której traci się siebie. Naprawdę, można by powiedzieć, że człowiek, który się nad tobą znęcał przez tyle czasu to nie był Liam. I okazało się, że te narkotyki powodowały, że po 10 godzinach zupełnie zapominał co robił i co się z nim działo. Jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki. Podobno z tych narkotyków na odwyku leczy się najszybciej. Już po 12 dniach mieliście znów być razem i żyć tak samo, jak 11 miesięcy temu.
Przepraszam, za to, co robię Liam'owi w tym imaginie, ale tak mnie jakoś naszło i nie mogłam się powstrzymać, musiałam to napisać. Mam nadzieję, że nie uznacie mnie za psycholkę. :d Przynajmniej, w pewnym stopniu. :D
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Imagin siódmy~ Zayn
Tego dnia mijał równo miesiąc od twojego zerwania z chłopakiem. Zdradzał cię i to przez ponad rok, ale ty tego nie zauważałaś, tak mocno go kochałaś. Wychodziłaś od twojej najlepszej przyjaciółki jakoś po 23, ponieważ przyszedł jej chłopak. On chciał cię odwieźć, albo chociaż odprowadzić, ale powiedziałaś, że do domu masz 40 minut wolnym krokiem i że z chęcią się przespacerujesz, po czym zostawiłaś ich samych. Pożegnałaś się z jej rodzicami i wyszłaś. Na ulicy była awaria prądu, więc latarnie się nie paliły i było strasznie ciemno. Po dwudziestu minutach zaczęłaś żałować, że nie skorzystałaś z propozycji kolegi, ale w sumie nie chciałaś im przeszkadzać, niech się sobą nacieszą, od niedawna są razem. Wciąż szłaś tą ciemną ulicą, gdy nagle poczułaś za sobą kroki. Automatycznie przyspieszyłaś ze spacerku w szybki chód. Koleś jednak cię dogonił i złapał z tyłu, przyłożył rękę do twarzy, żebyś nie mogła krzyczeć. Z oddali usłyszałaś „Cześć kochanie, dzisiaj się trochę zabawimy”. Wiedziałaś już, że to twój były chłopak, i wiedziałaś też, że nie będzie z tobą najlepiej. W tym momencie podbiegł do ciebie ktoś trzeci i zaczął cię bić, nie były to zwykłe pięści. Miał coś ciężkiego i metalowego, może pręt? Byłaś bita tak długo, że straciłaś poczucie czasu, ale nie traciłaś przytomności. Do katowania byłaś przyzwyczajona, w domu, ojczym robił ci codziennie niezłe piekło. Zdziwiłaś się tylko, że twój eks i jego koledzy nie gwałcą cię do tej pory. Przecież twój były lubił takie zabawy… Zalana krwią i bólem, z wzrokiem jakby przez mgłę, usłyszałaś jak ktoś idzie. Zobaczyłaś, że to chłopak, ale nie byłaś w stanie ocenić nawet jak jest ubrany. Zaczął krzyczeć, co oni robią, co sobie wyobrażają, dlaczego traktują cię jak psa. Usłyszałaś odgłosy walki, i wtedy byłaś pewna, że chłopak nie powinien nawet tu podchodzić. Podniosłaś głowę zaledwie na kilka centymetrów i zobaczyłaś, że twój były zatacza się z bólu i próbuje uciekać, jeden chłopak leżał nieprzytomny, a tego trzeciego już dawno nie ma. Tajemniczy chłopak podbiegł do ciebie, najpierw sprawdzając, czy żyjesz, a gdy wyczuł puls pod twoją delikatną skórą odetchnął z ulgą. Sprawdził jeszcze, czy jesteś przytomna. Wziął cię na ręce i powiedział, że jak najszybciej jedziecie do szpitala. Zaprotestowałaś tak, że prawie wypadłaś z jego ramion i powiedziałaś, że nie jedziesz do żadnego szpitala. Już zauważył jak jesteś uparta. –W takim razie- powiedział, miał delikatny, a zarazem bardzo męski głos- jedziemy do mnie. Moja mama pracuje w szpitalu, a wieczór ma wolny. W domu mamy raczej wszystko potrzebne do….. –Cicho bądź- przerwałaś mu.- Nic mi nie jest, jakoś przeżyję, powiedz mi lepiej, jak udało ci się załatwić tego debila i jego kolesi?- Znasz go?- Odpowiedział pytaniem na pytanie.- Tak, to mój były, mści się za zerwanie, więc? Jak?....- Mój tato ma szkołę karate. Uczył mnie samoobrony już od dziecka.- Zabiłeś ich?- Spytałam z nadzieją w głosie.- Nie, ale nieźle poturbowałem. A chciałabyś?- Spytał z cudownym cwanym uśmieszkiem.- No… Cóż. Mógłbyś.- Zaśmiał się.- Tak w ogóle, to jestem Zayn. Mieszkam w Bradford.- Mój Bad Boi from Bradford…- Powiedziałaś i prawdopodobnie straciłaś przytomność. Obudziłaś się rano w czyimś łóżku, przywitana bardzo namiętnym pocałunkiem.
Cóż…. Tak witana mogłabyś być codziennie.
Cóż…. Tak witana mogłabyś być codziennie.
Imagin szósty~ O Zayn'ie,
Byliście razem już bardzo długo. Zayn’a wspierałaś w każdym jego pomyśle, za każdym razem. Pomagałaś mu, dawałaś motywację, dodawałaś sił. Od dawna wiedziałaś, że twój chłopak ma talent do śpiewania, już od kilku lat zachęcałaś go, żeby poszedł do jakiegoś programu muzycznego. Jednak on nigdy nie chciał, obawiał się, że mu nie wyjdzie. Pewnego wieczora zaczął śpiewać pod prysznicem. Wtedy już nie wytrzymałaś. Następnego ranka poszłaś i wysłałaś zgłoszenie do X-Factor’a. Zaciągnęłaś go tam, po czym on przed jury zaśpiewał swój utwór. Jury było zachwycone, chłopak przeszedł dalej. I dalej i dalej. Później stworzono zespół. Pięcioosobowy. Nadali mu nazwę „One Direction”. One Direction wygrali program, podpisali kontrakt płytowy. Nadszedł czas na pierwszą trasę koncertową. Cieszyłaś się i byłaś z Zayn’a niezmiernie dumna. Trasa rozpoczynała się na drugim kontynencie, więc chłopaki musieli wyjechać. Nie było ich dwa miesiące. Dostali tydzień wolnego, więc chcieli wrócić do rodzinnego miasta. Również Zayn zadzwonił do ciebie i powiedział, że wraca. Spojrzałaś na kalendarz. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to chłopaki wrócą w dzień piątej rocznicy waszego związku. Bardzo się cieszyłaś, było to już niedługo, więc od razu zaczęłaś obmyślać plan. W co się ubierzesz, co ugotujesz, a co najważniejsze, jaką założysz bieliznę. Udałaś się na zakupy. Obskoczyłaś pare center handlowych, a największe zostawiłaś na koniec. Przechadzałaś się po nim, gdy na bilbordzie, gdzie zawsze są wyświetlane wiadomości, piosenki etc. zostały wyświetlone najświeższe wiadomości. Była pokazana katastrofa samolotu. Zrobiło ci się smutno, bo zawsze przy takich rzeczach jest ci szkoda tych ludzi. I poszłaś dalej, ale prezenterka powiedziała „samolot na trasie Nowy York- Wlk. Brytania [….]” Serce ci stanęło na chwilę, ale potem było okej, przecież chłopaki nie mieli wracać dzisiaj. Mieli wracać piętnastego. Spojrzałaś na bilbord. Dzisiaj był piętnasty… Straciłaś przytomność, obudziłaś się na jakiejś ławce. Zdałaś sobie sprawę z tego co się dzisiaj wydarzyło.. Zrobiło ci się niedobrze… Zalałaś się łzami. Zorientowałaś się, że jego już nie ma, że Zayn nie żyje…..
Subskrybuj:
Posty (Atom)

